W 2021 roku Ewa ChodakowskaLefteris Kavoukis opowiadali, że ich dom jest w Waszawie, natomiast ich rajem były Ateny. W Polsce rozmawiali po grecku, w Grecji po… angielsku. Od 17 lat żyli w silnym, twórczym i szczęśliwym związku, który funkcjonował 24 godziny na dobę. W 2021 roku pierwszy raz opowiadali Beacie Nowickiej o tym, jak pandemia zmieniła ich życie i jak wyglądała ich codzienność w… raju.

WIDEO

player placeholder

Przypominamy archiwalny wywiad Ewy Chodakowskiej i Lefterisa Kavoukisa, który ukazał się na łamach magazynu VIVA! w 2021 roku

Warszawa była ich domem, ale to w Grecji odnajdywali spokój

Grecja była Ci przeznaczona?

Ewa: Chyba tak. Kiedy pierwszy raz przyjechałam do Grecji, byłam bardzo młoda, tu mieszkały moje dwie siostry, często bywał tato. Grecję miałam zaszczepioną w krwiobiegu i mentalności. Zresztą moja rodzina jest trochę grecka: bardzo otwarta, serdeczna, ciepła, hałaśliwa. U nas w domu zawsze jest głośno, celebrujemy wspólne posiłki, potrafimy siedzieć kilka godzin przy obiedzie i rozmawiać o wszystkim. Mamy dla siebie czas. Dla mnie czymś wyjątkowym w Grecji, obok mentalności i kultury, jest grecka sztuka życia. Ludzie tu celebrują czas, chwilę, moment. Smakują drobiazgi, na przykład picie kawy. Tutaj czujesz smak kawy, bo poświęcasz jej chwilę uwagi. Hasło „siga, siga” – powoli, powoli jest tekstem, który słyszysz na każdym kroku. W Grecji musisz mieć czas, nie masz wyjścia. Nie ma sensu denerwować się, że Grecy wszystkie czynności wykonują trzy razy dłużej niż inni (śmiech). 

Zobacz także:

Dlatego Grecja jest naszym wymarzonym miejscem na wakacje. Lefteris powiedział kiedyś, że Polska jest jego domem, i za to pokochali go Polacy. 

Lefteris: Nadal tak uważam, mówiłem to szczerze. Za każdym razem, gdy samolot ląduje w Warszawie, czuję się tak, jakbym wrócił do domu. Polska jest moim domem, to w Warszawie kupiliśmy z Ewą nasze pierwsze własne mieszkanie, wciąż pamiętam tamte ogromne emocje. Co roku robimy z Ewą nasz tour de Pologne. Myślę, że w Polsce znam każde duże miasto: zabytki, knajpki, starówki, mogę się po nich poruszać swobodnie, bez mapy. Chyba najbardziej podoba mi się Poznań i Kraków. W Krakowie możesz posłuchać muzyki na żywo w różnych miejscach. W każdej knajpce grają inni muzycy. Bardzo to lubię. Oczywiście uwielbiam Grecję, urodziłem się w Atenach, ale w naszym kraju są setki kilometrów malowniczych wybrzeży i tak dużo pięknych miejsc, że mógłbym je zwiedzać i odkrywać przez kolejnych 30 lat. Ewa też to kocha. To jest całkiem zabawne – bo węch nie jest moim najmocniejszym zmysłem – ale zawsze, gdy wysiadamy z samolotu na lotnisku w Atenach, Ewa mówi: „Czujesz to? Czujesz ten zapach?”. A ja nie bardzo wiem, o czym mówi. Ale oczywiście ma rację. Za każdym razem powietrze pachnie trochę inaczej, morze ma inny odcień błękitu, a rośliny zieleni.

