Ostatnie lata były dla Katarzyny Cichopek czasem wielkich zmian w życiu. Nie zawsze łatwych. O medialnej nagonce, milczeniu, miłości i zawodowych wyzwaniach opowiedziała w 2024 roku Katarzynie Piątkowskiej. Z okazji urodzin ulubienicy widzów, przypominamy archiwalny wywiad. 

WIDEO…

player placeholder

Katarzyna Cichopek milczała podczas medialnej nagonki. „Mój głos nie zostałby usłyszany”

Czy wiesz, że jedną z cech przypisywanych Katarzynom jest to, że szybko tracą zimną krew?

Nie mogę tego o sobie powiedzieć. Ostatnie dwa lata pokazały, że jest dokładnie na odwrót. Okazało się, że jestem bardzo cierpliwa, choć wydawało mi się, że z tym to akurat jestem trochę na bakier. Zawsze wolałam załatwiać różne, szczególnie trudne sprawy od razu, tu i teraz, natychmiast. Dowiedziałam się o sobie, że w długiej perspektywie długo mogę znosić różne rzeczy.

Zobacz także:

Dwa lata to długo?

Zależy na co. 

Na emocjonalne i psychiczne dojście do siebie po trudnych życiowych sytuacjach. W podcaście „Serio?”, który stworzyliście razem z Twoim partnerem Maćkiem Kurzajewskim, powiedziałaś, że właśnie tyle czasu zajęło Ci osiągnięcie równowagi.

Myślę, że to jest sprawa indywidualna. U mnie ten proces cały czas trwa. Dwa lata zajęło mi, żeby w ogóle się otrząsnąć i zdobyć się na odwagę, żeby przepracować w głowie pewne sprawy i móc w miarę spokojnie o nich myśleć i mówić. To, co się wydarzyło, to, że światło dzienne ujrzały nasze prywatne sprawy, o których nie chcieliśmy mówić, było ekstremalnie trudne. A przecież każdy rozwód i początki czegoś nowego nigdy nie są łatwe. 

Katarzyna Cichopek, VIVA! 15/2024
ŁUKASZ KUŚ

Pamiętam naszą rozmowę sprzed kilku lat, kiedy przyznałaś, że jesteś bardzo emocjonalną osobą i codziennie kilka razy przeżywasz koniec świata. Jak poradziłaś sobie z tym wszystkim, co się wydarzyło? Z rozstaniem, nowym związkiem, z tym, że cała Polska dowiedziała się o Waszych sprawach i że wylała się na Was ogromna fala hejtu. Głównie na Ciebie. 

Podstawą mojej egzystencji jest wsparcie bliskich. Po prostu nie zostałam z tym wszystkim sama. Rodzice, brat, jego rodzina zawsze są przy mnie. Na każdym kroku czułam i czuję miłość moich dzieci. Maciek idzie ze mną ramię w ramię, trzyma mnie za rękę i pomaga w każdej sytuacji. I wiesz, okazało się, że publiczność też stoi za mną murem. Ale nie ta internetowa, tylko taka, którą spotykam w prawdziwym życiu. Doświadczyłam tego, że żyjemy w dwóch różnych rzeczywistościach. Pierwsza to ta realna, namacalna. Tutaj spotkałam się z wielką serdecznością, co jest niesamowicie budujące. Druga, ta, w której też funkcjonuję, to rzeczywistość internetowa, wirtualna chmura pełna nienawiści, po brzegi wypełniona negatywnymi myślami, działaniami. Pod tym względem ostatnie dwa lata mogę nazwać eksperymentem społecznym, który przeprowadziłam na sobie samej. Z jednej strony doświadczyłam dużo dobrego, ale z drugiej… to było okrucieństwo. 

CZYTAJ TEŻ: TYLKO W VIVIE! Kamila Urzędowska o roli Łęckiej. Reżyser postawił przed nią zaskakujące zadanie. „Musiałam się podporządkować”

Katarzyna Cichopek, VIVA! 15/2024
ŁUKASZ KUŚ

Hejt uderzył także w jej najbliższych. Katarzyna Cichopek mówi o paparazzim pod oknem

Wycelowane nie tylko w Ciebie, ale też w Twoich najbliższych.

