Zanim pojawiły się wielkie kampanie, pokazy mody, czerwone dywany i własne projekty, była praca przy komputerze w rodzinnym Złotowie. Julia Kuczyńska interesowała się fotografią i grafiką, po liceum pracowała w agencji reklamowej, przygotowując m.in. gazetki, zaproszenia i plakaty. Jednocześnie studiowała zaocznie w Poznaniu i — jak wspominała w rozmowie z VIVĄ! — z zarobionych pieniędzy opłacała prywatną szkołę. Jej historia zaczęła się więc znacznie wcześniej, zanim słowo „influencerka” na dobre weszło do codziennego języka.

WIDEO

player placeholder

Maffashion ma dziś urodziny. Kim jest Julia Kuczyńska i jak zaczynała?

Julia Kuczyńska urodziła się 22 września 1987 roku w Złotowie, a dziś świętuje 39. urodziny. Wychowała się w nauczycielskiej rodzinie — jej mama pracowała w przedszkolu, a ojciec był nauczycielem wychowania fizycznego. Z rodzinnego miasta wyjechała na studia do Poznania, gdzie kształciła się na kierunku kulturoznawstwo o profilu związanym z grafiką projektową. To właśnie zamiłowanie do obrazu, fotografii i estetyki miało później okazać się niezwykle ważne dla jej internetowej kariery.

Blog Maffashion powstał w 2009 roku. Kuczyńska publikowała stylizacje i swoje fotografie, zaglądała na zagraniczne platformy modowe, w tym popularny wówczas Lookbook.nu, i obserwowała dziewczyny, które prowadziły własne strony poświęcone modzie. Były to czasy, kiedy publikowanie zdjęć codziennych stylizacji w internecie dla części odbiorców wciąż wydawało się czymś niezrozumiałym. Kilka lat później sytuacja wyglądała już zupełnie inaczej — w 2012 roku jej strona znalazła się na siódmym miejscu rankingu blogów modowych miesięcznika „Press”.

Zobacz także:

Pseudonim, który z czasem stał się marką, również ma swoją historię. Julia tłumaczyła w rozmowie z „Forbesem”, że „Maff” pochodzi od dawnego przezwiska „Maffefka”. Kiedy szukała nazwy dla bloga, połączyła je ze słowem „fashion”. Tak powstało Maffashion — określenie, które przez następne lata zaczęło funkcjonować niemal niezależnie od jej imienia i nazwiska.

Maffashion o początkach kariery i własnej marce. Tak mówiła w 2021 roku w rozmowie z VIVĄ!

Sukces budowała własnymi rękami. Intuicyjnie, bez sztabu doradców. Influencerka, ikona stylu, bizneswoman. Jak wyglądały początki Julii „Maffashion” Kuczyńskiej? Czy ma receptę na sukces? O tym gwiazda opowiedziała w wywiadzie VIVY! Barbarze Łubko w 2021 roku...

– Blogować zaczęłaś w 2009 roku, Twoja kariera trwa już 12 lat! Wtedy zostanie blogerem to nie był pierwszy wybór młodych ludzi. O influencerach nikt nie słyszał, Instagram nie istniał…

W rodzinnym domu wcześnie mieliśmy komputer. Jedni z pierwszych na osiedlu (śmiech). Rozwijał się internet, pojawiały się nowe strony. Wciągnęły mnie piękne zdjęcia, inspiracje i sesje modowe. To był mój konik. Kręciła mnie fotografia i grafika komputerowa. Po liceum podjęłam pracę w agencji reklamowej, gdzie robiłam gazetki rtv i agd, ale też zaproszenia i plakaty.

– Jeszcze w Złotowie, z którego pochodzisz?

Tak, w moim rodzinnym mieście. W międzyczasie zaczęłam studia, które dały mi na to papier.

Maffashion, Julia Kuczyńska, Maffashion, VIVA! 17/2021
Mateusz Stankiewcz/SameSame

– Rodzice przychylili się do tego wyboru?

Myśleli, że pójdę do szkoły plastycznej, ale ja wybrałam grafikę. Nic mi nie blokowali ani do niczego nie zmuszali. Nie było też tak, że mi pomagali, sponsorowali to, co chciałam robić. Często miałam słomiany zapał, więc pewnie nie było warto (śmiech). Za to pozwalali mi próbować, sparzyć się i jestem im za to wdzięczna. W Poznaniu studiowałam zaocznie, pieniędzmi z pracy mogłam opłacić studia, bo to była szkoła prywatna. Choć to wcale nie oznacza, że było łatwo.

– Jak wpadłaś na pomysł bloga?

