Biznes budował jako 16-latek. Potem został twórcą internetowym. Dzisiaj w swoim uniwersum Mikołaj „Bagi” Bagiński skupia wokół siebie setki tysięcy osób. I jest tam miejsce na żarty, ale i na poważne sprawy. Jakim człowiekiem jest Warszawiak Roku, Wizjoner w plebiscycie VIVA! People Power!, zwycięzca „Tańca z Gwiazdami” i jak wykorzystuje swoje szanse? Sprawdzała Katarzyna Piątkowska.

WIDEO…

player placeholder

Mikołaj „Bagi” Bagiński szczerze o terapii, presji sukcesu i strachu przed utratą kontaktu z rzeczywistością

Jesteś poważnym człowiekiem?

Nie chciałbym być tak nazywany, bo myślę, że musiałbym być poważny już do końca życia, a mam dopiero 25 lat. Wolę myśleć o sobie, że jestem odpowiedzialny. Mam swoje wartości, którymi się kieruję. Można mi ufać i na mnie polegać. Jak powiem, że coś zrobię, to dowiozę projekt, żeby nie wiem co. Przy okazji odbierania różnych nagród, między innymi VIVA! People Power!, zawsze słyszę, że fajnie, że jest w social mediach ktoś, kto edukuje, przekazuje dobre wartości. A ja podkreślam, że dla mnie najważniejsze jest dawanie młodym ludziom rozrywki. Żeby mogli razem ze mną przeżywać superfajne chwile. A ja na koniec dnia chcę mieć możliwość powiedzenia głupiego żartu. 

Zobacz także:

Co najgłupszego powiedziałeś na wizji?

Tego jest tak dużo, że nie pamiętam. Mam kanał kulinarny, na którym lecą czasem nawet jakieś mocniejsze dowcipy. Tak sobie myślę, że fajnie jest być człowiekiem odpowiedzialnym, ale w tym wszystkim nie stać się sztywniakiem. Przynajmniej ja nie chcę takim być. 

Chyba chodzi o to, żeby po prostu we wszystkim zachować balans?

Dokładnie!

Przeklinasz czasami?

Zauważyłem, że przekleństwa są dla mnie mechanizmem obronnym, szczególnie gdy się stresuję. Gdy jestem w nowej sytuacji i chcę się komuś przypodobać, wplatam to i owo pomiędzy normalne słowa, ale staram się jak najmniej.  

Podczas rozmów o Twoim udziale w „Tańcu z Gwiazdami” zakładam, byłeś zestresowany.

Tylko że wiedziałem, że muszę się pilnować (śmiech). Podobnie po każdym tańcu, gdy musiałem porozmawiać z jury, z prowadzącą. 

Skąd się taki wziąłeś?

Jestem taki dzięki rodzicom. Często o tym mówię, że rodzina, dom, dobre wychowanie to podstawa, by poradzić sobie ze wszystkim, co dzieje się wokół mnie. 

Mikołaj Bagi Bagiński, VIVA 7/2026
fot. Bartek Wieczorek/Visual Crafters

To jakie są Twoje wartości?

Rodzice wpoili mi szacunek do ludzi, nauczyli, żeby być dla nich miłym, nie mówić źle o innych. I najważniejsze, żeby być wdzięcznym za to, co dostaje się od innych i od losu, ale też mieć dużo pokory, żeby woda sodowa nie uderzyła do głowy. Gdybym nie miał tych podstaw i znalazł się w miejscu, w którym obecnie jestem, mógłbym się odkleić od rzeczywistości. Mnie dużo rzeczy przychodzi dzięki temu naturalnie, ale nie ma tygodnia, żebym nie rozkminiał, czy przypadkiem się nie „odkleiłem”. 

Boisz się tego?

