Na rozmowę o księdzu Janie Kaczkowskim jego siostra Magdalena Sekuła i brat Filip Kaczkowski zaprosili mnie do rodzinnego mieszkania przy ulicy Bohaterów Monte Cassino w Sopocie. Ulica, potocznie zwana Monciakiem, tętni życiem. Jest środek lata. Panuje gwar i sierpniowa duchota. Gdy zamykają się za mną drzwi ich domu, czuję, jakbym znalazła się w innym świecie. Mimo okien wychodzących na deptak panuje tu niesamowita cisza. Na ścianach wiszą obrazy, które kolekcjonują. Każde wolne miejsce zajmują rodzinne zdjęcia. Tych zdjęć jest zresztą dużo więcej, bo mniej więcej w połowie kilkugodzinnego spotkania Filip przynosi z sąsiedniego pokoju ogromne pudło wypełnione wspomnieniami rodziny Kaczkowskich. „Nie będzie ci przeszkadzało, jak je sobie będę segregował?”, pyta, rozkładając je na poszczególne kategorie i podkategorie. Tu mama z tatą, zanim pojawiły się dzieci. Tu Filip. Tu Filip z Magdą. Jan. Jako dziecko. Jan jako ksiądz. Robią się z tego puzzle, które układają się w opowieść o nietuzinkowym człowieku i jego nietuzinkowej rodzinie. W trakcie tych kilku godzin, jak mówi Magda, obojgu otwierają się w głowach szufladki ze wspomnieniami. I tymi dobrymi, i tymi tragicznymi. Nic dziwnego, że pojawiają się i śmiech, i łzy.

WIDEO

player placeholder

– Waszego brata zna cała Polska.

Magda: Wolałabym, żeby nie był znany, ale żeby żył. Oddałabym wszystko, żeby był zwykłym księdzem i był z nami.

Filip: Zwykłym klechą. Tak mówił do niego nasz ojciec, gdy Jan przyjeżdżał do domu. To pozwoliło mu ustrzec się przed popadnięciem w… papiestwo. Nie uderzyła mu do głowy woda sodowa. A o to w jego zawodzie nie było trudno – lud przychodzi, przynosi dary, słucha, traktuje jak wyrocznię. A tu, przy naszym rodzinnym stole słyszał od ojca: „Ty klecho”. Rodzina go uziemiała. 

Zobacz także:
Ksiądz Jan Kaczkowski.
Fot. HENRYK PRZONDZIONO / Gość Niedzielny / Forum

– Jak to jest mieć brata księdza?

Filip: On się nie sadził za bardzo z tym księżostwem. Choć w sumie był taki… przedsoborowy. Bardzo lubił wszystkie kościelne obrzędy. Uwielbiał chodzić w sutannie i w birecie. Uwielbiał podniosłe momenty. Nie robił tego na pokaz, tylko dla siebie. Jak się modlił, to z wielką atencją. Może dzięki temu na jego mszach zawsze panowało skupienie, nikt nie gadał, nikt nie przeszkadzał. Ale dla nas on był po prostu młodszym bratem.

Magda: I był od nas mądrzejszy. Mama opowiadała, że już w dzieciństwie był dojrzalszy niż niejeden dorosły i wiedział więcej. Powiedział kiedyś: „Od początku wiedziałem, że moje życie będzie krótkie”. 

Filip: I od zawsze wiedzieliśmy, że zostanie księdzem, chociaż mama mu nawet sałatkę z selera robiła na potencję (śmiech). Zachował się list, który Jan napisał, jak był mały: „Kocham kolej, ale mam nadzieję, że nie przeszkodzi mi to w zostaniu księdzem”. 

Magda: Nikt z nas nie był zaskoczony jego decyzją, ale czasami myślałam: Taki fajny facet, szkoda, że nie będzie miał żony i dzieci. 

Magdalena Sekuła, Filip Kaczkowski, VIVA! 17/2026
Fot. RAFAŁ MASŁOW

Filip: Jan od najmłodszych lat bawił się w kościół. Mnie to, co prawda, ominęło, bo byłem sześć lat od niego starszy, ale Magda była uczestniczką tych zabaw.

Magda: Byłam starsza tylko o dwa, więc my z Janem wszystko razem robiliśmy. Gdy jeździliśmy do babci pod Kraków, potwornie się nudziliśmy, więc wymyślaliśmy sobie zabawy. Jan uwielbiał kolej, więc obserwowaliśmy pociągi.

Filip: Magda robiła mu z tych obserwacji notatki, bo przecież on guzik widział. 

Magda: Dzielnie brałam w tym wszystkim udział, bo był świetnym towarzyszem zabaw. Gdy bawiliśmy się w kościół, on oczywiście był księdzem, a ja ludem Bożym. Miał księgę, podstawkę pod nią, stułę. Urządzaliśmy procesje, ale w nich to już cała rodzina szła.

[...]

Rozmawiała Katarzyna Piątkowska


Cały wywiad przeczytasz w najnowszym numerze magazynu VIVA!, która dostępna będzie w punktach sprzedaży w całej Polsce od czwartku 10 września.