Które uderzało w moje dzieci. Zawsze starałam się je chronić. Zazwyczaj nie pokazuję ich zdjęć, a wszystko, co ewentualnie udostępniam w moich social mediach, dzieje się za ich zgodą. Ich „nie” jest dla mnie świętością. Szanuję to w stu procentach. Nie rozumiem więc, jakim prawem ktoś robił im zdjęcia pod szkołą, w prywatnych okolicznościach i po prostu nękał. Przez pół roku miałam pod oknem paparazziego, chyba jednego, wydelegowanego do śledzenia mnie i mojej rodziny przez całą dobę. Był obecny w moim życiu całe dnie. Cokolwiek bym nie zrobiła, gdziekolwiek bym nie pojechała, on był za mną. Ale ten koszmar szybko ukróciłam, korzystając z narzędzi prawnych, które wszystkim obywatelom przysługują. 

Jak nie oszaleć w takiej sytuacji i cieszyć się miłością?

Trzeba znać siebie i wierzyć, że decyzje, które podjęliśmy, są właściwe. Nie można dać się zwariować. A ja mam pracę, zdrowie, dzieci i wiarę w to, że zawsze dam sobie radę. 

A jednak dałaś się zagonić w kąt i siedziałaś cichutko jak myszka. Czy to była dobra strategia?

Uważam, że najlepsza z możliwych. To, co się działo w przestrzeni medialnej, było jak wielka kula śniegowa, która się toczy, robi się coraz większa, a ja stoję jej na drodze. Jedyne, co mogłam zrobić, żeby nie zostać zgniecioną, to zejść z jej trasy. Wiem, że gdybym cokolwiek powiedziała, skomentowała, tylko dolałabym oliwy do ognia. W tej nagonce, której doświadczyłam, gdy wszyscy tak głośno krzyczeli, mój głos nie zostałby usłyszany. 

Katarzyna Cichopek, VIVA! 15/2024
ŁUKASZ KUŚ

Mówisz o lawinie nienawistnych komentarzy?

Komentarze są wynikiem artykułów, które zaczęły się pojawiać w ilościach hurtowych. I, co ciekawe, nigdy nie zostały skonsultowane z drugą zainteresowaną stroną, czyli ze mną. To była jednostronna narracja. Po co? Po to, żeby się klikało. Nikt nie zastanowił się, że bohaterami są żywi ludzie. 

I że to może negatywnie wpłynąć na Twoje życie, Twój wizerunek?

Niestety. Od 17. roku życia ciężko pracuję na to, co mam. Od zawsze samodzielnie dbam o swoje finanse. I cała ta historia sprawiła, że zaczął towarzyszyć mi ogromny lęk o to, czy sobie poradzę. Działam na wielu frontach i nie jestem uzależniona od jednego źródła dochodu. Gram w serialu, prowadziłam program, rozwinęłam swój Instagram, założyłam markę YA Cichopek z biżuterią, perfumami, kosmetykami, bo wierzę, że małymi łyżkami też się najem. Tylko że to wszystko jest ze sobą powiązane i oparte właśnie na wizerunku, który budowałam przez 25 lat i który właśnie został nadszarpnięty. Na szczęście to, co mam, zbudowałam na mocnych fundamentach.

I właśnie dostałaś do poprowadzenia nowy program w nowej stacji. Kolejne nowe rozdanie…

I zupełnie nowe doświadczenie. Zostałam prowadzącą reality show „Moja mama i twój tata” w Polsacie. Program, w którym pokażemy, że dojrzali ludzie po przejściach mają szansę na nową miłość, na nowe rozdanie. 

Katarzyna Cichopek, VIVA! 15/2024
ŁUKASZ KUŚ

Co Cię najbardziej zaskoczyło?