Boję się, bo uważam, że to jest pierwszy krok do upadku. Mam świadomość, że dużo karier, które szybko się zaczęły, równie szybko się kończy z tego powodu, że ludzie nie radzą sobie z tym, co się dzieje dookoła nich. Te wszystkie pokusy… ludzie, którzy poklepują po ramieniu i mówią, że jesteś zaje…y. To może zmylić. A ja bardzo bym tego nie chciał, bo kocham robić to, co robię. I kompletnie nie chodzi o hajs, tylko o możliwości. Kasą się nie martwię, bo zarobiłbym ją w inny sposób. Uważam się za inteligentnego człowieka i już dużo wcześniej miałem swoje aplikacje, sklep. Oczywiście dużo pieniędzy straciłem. Ale czy w innym przypadku wystąpiłbym w „Tańcu z Gwiazdami”? Nie. Czy poznałbym tylu fajnych ludzi? Pewnie nie. Czy siedziałbym przy stole z interesującymi osobami? Raczej nie. Dzięki mojej karierze mogę przeżywać życie w zaje…y sposób. Jej kluczowym momentem był właśnie udział w „Tańcu z Gwiazdami”. Gdy z Magdą zdobyliśmy Kryształową Kulę, poszedłem do mojego zespołu, który wspierał mnie od samego początku, i poprosiłem, że jeśli zobaczą, że się „odklejam”, to mają mi to powiedzieć. A po drugie, podziękowałem im za wsparcie. 

Wymyśliłeś sobie, że tak Twoje życie będzie wyglądało, czy wyszło przypadkiem?

Sam początek wyszedł przypadkiem. Zaczynałem jako 16-letni Mikołaj, który uważał się za przedsiębiorcę. 

Jak wygląda biznes rozkręcany przez 16-latka?

Zacząłem zarabiać pierwsze pieniądze i powiedziałem rodzicom, że nie muszę już chodzić do szkoły. 

Jestem matką nastolatki…

Nie kręci cię taka opcja (śmiech)? Moich rodziców też nie kręciła. Tata uznał, że przede wszystkim powinienem poznać wartość pieniądza, i kazał mi iść pracować do pizzerii. Byłem tam przez krótką chwilę. Szybko zrozumiałem, jaka jest realna wartość pieniądza. Dużo więcej wyciągałem ze swojego biznesu. Miałem więc kasę, ale jej nie roztrwaniałem. Dalej chodziłem w dziurawych Vansach i porozwalanych vintage’owych koszulkach. Znajomi się ze mnie śmiali, że sprzedaję ubrania, bo na tym polegał wtedy mój biznes, a tak wyglądam. Mówiłem im, że to jest właśnie najfajniejsze, że można zarabiać dobry hajs i wcale się z tym nie obnosić. 

Rodzice odpuścili?

Cisnęli mnie, żebym chodził do szkoły. Ale ja cały czas słyszałem od nich, że są ze mnie dumni, że mi kibicują. Chyba że wracałem ze szkoły z jedynką… wtedy było gorzej. Na szczęście w moim liceum byli wyrozumiali nauczyciele. A ja potrafiłem się spóźnić dwie lekcje, bo musiałem rano popracować nad swoją aplikacją. Więc na pewno zawdzięczam najwięcej rodzicom, trochę też szkole, że mogłem liczyć na wyrozumiałość, ale co by nie było, dużo zawdzięczam sobie. Przez to, że jestem blisko siebie, wszystko analizuję, rozpisuję…

Co dla Ciebie znaczy być blisko siebie?

U mnie w domu dużo się rozmawiało o emocjach. Dlatego dzisiaj umiem przeanalizować, jakie emocje towarzyszą mi w danym momencie, na przykład w „Tańcu z Gwiazdami”. Zastanawiałem się, co mi emocjonalnie dał udział w programie, czy było to dla mnie dobre doświadczenie. Cały czas kwestionuję, pytam. Jak mi coś przestaje sprawiać frajdę w życiu zawodowym, albo w ogóle w życiu, które się łączy z pracą, to przychodzę, mówię, jak jest i że trzeba coś zmienić. Jak mi coś nie sprawia frajdy, to nie jestem na sto procent. Są dwie wersje Bagiego. Jedna właśnie taka. Wtedy przychodzę, wychodzę i się nie angażuję. Nie lubię jej. A drugi Bagi, który turbo jara się daną rzeczą, jest obecny w tym na 350 procent. 

Mikołaj Bagi Bagiński, VIVA 7/2026
Bartek Wieczorek/Visual Crafters

Zastanawiam się, jak działa Twój mózg. Tyle pomysłów, energii, kreacji.

Pewnie tak jak wszystkie inne mózgi (śmiech). Bardzo lubię inspirować się ludźmi, którzy robią kompletnie inne rzeczy ode mnie. 