Henry Miller w „Kolosie z Maroussi”, który jest peanem na cześć Grecji, pisał: „Pierwsze wrażenie z Grecji – jasność. Na pewno wiąże się ona ze słońcem, ale nie tylko; również z ziemią, przede wszystkim z powietrzem. Niezwykła przejrzystość powietrza, które jakby na własną rękę rozjaśniało przedmioty i ludzi”. 

Ewa: Zawsze mówię, że lecę do krainy fety i oliwek, ale to jest daleko idące uproszczenie. Naprawdę mam wrażenie, że w Grecji powietrze za każdym razem inaczej pachnie. Ja to czuję, jak tylko wysiadam z samolotu i robię pierwszy głęboki wdech. Ogarnia mnie wtedy błogostan, ten zapach ma w sobie magię. 

W Warszawie czujesz się trochę innym Lefterisem niż w Atenach?

Lefteris: Oczywiście, że tak. W Grecji mam przecież całą rodzinę, przyjaciół. Tworzymy paczkę sześciu chłopaków, znamy się od 30 lat. Bardzo trudno to czymś zastąpić w Polsce. Jestem tu – jakby na to nie spojrzeć – jednak imigrantem. Bardzo lubię też tę wolność w Grecji, lubię, kiedy nie musisz być poprawny politycznie. To jest jednak inne uczucie, kiedy wychodzisz wieczorem ze swoim bratem i nie musisz kontrolować tego, co możesz powiedzieć, a czego nie możesz. Gdy jestem w Polsce, zawsze zastanawiam się dwa–trzy razy, zanim coś powiem. W Grecji jestem Lefterisem, w Polsce jestem mężem Ewy Chodakowskiej. Ludzie patrzą na mnie przez pryzmat mojego sukcesu albo moich pieniędzy. W Grecji to nie ma znaczenia. Trochę mi brakuje w Polsce luzu, jakiejś beztroski. Kiedy przylatuję do Grecji, na początku poświęcam kilka dni na spotkania z przyjaciółmi, wtedy czuję, jak wracam do korzeni.

Lefteris pokazał Ci najważniejsze miejsca swojego dzieciństwa?

Ewa: Wielokrotnie, ale najpierw ja zabrałam męża w Bieszczady. Kocham Bieszczady. To dla mnie jedno z najpiękniejszych miejsc na Ziemi: dziewicze, dzikie, wielobarwne w zależności od pory roku. W Bieszczadach krajobraz codziennie wygląda inaczej. Zachwycam się nimi od zawsze i chciałam pokazać je mężowi. Pędzę po tych ścieżkach, wąwozach, serpentynach i… nie widzę w jego oczach zachwytu. Robimy małą pętlę bieszczadzką, wielką pętlę bieszczadzką, a tu nic, zero reakcji. Pytam go w końcu: „Czy ty w ogóle widzisz, co dzieje się za oknem?”. „Widzę. Jest ładnie”. „Jak to ładnie?! Przecież to jest genialne miejsce, najpiękniejsze w Europie”. Na co mój mąż odpowiada ze stoickim spokojem: „Zawiozę cię do wioski mojego taty”. „OK – mówię – zobaczymy, co masz do zaoferowania”. 

I kto wygrał ten zakład?

Ewa: Mój mąż, zdecydowanie. Pojechaliśmy do małej wioski u podnóża gór Pelion i oniemiałam z zachwytu. Nigdy wcześniej nie widziałam tak oszałamiająco pięknego, malowniczego krajobrazu. Połączenie gór, skał, klifów, urwisk, dzikiej roślinności, szerokiej plaży i lazurowego morza jest unikatowe. Tam mieszkali kiedyś dziadkowie Lefterisa ze strony taty. Zostaliśmy na noc u przyjaciół, u których w dzieciństwie mój mąż spędzał całe dnie. Babcia przyjaciela przygotowała dla nas ucztę: sałatę grecką mieszaną palcami, złowioną rano rybę podaną z warzywami z ogródka, do tego pyszne wino domowej roboty. Sielanka. Miałam wrażenie, że czas przestał tam istnieć. 

