Janusz Józefowicz, Viva! 1/2019
Fot. Marta Wojtal
TYLKO NA VIVA.PL

„Czuję się jakbym grał w filmie katastroficznym, w którym obsadzono mnie bez mojej zgody”

Janusz Józefowicz o sytuacji w Studio Buffo

Beata Nowicka 19 marca 2020 05:29
Janusz Józefowicz, Viva! 1/2019
Fot. Marta Wojtal

Ze względu na pandemię koronawirusa, placówki kulturalne w Polsce pozostają zamknięte – w tym kina, muzea, opery, czy teatry. Trudna sytuacja dotknęła nie tylko widzów, którzy musieli zrezygnować z ulubionych rozrywek, ale przede wszystkim artystów, którzy po prostu nie mogą pracować. Janusz Józefowicz, dyrektor artystyczny Teatru Studio Buffo, odpowiedział Beacie Nowickiej o swoich obawach.

Janusz Józefowicz Studio Buffo wywiad Viva!

BEATA NOWICKA: Teatry nie działają już siódmy dzień. Jak się Pan czuje? Bardziej zagubiony czy zdenerwowany?

JANUSZ JÓZEFOWICZ: Czuję się tak, jak pewnie wszyscy się czują. Dziwnie. Jakbym grał w filmie katastroficznym, w którym obsadzono mnie bez mojej zgody. Ta sytuacja przerasta wyobraźnię każdego z nas. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie widać końca. Przyszłość jest totalnie niejasna.

To prawda. Wirusolodzy mówią, że w Polsce szczyt zachorowań dopiero przed nami, niestety.

No właśnie. Więc wie pani, niepokoję się o losy naszego teatru. Jesteśmy prawdopodobnie jedynym w Polsce prywatnym teatrem muzycznym, który od 28 lat działa bez dotacji z pieniędzy publicznych. Walczyliśmy o widza z teatrami otrzymującymi wielomilionowe dotacje – Roma, Syrena i inne – i utrzymaliśmy się na rynku. Krótko mówiąc, przez te prawie trzydzieści lat tworzyliśmy teatr, tworzyliśmy miejsca pracy i płaciliśmy Państwu Polskiemu podatki. No więc teraz nadszedł chyba czas...

...sprawdzianu dla państwa?

Tak mi się wydaje. Takie firmy jak nasza – których jest wiele tysięcy – bez finansowego wsparcia ze strony państwa nie mają szansy na przetrwanie. W obecnej sytuacji jesteśmy kompletnie bezradni. Istnieje zagrożenie zdrowia i życia, więc teatr stoi pusty, nie ma z kim grać ani dla kogo grać. Artyści pozostają bez środków do życia.

Poruszający jest Pana apel do widzów. Można go potraktować symbolicznie.

Oczywiście każdy może zażądać zwrotu pieniędzy za odwołane spektakle. Ale w tej trudnej dla wszystkich sytuacji proszę naszych widzów, aby – jeśli to możliwe – zmienili termin rezerwacji i zostali z nami. Zwrot pieniędzy za bilety oznacza dla nas brak środków do życia w czasie, kiedy teatry są zamknięte, oraz brak stabilności finansowej, która może doprowadzić do bankructwa. Mamy wspaniały zespół, atrakcyjny repertuar i wrażenie, że to, co robimy, jest wartością, którą należy chronić.

Chcielibyśmy wywiązać się z naszych zobowiązań i zagrać dla wszystkich, którzy kupili bilety. Dlatego specjalnie ułożyliśmy repertuar do końca roku, żeby widzowie mogli wybrać sobie inny termin rezerwacji.

I to działa?

Częściowo działa. Wie pani jak to jest, ludzie są różni, jednych na to stać, innych nie.