Jak wielka to jest produkcja. Centrum dowodzenia programem przypominało mi centrum dowodzenia NASA, które widziałam na filmach. Rzędy komputerów, ekranów, ponad sto osób. Niesamowite. Z perspektywy prowadzącej zaskoczyło mnie to, że pracowałam bez scenariusza. To było dla mnie trochę niekomfortowe.

Nie wątpię, że dałaś sobie radę, bo według Słownika imion Katarzyny świetnie sprawdzają się w roli dziennikarek, pisarek, nauczycielek, prezenterek i modelek. 

Szczególnie to ostatnie (śmiech). Ale tak, radzę sobie, co nie zmienia faktu, że wiele rzeczy mnie tam zadziwiło. Możliwość rozwoju jest jednym z najbardziej fascynujących elementów mojej pracy zawodowej. Wracając do programu… To doświadczenie było zupełnie nowe, bo musiałam na żywo reagować na to, co się wydarzyło. Nie byłam z uczestnikami przez całą dobę. Gdy wchodziłam na plan, dostawałam brief, co się wydarzyło pod moją nieobecność. I słyszałam, że tu się dwie panie pokłóciły, ktoś tęskni za domem, ktoś inny za dzieckiem, komuś wjechały traumy z przeszłości. Musiałam iść do tych ludzi i z nimi na te tematy rozmawiać. 

Pomogło Ci w tym wykształcenie psychologiczne i własne doświadczenia?

To, co sama przeżyłam, sprawiło, że łatwiej było mi zrozumieć, przez co przechodzą uczestnicy programu. Wierzę, że wszystko w życiu jest po coś i z każdego, nawet najtrudniejszego doświadczenia możemy wyciągnąć lekcję i zbudować się na tym. Chciałam im to pokazać. To, że jestem psychologiem, też było ważne, bo wiedziałam, jak i o czym z nimi rozmawiać i co może dziać się w ich głowach. I na szczęście mam doświadczenie w prowadzeniu programów telewizyjnych na żywo.

Katarzyna Cichopek, VIVA! 15/2024
ŁUKASZ KUŚ

Co Tobie dał ten program, oprócz zupełnie nowego doświadczenia zawodowego?

Ciekawe spotkania z ludźmi. Rozmowy. Poznałam nowe osoby, ale okazało się, że znam wielu członków z ekipy, z którymi pracowałam wiele lat temu, na przykład przy „Sexy mamie”. 

Skoro jesteśmy przy ludziach… Podobno Katarzynom trudno jest utrzymać relacje, a wokół siebie mają tylko kilkoro sprawdzonych przyjaciół.

Jestem pozytywnie nastawiona do ludzi i umiem utrzymać relacje… ale rzeczywiście mam wokół siebie grono ludzi, przy których czuję się swobodnie, komfortowo i bezpiecznie. Tylko że to nie wynika z tego, jakie imię noszę (śmiech). Jestem osobą wysoko wrażliwą i nie każde towarzystwo odpowiada mojemu układowi nerwowemu. 

Co robisz, gdy ktoś w Twoim towarzystwie jest zbyt głośny i ekspansywny?

W zawodowych sytuacjach mam takich osób całe mnóstwo, więc nauczyłam się wyłączać. Zdarza się, że ktoś stoi obok mnie i trzy razy coś do mnie mówi, a ja tego nie słyszę. Moim mechanizmem obronnym jest odcinanie bodźców. W życiu prywatnym mogę sobie pozwolić na to, żeby przeprosić, powiedzieć, że muszę się na chwilę położyć. Wychodzę, odnajduję swoją ciszę, dochodzę do siebie i znowu idę do ludzi. 

Katarzyna Cichopek, VIVA! 15/2024
ŁUKASZ KUŚ

Zawsze wiedziałaś, że jesteś osobą wysoko wrażliwą?