Z jakim smakiem kojarzy Ci się Grecja?

Lefteris: Są dania, które zawsze przypominają mi dom, na przykład souvlaki czy mussaka. Ale najbardziej lubię warzywa i ryby świeżo wyłowione z morza. Wystarczy dodać trochę soli, skropić dobrą oliwą i nic więcej nie potrzeba. Ostatnio jedliśmy z Ewą rybę, która została przygotowana na zboczu wulkanu. Do dziury głębokiej na metr wkładasz rybę owiniętą w folię aluminiową. Tam jest tak gorąco, że po 20 minutach ryba jest upieczona. To danie ma wyjątkowy smak. 

CZYTAJ TEŻ: Córka Stockingera miała dostać rolę. Prezenter zdradził, kto ostatecznie pojawił się na jej miejscu

Ewa Chodakowska i Lefteris Kavoukis, VIVA! 14/2021
Mateusz Stankiewicz/AF PHOTO

Ewa Chodakowska i Lefteris Kavoukis, VIVA! 14/2021
Mateusz Stankiewicz/AF PHOTO

Ewa Chodakowska i Lefteris Kavoukis, VIVA! 14/2021
Mateusz Stankiewicz/AF PHOTO

Ewa Chodakowska i Lefteris znaleźli wymarzone mieszkanie w Vouliagmeni

Wasze centrum dowodzenia jest w Warszawie czy w Atenach? Pytam, bo niedawno kupiliście tam mieszkanie w najpiękniejszej dzielnicy Vouliagmeni. 

Ewa: Centrum zawodowe to Warszawa, ale centrum relaksu i celebrowania życia to Grecja. Całe lata marzyliśmy, żeby kupić mieszkanie na Riwierze Ateńskiej, która rozciąga się wzdłuż zacisznego wybrzeża Zatoki Sarońskiej, pomiędzy południowymi przedmieściami Aten a przylądkiem Sounion. Zatoka Vouliagmeni jest ukryta w bujnej zieleni drzew piniowych i leży u stóp pasma górskiego Hymettus, słynie z najpiękniejszych plaż. Z jednej strony masz morze i otwartą przestrzeń, z drugiej góry. Jesteśmy dokładnie na tym piaszczystym przesmyku, nazywanym Laimos, czyli szyją, która łączy Mikro Kavouri z Megalo Kavouri – Małego Kraba z Wielkim Krabem. Obok naszego domu kręta droga prowadzi do świątyni Posejdona… 

Brzmi jak marzenie.

Ewa: Czujesz tam powiew wolności. Dwa lata mieszkaliśmy w dzielnicy obok, która nazywa się Panorama Voulas, nasz dom był położony na wzniesieniu z widokiem na morze. Jeździliśmy wtedy regularnie na plażę Astir Beach, która teraz jest 200 metrów od naszego mieszkania, i wzdychaliśmy do tych budynków położonych w pierwszej linii brzegowej. Za każdym razem rozmawiałam z mężem o tym, jak wspaniale byłoby znaleźć tutaj dla nas miejscówkę. Problem polegał na tym, że jest tu raptem dziewięć budynków w pierwszej linii brzegowej, w których mieszkają rodziny z pokolenia na pokolenie, praktycznie nikt tych mieszkań nie sprzedaje. Nasze marzenie wydawało się odległe, nieosiągalne, utopijne. Ale wzdychaliśmy do tego miejsca non stop. 

Lefteris: Rynek nieruchomości w Grecji jest skomplikowany, bo wynika z jej niezwykłego ukształtowania, które determinują morza i góry. Szalenie trudno otrzymać pozwolenie na budowę blisko morza, a wiadomo, że te tereny są najatrakcyjniejsze. 