Jesteś kreatywny 24 godziny na dobę?

Prawie. Nawet jak jadę samochodem, to nie słucham muzyki. Rozmawiam sam ze sobą, rozkminiam różne projekty. Mówię: „Dobra, Miki, a jak zrobisz tutaj?”. Czasem słucham jakichś wywiadów i specjalnie zatrzymuję w odpowiednich momentach i zastanawiam się, jakbym ja odpowiedział na takie pytanie. Albo jak ja bym komuś takie pytanie zadał. Ostatnio pojawiły się artykuły o tym, że mam zostać jurorem w „Tańcu z Gwiazdami”. Zacząłem więc robić ćwiczenie, które polegało na tym, że oglądałem jakiś taniec i oceniałem go, jakbym naprawdę był jurorem. Uznałem, że chcę się nauczyć czegoś nowego. 

Nie masz problemu z zachowaniem balansu pomiędzy życiem zawodowym a prywatnym?

Mam problem z pracą, o której kiedyś mówiłem, że jest moim życiem. Teraz wiem, że to tylko praca. Kariera. Projekty, które robię. Już trochę się nauczyłem odpuszczać. Mam aplikację, która mi pomaga. Robię w niej notatki, zapisuję rzeczy, o których muszę pomyśleć, a te zrealizowane odhaczam. Na przykład, jak byłem na Bali, to zapisałem sobie, że muszę przemyśleć, czy podróże są dla mnie ucieczką, czy możliwością poznania siebie. Czy wyjeżdżam, żeby uciec od tego, co jest tutaj, czy bardziej dlatego, żeby mieć wolną głowę, bo potrzebuję coś rozkminić. Jak być sobą cały czas? Taki brainstorm pod terapię i czat GPT. 

Analizujesz swoje zachowania, myśli z czatem GPT?

Z AI sobie rozkminiam różne rzeczy, a potem idę na terapię i robię to samo z terapeutką. 

Potrzebujesz terapii?

Omawiam na niej rzeczy, z którymi mam problemy. Moja terapeutka jest dla mnie coachem. Raczej jestem pewny siebie, mam to wyuczone, bo kiedyś wcale taki pewny siebie nie byłem, ale są osoby, którym nie potrafię czegoś powiedzieć prosto z mostu. To dla mnie problem i to na przykład próbowaliśmy z nią ostatnio przerobić. I to, że ludzie widzą we mnie tyrana, i mnie to denerwuje. 

A jesteś tyranem?

Najwyraźniej. Współpracuję z wieloma twórcami internetowymi. I chodzi o takie sytuacje, kiedy widzę, że ktoś ma teraz świetny moment zawodowo, i ja tego kogoś cisnę, żeby nie odpuszczał. 

Rozumiem, że chodzi o to, że kogoś motywujesz?

Tak mi się wydaje. Mówię: „Rób to! Rób to! Leć! Leć! Dawaj! Dawaj!”. A potem dowiaduję się, że tyram ludźmi i że nie mogę oczekiwać od ludzi, że będą zadowoleni. Ja od siebie dużo wymagam i tak samo wymagam od innych. Ale w dobrej wierze. Boli mnie to, że ktoś myśli, że jestem tyranem, bo to negatywne słowo. Wiesz, terapia po prostu sprawia, że żyje mi się lepiej.

CZYTAJ TEŻ: Tamara Gonzalez Perea zniknęła z salonów. Dawna gwiazda TVP żyje dziś zupełnie inaczej. Aż trudno uwierzyć, czym się zajmuje

Mikołaj Bagi Bagiński, VIVA 7/2026
fot. Bartek Wieczorek/Visual Crafters

Mikołaj „Bagi” Bagiński ujawnia trudne chwile z przeszłości. Mówi o chorobie siostry i życiu bez używek

Terapia jest Ci potrzebna, żeby stać się lepszą wersją siebie?

Nigdy nie miałem depresji, ale stany depresyjne już tak. Miałem w życiu momenty, że nie chciało mi się wychodzić z łóżka. Nawet teraz bywają dni, że jest mi mega ciężko, ale staram się sobie z tym radzić. W terapii jestem już długo. Przerabiam tematy od miłosnych po zawodowe. Dotyczące poczucia własnej wartości, obaw przed ocenianiem przez innych. Terapia i książki to jest dla mnie podstawa. 