Jeden z widzów odpisał Panu: „Panie Januszu, spektakl ‚Wieczór latynoski’ 21 kwietnia miał być naszym 50-tym spektaklem w Pana Teatrze (od premiery ‚Metra’ w Dramatycznym...). Nie chcę zwrotu za bilety. Może w ten symboliczny sposób wesprzemy Was”.

Wiem o tym, że mamy grono wspaniałych, wiernych widzów, do nich szczególnie adresowany jest ten apel.

Miał Pan już kiedyś tak dramatyczną sytuację w 28-letniej historii Studia Buffo?

Mieliśmy potężny kryzys w 2007 roku. Kasa teatralna jest takim papierkiem lakmusowym sytuacji ekonomicznej w kraju. Jeśli ludzie czują się niepewnie, zaczyna brakować im pieniędzy, boją się o przyszłość, to pierwszą rzeczą, na której oszczędzają, jest kultura. Pamiętam, że w 2007 był taki moment, kiedy myśleliśmy o zamknięciu działalności. Ale zęby w ścianę i jakoś przetrwaliśmy. Tym razem sytuacja jest trudniejsza.

Domyślam się. Tak naprawdę nikt nie wie, jak długo będzie obowiązywał zakaz grania dla teatrów. Wolę nawet nie dywagować na ten temat...

Być może przez jakiś czas chodzenie do teatru będzie wiązało się z ryzykiem, jakie podejmujemy, paląc papierosy, pijąc alkohol czy zażywając narkotyki. Kiedy graliśmy ostatni spektakl przed zamknięciem, miałem wrażenie, że powiedzenie „nie ma ryzyka – nie ma zabawy” znalazło nowy kontekst i dreszcz przeszedł mi po plecach… Nie wiem, co będzie...

Mam nadzieję, że po tych 28 latach pracy dla państwa polskiego doczekamy się jakiejś pomocy z jego strony. Jak mówiłem, jesteśmy zupełnie bezradni – podobnie jak wiele innych firm – wobec tej sytuacji. A przecież do tego momentu nasz teatr działał fantastycznie, graliśmy przy pełnych widowniach, sprzedaliśmy bilety na mnóstwo spektakli do przodu, dlatego też zwrot pieniędzy za bilety jest dla nas również ogromnym problemem logistycznym.

Stąd Pana apel.

Oczywiście każdemu, kto sobie tego zażyczy, zwrócimy pieniądze za bilet. Zobaczymy, co będzie, czekamy na jakieś decyzje z ministerstwa kultury, finansów.

Jak Pan znosi tę przymusową izolację? Grzecznie siedzi Pan w domu?

Tak, wyjechałem z Warszawy. Na brak pracy nie narzekam. Przygotowujemy się do premiery w Teatrze Muzycznym w Gdyni, to będzie „Mistrz i Małgorzata” na podstawie prozy Bułhakowa, pracujemy nad scenariuszem, scenografią, projekcjami w 3D. Nie to jest moim prawdziwym problemem. Martwię się o ludzi i o teatr, który razem stworzyliśmy.  

Janusz Józefowicz, Viva! 1/2019
Fot. Marta Wojtal

Wideo

Urszula Dudziak pojawi się w kolejnej edycji The Voice of Poland? Zapytaliśmy!

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

IZABELA JANACHOWSKA i KRZYSZTOF JABŁOŃSKI: Zamożni, między nimi jest duża różnica wieku – idealny obiekt hejtu. Jak sobie z nim radzą? Jak się kochają? ANDRZEJ PIASECZNY: Dlaczego tak naprawdę zdecydował się na coming out. I to właśnie teraz. DZIECI KRÓLOWEJ ELŻBIETY: Karol, Anna, Andrzej, Edward – wychowani przez matkę, która musiała się zmagać z dylematem: dzieci czy korona. MONIKA I ROBERT JANOWSCY Mężczyzna po przejściach i kobieta z przeszłością o życiu w patchworkowej rodzinie, miłości do siebie i... cudzych dzieci. ANNA NOWAK-IBISZ Pani Gadżet… improwizuje.