W wywiadzie dla magazynu „VIVA!”, przeprowadzonym przez Katarzynę Piątkowską, Magdalena Sekuła i Filip Kaczkowski opowiadają o tym, jak choroba wpłynęła na relację ich brata z ojcem. Jan Kaczkowski zawsze był z tatą bardzo blisko, ale w czasie choroby ta więź jeszcze się pogłębiła. Ojciec towarzyszył mu w podróżach po Polsce, jeździł z nim tam, gdzie Jan był zapraszany, a także odwiedzał z nim miejsca związane z rodziną. Gdy Jan miał coraz mniej siły, dołączał do nich również Filip, by pomóc. W tym samym czasie część znajomych zniknęła, telefon zamilkł, a Jan — jak wspomina jego siostra — mocno oddał się w ręce najbliższych.

WIDEO

player placeholder

Choroba jeszcze bardziej zbliżyła Jana Kaczkowskiego do ojca. Magdalena Sekuła i Filip Kaczkowski dla magazynu VIVA!

– W chorobie Jan zbliżył się najbardziej z tatą?

Magda: Oni zawsze byli bardzo blisko.

Zobacz także:

Filip: Ale w chorobie chyba jeszcze bardziej, bo ojciec mu towarzyszył we wszystkich podróżach. Jeździli sobie we dwóch przez Polskę, tam, dokąd Jan był zapraszany, więc czas, jaki spędzali ze sobą, był jakościowy. Ale podróżowali też do miejsc związanych z naszą rodziną.  

Magda: Jak już nie miał siły, to jeździłeś też z nimi, żeby pomóc.

Filip: Część księży mu zazdrościła popularności. Zniknęli znajomi i telefon zamilkł. W pewnym momencie został sam. Ale pojawili się też nowi ludzie, których wcześniej nie znał, którzy się zaangażowali w pomoc Janowi.    

Magda: Niesamowite jest to, jak Jan oddał się w ręce naszej rodziny. To był ten jeden moment, kiedy stał się potulny.

Filip: Muszę się zastanowić, czy mogę powiedzieć, że jego choroba zmieniła naszą rodzinę… zmieniła, bo jego już nie ma. Ale jak mówiliśmy, my zawsze byliśmy zżyci i nasze relacje były dobre, „poukładane”. Nasza rodzina nie rozpadła się, jak czasem dzieje się w takich sytuacjach. Ja nie jestem w stanie sobie wyobrazić, że  miałbym się z siostrą mijać w drzwiach, konkurować. To jest samobój. Gdy Jan i tata odchodzili, byliśmy w tym razem i byliśmy dla siebie wielkim wsparciem. Jan dużo nas nauczył. Że jest bardzo cienka granica między uporczywą terapią a podtrzymywaniem życia. Że ból nie uszlachetnia, a odczłowiecza. Gdy wspominam to, łza w oku mi się czasem zakręci. Ale uczę się, że trzeba pamiętać te najfajniejsze rzeczy.  

CZYTAJ TEŻ: TYLKO W VIVIE! Tego o ks. Janie Kaczkowskim mało kto wiedział. Rodzeństwo wraca do jego dzieciństwa i jednego przejmującego zdania

Magdalena Sekuła, Filip Kaczkowski, VIVA! 17/2026
Fot. RAFAŁ MASŁOW

– Jak sobie radzicie z tęsknotą?

Magda: Jak mi źle, myślę, że przez 38 lat miałam wspaniałego brata i że po prostu miałam szczęście, że go w ogóle miałam.  

Filip: Ponieważ Jan był znaną postacią i kręcił mnóstwo filmików, nie ma problemu, żeby na nie trafić. I wspomnienia ciągle wracają. Ten pierwszy film o nim – „Johnny”, który nazywam przygodowym, pomógł mi zamknąć żałobę.  

– To był film fabularny. „Dzień Dziecka księdza Jana Kaczkowskiego”, który wkrótce będziemy mogli oglądać, to dokument i jest dużo bardziej osobisty.

Filip: Jest o całej naszej rodzinie, która robi się coraz mniejsza. W tym roku do krainy wiecznych łowów odszedł nasz ojciec. A ja czuję, jakbym robił w głowie drugie okrążenie żałoby. Bo Jan był moim najlepszym kumplem, u którego nawet dwa razy się spowiadałem. Trochę chyba z tym przesadziłem (śmiech).

Magda:  Ktoś mnie kiedyś zapytał, kim dla mnie był. A on dla mnie nie był księdzem. Nie był człowiekiem, który zbudował hospicjum. Po prostu był młodszym bratem, który później stał się znany. 

[...]

Rozmawiała Katarzyna Piątkowska

Józef Kaczkowski, tata ks. Jana Kaczkowskiego
FORUM /

Józef Kaczkowski, tata ks. Jana Kaczkowskiego 


Cały wywiad przeczytasz w najnowszym numerze magazynu VIVA!, która dostępna będzie w punktach sprzedaży w całej Polsce od czwartku 10 września.

Ks. Jan Kaczkowski