To jest inwestycja w siebie?

I to dosłownie (śmiech). Ale czuję, że tak trzeba. Nie chcę płynąć z prądem. 

Dlatego wziąłeś udział w „Tańcu z Gwiazdami”? Żeby być pod prąd?

To był kluczowy moment dla mojej kariery. Właściwie nie tylko dla kariery, po prostu dla mnie. Wiesz, że byłem osobą, która nienawidzi robić nowych rzeczy? To wynikało chyba z lęku, że się ośmieszę, że będę głupio wyglądał. 

Poszedłeś do programu, choć to było dla Ciebie zupełnie nowe doświadczenie. 

Tam wszystko było nowe. I telewizja. I program. Co więcej, nie umiałem tańczyć, bałem się tego i wstydziłem się. Potem rozmawiałem o tym z terapeutką, że udział w programie pokazał mi, że mogę być, kimkolwiek zechcę. I jak będę chciał zostać surferem i zamieszkać na Hawajach, to to zrobię. 

Co z Twoją odpowiedzialnością?

Dlatego nie mieszkam na Hawajach (śmiech). 

Nauczyłeś się jej dzięki siostrze? 

Chyba też. Pamiętam, jak się urodziła i jak potem polecieliśmy do Stanów Zjednoczonych, bo była śmiertelnie chora… Istniała możliwość, że po prostu nie będzie jej na tym świecie. W Stanach znalazł się lekarz, który zgodził się ją zoperować. Mam przed oczami, jak siedzę w tym amerykańskim szpitalu, mały chłopczyk, który po prostu czekał. I choć Matysia jest ode mnie tylko cztery lata młodsza, mam poczucie, że musiałem stać się odpowiedzialny trochę szybciej niż inne dzieci w moim wieku. Po prostu musiałem szybciej wydorośleć, bo rodzice byli bardzo skupieni na niej. Poza tym tata też dużo pracował. Rodzice mnie przeprosili za to, że tak bardzo skupili się na mojej siostrze. Przyjąłem przeprosiny, ale ja tego tak nie odczułem, bo starali się też być obecni w moim życiu. Miałem przezaje…e dzieciństwo. I jeśli kiedyś będę miał dzieci, chciałbym je wychować tak, jak moi rodzice wychowali mnie. Choć podejmowali dużo kroków, których kiedyś nie rozumiałem.

Na przykład?

Regularnie robili mi testy na obecność narkotyków. Wkurzałem się. Krzyczałem, że mi nie ufają. Ale wiem, jak wielki wpływ na młodych ludzi mają rówieśnicy. A młody człowiek, który dorasta, chce być akceptowany, chce czuć się częścią grupy i przez to może robić głupie rzeczy.

Mikołaj Bagi Bagiński, VIVA 7/2026
Bartek Wieczorek/Visual Crafters

Czy choć raz test wyszedł pozytywnie?

Nigdy. Choć myślę, że gdyby nie one, mógłbym chcieć spróbować jakichś używek. Ale mama mi jasno powiedziała, że jeśli test wyjdzie pozytywnie, natychmiast wysyła mnie na odwyk. Dzisiaj jestem za to wdzięczny. 

A alkohol?

Próbowałem, ale od trzech lat nie piję. Po prostu któregoś dnia stwierdziłem, że rzucam to. To pewnie też dzięki rodzicom, bo oni nie piją. Postanowiłem, że nigdy nie będę pił i nie będę brał narkotyków.

Skąd te postanowienia?

W moim życiu za dużo jest sytuacji, kiedy chciałbym się odstresować albo coś celebrować. Boję się, że mogłoby mi się spodobać, bo niestety jestem podatny na uzależnianie się od różnych rzeczy. A ja wiem, że bez tego można żyć naprawdę zaje…e. Kiedy jest się bliżej siebie, rozumie się swoje emocje, to zamiast wieczorem po ciężkim dniu sięgnąć po piwo, można zrobić coś zupełnie innego. A potem budzisz się rano i czujesz się wyśmienicie. Bycie czystym od takich rzeczy jest po prostu super. 

Masz dużo wrogów?