Oglądałam w sieci bardzo dużo zdjęć. Zaczęłam też publikować swoje na zagranicznych portalach, między innymi na Lookbook.nu, dzięki któremu wypłynęła Chiara Ferragni – chyba najbardziej znana blogerka na świecie. Tam znajdowałam dziewczyny, które prowadziły blogi i tak to się potoczyło. Na początku robiłam zdjęcia reportażowe i stricte stylizacyjne. Wtedy dodawanie zdjęć stylizacji z opisem, skąd pochodzą te ubrania i dodatki, dla niektórych było ekshibicjonizmem. Pojawiały się pytania, po co my to właściwie robimy. Mnóstwo ludzi uważało, że jesteśmy dziewczynkami z bogatych domów, które tylko kupują ciuszki, a powinny zająć się czymś pożytecznym. Kiedy przeprowadziłam się do Warszawy, nasłuchałam się na swój temat niewybrednych słów. Ale my, blogerki, lubiłyśmy to, co robiłyśmy. W Polsce to była wąska grupa dziewczyn. Naprawdę dobrze się bawiłyśmy, a potem zaczęło się to przeradzać w coraz to poważniejsze zajęcie. I, tak jak ja, wiele dziewczyn wraz z rozwojem branży i social mediów zrobiło z tego biznes.

img6Ex5tP-7322f1f
Mateusz Stankiewcz/SameSame

– Kreowałaś świat influencerów?

Ja i moje koleżanki po fachu byłyśmy królikami doświadczalnymi. Nie chcę używać górnolotnych słów, że byłyśmy pionierkami, że wyznaczałyśmy trendy, ale faktycznie na podstawie tego, co robiłyśmy – nie tylko w Polsce, ale przede wszystkim dziewczyny za granicą – kreowałyśmy ten świat. Pewnie po części także i to, jak obecnie wygląda Instagram.

– Twoi obserwatorzy dorastali razem z Tobą? Wiele influencerek z Twojego pokolenia ma już rodziny, inne problemy i zainteresowania niż kiedyś, a grono ich fanów ciągle rośnie. Chiara Ferragni ma dwójkę dzieci…

U mnie grupa docelowa rośnie razem ze mną i młodych osób mam coraz mniejszy odsetek. Nie śledzą mnie 12-latki. Moi odbiorcy to osoby głównie powyżej 25. roku życia. A Chiara Ferragni to już brand. Ma swoją markę. To kobieta torpeda. Niesamowite jest to, co uczyniła z biznesu, jakim był jej blog. Na ten sukces od dawna pracuje sztab ludzi. Było tak w czasach, kiedy u nas dziewczyny w dalszym ciągu robiły wszystko same – z jednym fotografem. Pamiętam stare filmiki z wyjazdów Chiary na tygodnie mody. Wozili ją dwoma samochodami. W jednym jechały jej stylizacje, asystenci, fotograf, makijażysta itd., w drugim inni ludzie i ona.

Maffashion, Julia Kuczyńska, Maffashion, VIVA! 17/2021
Mateusz Stankiewcz/SameSame

– Chiara zbudowała potężną markę modową. Ty pod koniec 2019 ruszyłaś z Eppram i odniosłaś sukces. Jednak długo nie ujawniłaś, że to Ty stoisz za tym projektem. To była strategia?

Trochę tak, a trochę badanie rynku. Przywykłam do tego, że kiedy coś robię, sam fakt, że jest to zrobione przeze mnie, sprawia, że jedni odbierają to świetnie, a inni podchodzą do tego z wyskoku sceptycznie. Chciałam, żeby ludzie nosili Eppram, nawet nie wiedząc, że to moje ubrania. Wierzyłam, że te rzeczy są super, że kampania nam wyszła świetnie i że wszystko jest profesjonalnie przygotowane. Lana się ze mną początkowo kłóciła i cały czas chciała skracać ten etap „tajemnicy”. Wiedziałam, że kiedy powiem, że to my stoimy za Eppram, napiszą o tym media. Automatycznie przybędzie dużo followersów, sprzedaż super ruszy. Ale jednak ten element, że ludzie nie wiedzą, był kręcący.

– Wasze ubrania zaczęły nosić światowej sławy gwiazdy. Jak to się udało?

Na takie efekty składa się praca całego zespołu. Decyduje też sama jakość i wygląd ubrań. Ludzie mówią, że wystarczy komuś zapłacić i założy. Nie mam takich pieniędzy, żeby móc zapłacić Kourtney Kardashian za noszenie moich ubrań w ramach kontraktu. To są ogromne kwoty. Inaczej jest, jeżeli po prostu dzieje się coś w klimacie „nic na siłę” i tego kalibru gwiazda, celebrytka, założy coś, bo po ludzku chce i podoba jej się dana rzecz.

– Wtedy czekasz?

Jasne, wysyłasz paczkę z wybranymi rzeczami i czekasz. A taka osoba może skorzystać z tysięcy projektów z całego świata. Tym większe jest to wyróżnienie. Stąd jest cała radość. To jest świetna reklama. I nie tylko chodzi o sprzedaż. Ale to też buduje świadomość marki na całym świecie.

Rozmawiała Barbara Łubko

imgKC1EbM-83cbdea
Mateusz Stankiewcz/SameSame