Jest ulubionym dziennikarzem politycznym. Od lat zadaje trudne pytania politykom. Teraz Bogdan Rymanowski sam musiał na trudne pytania odpowiedzieć. Czy jest odważny, kiedy stchórzył i jakie skrywa sekrety, sprawdzała Katarzyna Piątkowska.

WIDEO

player placeholder

Bogdan Rymanowski postawił wszystko na jedną kartę. Teraz zdradził powód. Wywiad VIVA!

[...]

– Gdy po 17 latach w TVN-ie postanowiłeś coś zmienić w swoim życiu zawodowym, to też była odwaga?

Możesz to nazwać, jak chcesz. Może właśnie odwagą? Wiem, że miałem tam super pozycję, byłem doceniany i zarabiałem świetne pieniądze. Ale w pewnym momencie poczułem, że chciałbym jeszcze zawodowo doświadczyć czegoś innego. Dlatego osiem lat temu podjąłem decyzję, z której jestem bardzo zadowolony, o zmianie stacji. Przeszedłem do Polsatu. Potem przyjąłem propozycję z Radia ZET i wróciłem do zawodowych korzeni, a na koniec spróbowałem czegoś zupełnie nowego i założyłem Rymanowski Live, kanał na YouTubie. I w tej swojej własnej przestrzeni robię coś zupełnie innego niż przez wszystkie lata pracy w telewizji. Mogę prowadzić pogłębione rozmowy nie tylko z politykami. Mogę zaprosić aktorów, sportowców, artystów i rozmawiać z nimi tyle, ile chcę, a jak będzie trzeba, to nawet wiele godzin. Taki brak pośpiechu jest wspaniały, bo widzę, jak z upływem czasu moi rozmówcy otwierają się, czują się coraz bardziej swobodnie, a rozmowa wchodzi na inne tory. A ja naprawdę lubię gadać. Moja żona Monika się śmieje, że jeśli po śmierci trafię do czyśćca, to największą karą, a nawet męką piekielną, będzie dla mnie nakaz milczenia. Marzyłem na przykład o tym, żeby przeprowadzić wywiad z Robertem Lewandowskim. Ponieważ jestem dziennikarzem politycznym, nie miałem pretekstu, żeby zaprosić go na rozmowę do radia albo telewizji. Do własnego podcastu już mogłem. Na początku Robert był spięty. Dopiero z czasem, po półgodzinie poczuł się na tyle komfortowo, że nasza rozmowa stała się naprawdę przyjemna dla obu stron. 

Zobacz także:
Bogdan Rymanowski, VIVA! 18/2026
Fot. Piotr Porębski /

Bogdan Rymanowski, VIVA! 18/2026

– To było spełnienie Twojego zawodowego marzenia?

Kolejnego. Pierwszym była rozmowa ze Zbigniewem Herbertem. Byłem wtedy początkującym dziennikarzem w radiu RMF, a słynny poeta był moim idolem. „Przesłanie Pana Cogito” to jedyny wiersz, którego nauczyłem się na pamięć z własnej woli. Sam zresztą też pisałem wiersze, ale czytała je tylko moja żona, bo to były wiersze miłosne. Wymarzyłem sobie, że zrobię z Herbertem wywiad. Poprosiłem kolegę, który miał z nim kontakt, żeby w moim imieniu zapytał, czy zgodzi się porozmawiać. Pewnego dnia siedziałem w zakładowym barku, gdzie toczyło się życie towarzyskie, i zostałem wezwany do telefonu. W słuchawce usłyszałem: „Dzień dobry, tu Katarzyna Herbert. Mój mąż chciałby z panem rozmawiać”. Od razu stanąłem na baczność. Za chwilę męski, schorowany głos mówi: „Panie redaktorze, chciał pan ze mną rozmawiać”. I wiesz, co odpowiedziałem? „To prawda, ale jestem nieprzygotowany”. Zapadła 20-sekundowa cisza, która dla mnie była wiecznością. Zacząłem tłumaczyć, że chodzi o studio, o mikrofon. Następnego dnia byłem przygotowany na fest. Umówiliśmy się na 11. Gdy zacząłem nagranie, Zbigniew Herbert powiedział: „Na początku chciałbym złożyć oświadczenie. Uważam, że skandalem jest, gdy ktoś zabiega o wywiad, a gdy się do niego oddzwania, mówi, że jest do niego nieprzygotowany”. Zamarłem i pomyślałem: Jeden zero dla Herberta, dobrze, że nie idzie na żywo. Po 20 minutach pozwoliłem sobie powiedzieć do niego „panie Zbigniewie”. I wtedy on złożył drugie oświadczenie: „Proszę pana, panie Zbigniewie to może pan mówić do kogoś spod budki z piwem, a nie do mnie”. I było już dwa do zera. Po kolejnych 20 minutach, już na koniec Herbert znów mówi: „Chciałbym złożyć kolejne oświadczenie”. Znów zamarłem, ale słyszę: „Odwołuję poprzednie dwa oświadczenia”. Mimo tych wpadek przeprowadziłem naprawdę dobry wywiad, wielokrotnie później cytowany w innych mediach. Jestem dumny, że taki człowiek chciał ze mną rozmawiać i że nie myślał o mnie do końca źle.

– To był jedyny raz, kiedy byłeś nieprzygotowany do rozmowy?

Drugi. To też wydarzyło się na początku mojej zawodowej drogi. Moim adwersarzem był Antoni Macierewicz. To był chyba 1992 rok. Zarzuciłem mu coś, co nie było prawdą, ale o tym nie wiedziałem. Aż w pewnym momencie powiedział: „Panie redaktorze, gdyby pan powiedział coś takiego w amerykańskiej telewizji, jutro by pan w niej nie pracował”. Okazało się, że czegoś nie sprawdziłem i niesłusznie go zaatakowałem. To była dla mnie lekcja na całe życie, że jeśli podejmuję jakieś tematy, muszę być do nich perfekcyjnie przygotowany. 

[...]

Rozmawiała Katarzyna Piątkowska


Cały wywiad przeczytasz w najnowszym numerze magazynu VIVA!, który będzie dostępny w sprzedaży od czwartku 24 września.