Ewa: Kiedyś wracaliśmy z plaży, jak zawsze spoglądając tęsknie na nasze wymarzone miejsce, i Lefteris nagle powiedział: „Ja to dla nas znajdę. Nie odpuszczę. Musimy tu kiedyś mieć swój kąt”. Mój mąż jest bardzo zdeterminowany. Szukał kilka lat! Dzień w dzień przeglądał oferty biur nieruchomości, naprawdę nie przesadzam. Pewnego dnia usłyszałam krzyki dochodzące z jego gabinetu: „Mamy to! Znalazłem…”. Pobiegłam do niego: „Co masz?”. „Mieszkanie w pierwszej linii brzegowej z widokiem na wodę”. Pojechaliśmy na miejsce i okazało się, że mieszkanie znajduje się w najlepiej utrzymanym budynku.

Lefteris: Wtedy zaczął się wyścig między wszystkimi chętnymi, którzy chcieli je kupić. Cały proces szukania domu trwał trzy, cztery lata. Ale od momentu, w którym go znalazłem, do momentu, w którym podjąłem decyzję „kupujemy” i zrobiłem pierwsze kroki w tym kierunku, minęło pięć dni. Po prostu mieliśmy farta.

Które z Was jest autorem wystroju wnętrza?

Lefteris: Dzisiejszy układ domu ja stworzyłem. To było wyzwanie dla mnie i dla architekta, żeby otworzyć to miejsce. Mieszkania w budynkach w pierwszej linii brzegowej są wąskie i długie. Kiedy kupiliśmy nasze, składało się z kilku wąskich pomieszczeń. Wyburzyliśmy prawie wszystkie ściany, część ustawiliśmy w innym miejscu. Powstała otwarta przestrzeń z widokiem na zatokę. 

Ewa: Mój mąż rzucił pomysł trudny do zrealizowania dla architekta. Z każdego miejsca w naszym domu chciał widzieć za oknem wodę: z sypialni, salonu, kuchni, a nawet z łazienki. I dopiął swego! W łazience mamy szybę, która zmienia zabarwienie, może być mleczna lub przezroczysta, więc możesz brać prysznic z widokiem na morze (śmiech). Ja bawiłam się jakością materiałów: dominuje biel, którą podkreślają złote akcenty i marmurowe detale. Chciałam, żeby przestrzeń była jasna, czysta, minimalistyczna. W Warszawie mieszkamy na 350 metrach, do tego mamy 300-metrowy taras, w Atenach mamy 120 metrów, natomiast za oknem rozpościera się obłędny bezkres. Najpiękniejsze dzieło sztuki, które stworzyła sama natura. Po co odbierać największemu artyście należny mu zachwyt? 

Masz rację. Co widzisz za oknem?

Ewa: Gdy siedzę na sofie, mam przed sobą bezkres wody, gdy stanę w oknie, widzę plażę, zacumowane piękne jachty, ludzi mknących na nartach wodnych, motorówkach. Po prawej stronie mam widok na Mikro Kavouri i hotel Four Seasons, po lewej na skały i jezioro położone u ich podnóża, a także na centrum Vouliagmeni z pasmem kolorowych tawern i restauracji. Nasza zatoka wygląda bardzo malowniczo. Jest duża, więc z jednej strony tętni życiem,  a jednocześnie emanuje błogim spokojem. Ma wspaniałą energię, widok ludzi pławiących się w tej beztrosce działa na mnie kojąco. Czuję spokój i błogość. W Grecji potrzebuję mniej czasu, żeby odpocząć. Tutaj regenerują mnie ta obłędna przestrzeń, te widoki, zapach, te smaki, morze, przyroda… W tym błogostanie dużo łatwiej mi się skupić, pisać. Tu wena jest wszechobecna. Otwieram rano oczy i już mam pomysł na coś miłego do przekazania moim dziewczynom. 

Macie w dzielnicy swoje ulubione knajpki?