Dowiedziałam się niedawno, kiedy podjęłam pracę nad sobą, żeby zrozumieć, dlaczego jestem tak emocjonalna i z czego wynikają niektóre moje decyzje, a raczej ich brak. Chciałam się dowiedzieć, dlaczego odczuwam w lęk w sytuacjach, kiedy nie mam ku temu powodów, bo wszystko dookoła mówi mi, że jest dobrze. 

Skorzystałaś z pomocy psychoterapeuty?

Tak, i to była najlepsza inwestycja, jaką mogłam dla siebie zrobić. Dzięki terapii wiele rzeczy zrozumiałam i zobaczyłam, gdzie popełniłam błędy.

Niełatwo się do błędów przyznać.

Właściwie to ja nie używam słowa „błąd”. Chodzi o decyzje, jakie podejmowałam w życiu. Dzisiaj podjęłabym inne. Na terapii poznałam siebie i to było niesamowicie uskrzydlające i wyzwalające. 

Katarzyna Cichopek, VIVA! 15/2024
ŁUKASZ KUŚ

Dzięki temu możesz dzisiaj spokojnie mówić o swoich przeżyciach?

Tak. I to się tak ładnie mówi, że stanęłam w swojej mocy. Ja to zrobiłam i polubiłam siebie. 

Wcześniej nie lubiłaś?

Moja relacja z samą sobą była trudna. Poczucie własnej wartości budowałam na opiniach innych ludzi. Ich słowa albo mnie budowały, albo niszczyły. Dzisiaj już tak nie jest. 

Jesteś osobą publiczną, która nieustannie poddawana jest ocenie. Nie jest łatwo nie przejmować się tym, co mówią o Tobie inni.

To nie jest tak, że się nie przejmuję. Wiadomo, że nie jest miło czytać o sobie same złe rzeczy. Dzisiaj jestem w stanie ocenić, czy to jest prawda, czy nie. Pierwszym gościem naszego podcastu był Jakub Bączek, trener mentalny i motywacyjny, który mówił, żeby nikogo nie oceniać, bo nie wiemy, co w życiu danej osoby się wydarzyło, jaką miała motywację, co spowodowało, że podjęła taką, a nie inną decyzję. 

Katarzyna Cichopek, VIVA! 15/2024
ŁUKASZ KUŚ

Ludziom się wydaje, że wiedzą, co się w Twoim życiu wydarzyło, bo śledzą Cię w social mediach.

Tylko że im się właśnie wydaje, bo przecież widzą tylko fragment, i to taki, jaki chcę, żeby zobaczyli. Te dwa lata, choć trudne, były też bardzo ważne, bo nauczyłam się stawiać granice. Dzisiaj, jeśli ktoś pisze o mnie nieprawdę, musi liczyć się z tym, że nie odpuszczę i skorzystam z narzędzi prawnych. Do tego trzeba dojrzeć, bo trzeba mieć odwagę, żeby później stanąć w sądzie twarzą w twarz. Jestem już na tym etapie. 

Ostatni czas to dla Ciebie same zmiany. Życie nie jest jak prosta linia, tylko jak ocean, często wzburzony. A fale to wyzwania, które los stawia nam na drodze.

Nawet jeśli to jest ogromna fala i na początku wydaje się, że nas nakryje i pójdziemy na dno, nie ma co się jej bać. Zmiany są trudne i nieuniknione, ale zawsze możemy wykorzystać moment, jak surfer, którego niesie fala, i dzięki niej płynie dalej. Teraz jestem jak taki surfer. Jestem na fali, choć już nieco mniejszej. To nie znaczy, że nie trafię po drodze na jakiś wir. 

Wróćmy do tematu znaczenia Twojego imienia. Przeczytałam, że życie z Katarzyną wymaga wiele cierpliwości i opanowania, aby nie przerodziło się w pole bitwy. 

(Śmiech). Do mnie rzeczywiście trzeba mieć cierpliwość, ale nie dlatego, że jestem Katarzyną Waleczną, tylko dlatego, że jestem Katarzyną Roztrzepaną. Po prostu jestem jak bohaterka komedii. Maciek, który jest bardzo poukładany, często patrzy na mnie rozbawiony. 