Na pewno są ludzie, którzy mi źle życzą. A ja staram się każdemu życzyć dobrze, nawet konkurencji. Madzia, z którą tańczyłem, nauczyła mnie, żeby tak robić, bo jak życzysz dobrze temu, kto tobie życzy źle, to jest to największa wygrana tej sytuacji. 

A właśnie… co z konkurencją?

Potrafię przyjść na spotkanie z ludźmi z mojego zespołu i powiedzieć, że ktoś coś ekstra zrobił. Często wtedy słyszę, dlaczego ja się zachwycam tym, co robi konkurencja. Ja się nie zachwycam. Ja doceniam.  

Nie działasz sam, masz wokół siebie mnóstwo osób.

To dlatego, że najpierw byłem przedsiębiorcą, a dopiero później twórcą internetowym i jestem nauczony, że w biznesie tworzy się strukturę dookoła siebie. Chcę zajmować się rzeczami, w których jestem najlepszy, które kocham robić i rozumiem, że rzeczami, których nie umiem albo nie lubię robić, powinni zająć się inni. Ale nauczyłem się, że nie musimy się przyjaźnić. Nie oczekuję od współpracowników, żeby kochali mnie za to, jaki jestem prywatnie. Otaczam się osobami, które oczywiście są świetnie w tym, co robią, ale też takimi, które mają pozytywną energię. 

Sam też masz pozytywną energię.

I często dostaję feedback, że praca ze mną powoduje, że ludziom się chce działać. Nie lubię narzekania, ale dopuszczam, że każdy może mieć gorszy dzień. 

Mikołaj Bagi Bagiński, VIVA 7/2026
Bartek Wieczorek/Visual Crafters

Sam też to pokazujesz w swoich social mediach.

Pewnie. Oczywiście nie oczekuję od Krzysztofa Ibisza, że pokaże ludziom, że ma zły dzień. Ja akurat w trosce o młodych odbiorców nie oszukuję, że zawsze jest fantastycznie. Często mówię, że miałem gorszy dzień, byłem na terapii, nie chciało mi się pójść na trening, ale dałem radę. Tak naprawdę pokazuję to, co chcę pokazać. Czułbym się niekomfortowo, gdybym był do czegoś zmuszany. 

Nie bywasz tym byciem dla swoich odbiorców czasem zmęczony?

Bywam i dlatego czasem znikam na kilka dni. Ostatnio poleciałem sam na Bali.  

Zdajesz sobie sprawę, że są ludzie, którzy mogą chcieć Cię wykorzystać, być z Tobą dla sławy, pieniędzy, możliwości? 

Mam tych samych przyjaciół od lat. Nie muszę budować nowych głębokich relacji tylko dlatego, że z kimś mi się dobrze pracuje. Miewałem dziwne sytuacje. Kiedyś spotykałem się z dziewczyną, która powiedziała mi po rozstaniu, że spotykała się ze mną, bo zależało jej na korzyściach biznesowych, jakie wynikłyby z naszej relacji. Dała mi dużo do myślenia. 

Rozumiem, że życzysz jej dobrze.

Jak wszystkim osobom, które miały podobne podejście (śmiech).  

Jakie ponosisz konsekwencje takich sytuacji?

To trochę wchodzi na psychę, bo gdy spotyka się kolejną nową osobę, trzeba się trzy razy bardziej zastanowić, jakie się wobec niej ma oczekiwania. I wiem, że jeśli  zaczęłyby mi spadać zasięgi, przejechałbym się na kilku osobach. 

W Twoim życiu nie ma nudy. 

Nie ma. Mam zaje…e życie i jedyne, czego się obawiam, to to, że nie wykorzystam tego w stu procentach. Może się okazać, że stawianie wszystkiego na karierę spowoduje, że się zasiedzę w tym miejscu. Boję się, że pewnego dnia mogę się obudzić ze wspaniałą karierą, dużą ilością pieniędzy i kontaktów, ale bez żony i bez dzieci, będę się zastanawiał, czy jestem szczęśliwy. 

Co z tym zrobisz?

Pracuję nad tym, żeby taki scenariusz się nie zrealizował. 

CZYTAJ TEŻ: W latach 90. była gwiazdą Teleexpressu, nagle zniknęła. Dziś pracuje w zupełnie innej branży

Mikołaj Bagi Bagiński, VIVA 7/2026
Bartek Wieczorek/Visual Crafters