Ewa: Mamy ukochaną tawernę Louizidis z klasyczną kuchnią greckiej mamy: domowe potrawy przygotowane w tradycyjny sposób, wszystko świeże, ekologiczne, zdrowe, do tego pyszne wino domowej roboty. Ponieważ ja nie gotuję, praktycznie codziennie chodzimy tam na obiad i czujemy się tak, jakby nasza mama podała nam do stołu. Nie potrzebujemy kuchni fusion na co dzień. Cenimy sobie prostotę tych posiłków: świeża ryba, sardynki, grecka sałata, gotowany groszek z marchewką i pomidorami, fava – pasta z grochu, domowe wino. Bliżej greckiej wioski aniżeli restauracji z trzema gwiazdkami Michelin. Raz–dwa razy w tygodniu jedziemy z mężem 30 kilometrów krętą drogą wzdłuż wybrzeża z widokiem na morze do naszej drugiej ulubionej tawerny nad Zatoką Sarońską. Wszyscy nas tam znają, zawsze czekają na nas doskonałe dania z ryb złowionych tego samego dnia. W weekendy zakładam elegancką suknię, mąż wskakuje w koszulę i spacerkiem udajemy się do położonej nieopodal, wielokrotnie nagradzanej restauracji Ithaki z widokiem na morze i plażę Astir Beach, gdzie podaje się tradycyjne greckie potrawy, ale już inspirowane najnowszymi międzynarodowymi trendami.

CZYTAJ TEŻ: Ewa Chodakowska rozstała się z mężem po 17 latach. „Nie ma tutaj winnego ani ofiary”

Ewa Chodakowska i Lefteris Kavoukis, VIVA! 14/2021
Mateusz Stankiewicz/AF PHOTO

Ewa Chodakowska i Lefteris Kavoukis, VIVA! 14/2021
Mateusz Stankiewicz/AF PHOTO

Ewa Chodakowska i Lefteris Kavoukis, VIVA! 14/2021
Mateusz Stankiewicz/AF PHOTO

Pandemia całkowicie zmieniła ich codzienność i sposób patrzenia na życie

Wreszcie rozumiem, skąd w Tobie ten zen. 

Ewa: Ten zen pojawił się na początku pandemii. Nie wiem, czy powinnam mówić o tym głośno, ale dla mnie pandemia była wybawieniem z pazurów dzikiego pędu. Nie powiem, że pędu na oślep, bo wiedzieliśmy, gdzie biegniemy, natomiast droga, którą biegliśmy, nie miała mety. Była drogą bez końca, wciąż pojawiały się na niej kolejne cele, nowe wyzwania. Nasza energia pozwalała nam biec, natomiast ja przestałam pamiętać miejsca, daty, krajobrazy. Przestałam żyć tu i teraz. Byliśmy w jednym miejscu i mówiliśmy o tym, co będziemy robić jutro, gdzie będziemy za tydzień, za miesiąc, za rok. To mnie całkowicie pochłaniało. Ciągle wybiegałam myślami do przodu, nie zwracałam uwagi na to, co dzieje się wokół mnie. 

Lefteris: Pandemia przyszła, kiedy byliśmy ogromnie zmęczeni po sześciu latach pracy i podróżowania, bez jednego weekendu na oddech. Wyobraź sobie parę, która pracuje przez tyle lat i nie ma wolnej nawet niedzieli. Zastanawialiśmy się z Ewą, czy nie przesadzamy, czy nie powinniśmy przyhamować, i nagle ogłoszono pierwszy lockdown. Dostaliśmy komunikat: „Wszystko odwołane, pozamykane. Zostańcie w domach”. Pierwszy raz od dawna mogliśmy skupić się na sobie, na rodzinie, na byciu razem. Oczywiście mam świadomość, że dla wielu ludzi był to ciężki czas, ale my przeżyliśmy ciekawe doświadczenie. 