Uzupełniacie się?

Mimo różnic mamy bardzo wiele wspólnych cech.

Może dlatego tak dobrze razem Wam się nie tylko żyje, ale też pracuje? Znów zasiądziecie razem na kanapie telewizji śniadaniowej, w programie „Halo, tu Polsat”. 

Oboje mamy za sobą wiele lat doświadczenia. Maciek 30, ja 25. Jesteśmy ułożonymi ludźmi w średnim wieku. Dobrze nam się współpracuje, bo dobrze się znamy. Jesteśmy w stanie wyczuć, kiedy druga osoba chce zadać rozmówcy więcej pytań, pociągnąć rozmowę. Nie rywalizujemy ze sobą, tylko oddajemy sobie pole. 

Umiecie postawić granice i w domu nie żyć pracą?

Jasne. Choć zdarza się, że któreś z nas musi coś autoryzować, odbierać pilny zawodowy telefon. Zawsze jednak znajdujemy moment, żeby pobyć we dwoje. 

Mieliście z Maćkiem trudny początek. 

Powiedziałabym dosadniej, ale nie chcę się powtarzać. Wierzę, że skoro przetrwaliśmy takie trudne momenty, teraz może być tylko lepiej. Te dwa lata były też bardzo piękne. Bardzo wiele fajnych rzeczy zrobiliśmy, doświadczyliśmy. Zwiedziliśmy piękne miejsca. Zawodowo też nie mogę narzekać, nie było tragedii. Wyprodukowaliśmy podcast, do którego po wakacjach wrócimy. Nagrywanie go dało nam ogrom radości, ale też mocy sprawczej, że byliśmy w stanie to zrobić sami. To już nie są stare czasy, gdy życie dziennikarza, prezentera telewizyjnego było uzależnione tylko od telewizji. My jesteśmy ludźmi telewizji i robimy to z pasją, bo ją kochamy, ale świat daje dzisiaj naprawdę dużo możliwości. Ograniczeniem jest tylko i wyłącznie nasza wyobraźnia i chęci. 

Jak bardzo zmieniło Cię to, co się w ostatnim czasie wydarzyło? Bije od Ciebie spokój.

Jestem spokojna, bo ciężko na to zapracowałam. Gdy nie wiemy, o co chodzi, czegoś nie umiemy nazwać, jest w nas lęk. A ja wszystko ponazywałam i dokładnie wiem, o co chodzi, co się wydarzyło i co zależało ode mnie, a co nie. Sama zastanawiałam się nad tym, jak bardzo się zmieniłam. I doszłam do wniosku, że stałam się mniej ufna, ale nadal spontaniczna, radosna i otwarta na ludzi. Z wiekiem przyszła też większa umiejętność czytania innych i ich intencji. Nie tłumaczę już niewłaściwego zachowania i nie ignoruję czerwonych flag. 

Zastanawiałaś się czasami, dlaczego taki hejt spadł na Ciebie? Przecież to jest naturalna rzecz, że ludzie się rozstają, jedne rzeczy się kończą, inne zaczynają. Może dlatego, że Ty zawsze byłaś postrzegana jako zawsze uśmiechnięta dziewczyna z sąsiedztwa, wspaniała matka, wzór? A tu nagle rewolucja.

Ale ja nadal mogę być wzorem dla innych. Dla wszystkich kobiet, które chcą o siebie zawalczyć, o swoje marzenia, które uczą się mówić „nie” i które odważyły się to zrobić. 

Jesteś w dobrym momencie życia?

W fantastycznym! Jestem przeszczęśliwa. 

Nie nosisz w sobie żalu?

Było, minęło. To my dobrze wiemy, jak było naprawdę. I tyle.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Długo szukała miłości życia. Bogumiła Wander o pierwszym mężu mówiła rzadko. Ich historia zakończyła się niespodziewanie

Katarzyna Cichopek, VIVA! 15/2024
ŁUKASZ KUŚ