1 czerwca przestał być dla rodziny księdza Jana Kaczkowskiego radosnym Dniem Dziecka. To właśnie wtedy duchowny otrzymał diagnozę glejaka. Jego rodzeństwo, Filip i Magda, w rozmowie z Katarzyną Piątkowską dla magazynu VIVA! wspomina moment, w którym dowiedział się o chorobie, a także opowiada o jego charakterze, uporze, inteligencji oraz niezwykłej umiejętności dostrzegania dobra w innych ludziach.
WIDEO…
Jan Kaczkowski dostał diagnozę glejaka 1 czerwca. Filip pamięta jego telefon
[...]
Dzień Dziecka, 1 czerwca dla większości jest radosnym dniem.
Filip: Dla nas też był do pewnego momentu. Ale tego dnia Jan dostał diagnozę glejaka i przestało być radośnie. Pamiętam, że zadzwonił do mnie, jak tylko przeczytał wyniki. A ja nie wiedziałem dobrze, co to jest glejak. Jan wiedział, że to jest wyrok śmierci, bo przecież zbudował hospicjum w Pucku i z ludźmi chorymi na raka miał do czynienia przez cały czas. Siedział w samochodzie pod przychodnią i płakał, bo jedyne, co nie było wiadomo, to jak długo to potrwa.
Magda: Jak coś się działo, Jan zawsze dzwonił do Filipa, który był dla niego opoką. Ja byłam z nim bardziej związana emocjonalnie ze względu na mniejszą różnicę wieku. Byłam od motywowania go, gdy miał chwile zwątpienia.

Rodzeństwo wspomina charakter Jana Kaczkowskiego. „Ludzie mu ufali”
Był dobrym człowiekiem…
Magda: Przede wszystkim był piekielnie inteligentny.
Filip: Błyskotliwy chłop.
Magda: Oczywiście poświęcał się dla innych, tylko że to był też trochę jego zawód.
Filip: Był księdzem nie po to, żeby zbudować parafię i kupić Mercedesa, tylko po to, żeby pomagać ludziom.
Magda: Ale wiesz, „dobry” kojarzy mi się z „potulnym”. A o Janie możesz powiedzieć różne rzeczy, ale nie to, że był potulny. Był bardzo uparty, ale w dobrym sensie tego słowa. Jak na czymś mu zależało, to dążył do celu do bólu. I, co już mówiłam, widział więcej, choć miał taką wadę wzroku.
Posłużę się cytatem z „Małego Księcia”: „Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu”.
Magda: Tak, Jan potrafił dostrzec dobro w innych ludziach. Miał niezwykłą intuicję i talent jednoczenia ludzi. Nie zapomnę, jak zbierał pieniądze na hospicjum. Po mszy przed kościołem jedna z pań po prostu zdjęła złoty pierścionek i mu przekazała. Ludzie mu ufali.
[...]
Cały wywiad przeczytasz w najnowszym numerze magazynu VIVA!, który będzie dostępny w sprzedaży od czwartku 10 września.
CZYTAJ RÓWNIEŻ: Nie pieniądze i nie poczucie bezpieczeństwa. TYLKO W VIVIE! Mandaryna mówi wprost: „Nie czekałam na królewicza”



