Ewa: Wyobrażasz sobie, że pracujesz 365 dni w roku?! Przecież to czyste szaleństwo. Pierwszy lockdown był momentem przełomowym. Musiałam zrezygnować z projektów, które pochłaniały mój czas, między innymi z metamorfoz czy weekendowych warsztatów Be Active Tour. Dostałam od losu w prezencie cztery wolne miesiące, wolne weekendy. Nagle odkryłam, że mam prawo zwolnić, pożyć codziennością. Zaczęłam świadomiej rozglądać się wokół siebie. Smakować jedzenie, które dotychczas było tylko pokarmem odżywiającym moje komórki, a nie posiłkiem, który rozpieszcza kubki smakowe. Kocham jeść, a zawsze jadłam w biegu, z telefonem w ręce. Od początku pandemii przeszłam w tryb: „Jestem ważna i jestem tu i teraz”. Zaczynam praktykować to, co sama głoszę: „Zadbaj o siebie, znajdź dla siebie czas. Jesteś najważniejsza”. Byłam tym przysłowiowym szewcem, któremu z dziurawych butów wystawały wszystkie palce. To było dla mnie błogosławieństwo, że mogłam odkryć siebie na nowo. 

Co robiłaś?

Ewa: Codziennie przygotowywałam posiłki dla mnie i mojego męża. Z ogromną dawką przyjemności i świadomością, że się rozpieszczam i robię coś fajnego dla mężczyzny, którego kocham. Śniadania celebrowaliśmy przez półtorej godziny, siedząc przy stole i rozmawiając o tym, co jest tu i teraz. Ten zen z nami pozostał. Zredukowaliśmy prędkość rakiety kosmicznej na spokojną jazdę miejskiego autka i jest nam z tym dobrze. Zrozumiałam, że można pracować i mieć przestrzeń na życie osobiste. Wcześniej wszystko zlewało się w jedno. Styl życia przekułam w profesję, więc to, że cały czas byłam w pracy, jakoś się broniło. Ale ja myślałam, że nie można żyć inaczej. Że mój sukces wynika właśnie z faktu, że jestem 24 godziny na dobę w pracy. A tak wcale nie musi być. 

Los Wam sprezentował drugi miesiąc miodowy?

Ewa: Coś w tym jest… (śmiech). Byliśmy bardzo blisko, karmiąc się nawzajem dobrą energią, dobrym słowem, ogromnym wsparciem.

Lefteris: Nagle mieliśmy czas, żeby razem oglądać filmy na kanapie, celebrować wspólne śniadania, rozmawiać, mogliśmy o siebie zadbać. Pandemia nie miała za bardzo wpływu na nasz biznes, więc nie żyliśmy w stresie i lęku, co z nami będzie. 

Ewa: Przy pierwszym lockdownie bałam się zamknięcia. Nigdy wcześniej nie przebywałam tak długo w jednym miejscu. Nie potrzebowałam domu, do którego wracam i czuję się bezpiecznie. Mam wrażenie, że przez czas pandemii bardzo dojrzałam emocjonalnie, uspokoiłam się wewnętrznie i odnalazłam poczucie bezpieczeństwa i przynależności. Pierwszy raz w tak troskliwy i osobisty sposób spojrzałam na przestrzeń, w której mieszkamy w Warszawie, i zaczęłam tak ją urządzać i dekorować, jakby była przedłużeniem mojej osoby. Stworzyłam miejsce, z którego teraz nie chce mi się wychodzić. Takie poczucie ma też mój mąż. Oboje odnaleźliśmy w naszym mieszkaniu w Warszawie azyl, który dotychczas znajdowaliśmy tylko w Grecji.

Językiem Waszej miłości jest grecki czy angielski?

Lefteris: To całkiem zabawne. Muszę przyznać, że w Grecji rozmawiamy częściej po angielsku. A z kolei w Polsce bardzo często po grecku. Lubię to, że możemy porozmawiać po grecku i nikt nas nie rozumie. To jest bardzo fajne uczucie. W Grecji natomiast jeśli Ewa uzna, że nie może czegoś powiedzieć idealnie albo nie zna jakiegoś słowa, to przechodzi na angielski. 

Ewa: Mam problem, żeby się przełamać i mówić po grecku w ojczyźnie mojego męża, bo wiem, że popełniam mnóstwo błędów. A jestem perfekcjonistką. Dopóki nie mówię doskonale, czuję się zblokowana. Nawet ostatnio powiedziałam Lefterisowi, że chcę się zapisać na lekcje greckiego, ale popukał się w głowę i zapytał, po co, skoro mówię lepiej niż wielu Greków. Mój mąż zawsze mnie rozpieszcza komplementami, ale ja wiem swoje, jestem realistką. Chciałabym mówić tak jak on, a on posługuje się piękną greczyzną. 

Gotujesz Ewie greckie potrawy?

Lefteris: Nie. Zdarza mi się coś przyrządzić dwa razy w roku. Ale wiem, jak zrobić śniadanie. 

A co robisz na śniadanie?

Lefteris: Chyba przesadziłem z tą deklaracją, że robię śniadanie. Raczej to śniadanie podaję nam do stołu (śmiech). 

Pomimo różnic kulturowych udało Wam się stworzyć silny, szczęśliwy związek. 

Lefteris: Kiedy poznaliśmy się z Ewą, każde z nas miało własną wizję tego, jak powinna wyglądać rodzina. Ta wizja opierała się na tym, co zaobserwowaliśmy u swoich rodziców: jak oni się zachowywali, jak siebie traktowali, na jakich fundamentach zbudowali swoje małżeństwo. A ponieważ oboje pochodzimy z podobnych, kochających się domów, mieliśmy wspólny punkt odniesienia. Kiedy natykamy się z Ewą na jakąś trudną do ominięcia różnicę kulturową, nazywamy ją żartobliwie „lektor”. 

Ewa: Polacy nie lubią dubbingu, za to uwielbiają oglądać filmy z lektorem, który mówi za wszystkich: kobiety, dzieci, mężczyzn. Mój mąż uważa, że to jest zamach na kinematografię (śmiech).

Lefteris: Czytanie dialogów wszystkich aktorów przez jedną osobę jest dla mnie niezrozumiałe i nie do zaakceptowania. To najgorsza rzecz w oglądaniu zagranicznego filmu. Stąd wziął się nasz kod. Kiedy znajdujemy się w jakimś sporze, impasie, czujemy, że zabrnęliśmy w ślepy zaułek, gdzie ani jedno, ani drugie nie chce odpuścić, rzucamy hasło – „lektor”. Wtedy wiemy, że oboje musimy się wycofać, bo nie dojdziemy do kompromisu i nie ma sensu ciągnąć tego tematu. Jesteśmy trochę z różnych światów i nauczyliśmy się to szanować. 

Co robisz, żeby uszczęśliwić Ewę?

Lefteris: Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Nasze małżeństwo naprawdę świetnie funkcjonuje, jest nam bardzo dobrze razem. Nie wydaje mi się, żebym kiedykolwiek musiał dodatkowo Ewę uszczęśliwiać. Ewa JEST cały czas szczęśliwa.

Rozmawiała BEATA NOWICKA.

CZYTAJ TEŻ: Ewa Chodakowska rozstała się z mężem. Kilka miesięcy temu mówiła wprost: „Nigdy nie chciałam być żoną”

Ewa Chodakowska i Lefteris Kavoukis, VIVA! 14/2021
Mateusz Stankiewicz/AF PHOTO

Ewa Chodakowska i Lefteris Kavoukis, VIVA! 14/2021
Mateusz Stankiewicz/AF PHOTO

Ewa Chodakowska i Lefteris Kavoukis, VIVA! 14/2021
Mateusz Stankiewicz/AF PHOTO