Od 30 lat aktorka, od 12 radca prawny. Zawsze uśmiechnięta i optymistyczna. Idealizuje ludzi i nie potrafi kalkulować. Teraz spełniła swoje największe marzenie o domu na wsi, z własną studnią, stodołą i traktorem. I z tymi pięknymi brzozami, w których zakochała się  od pierwszego wejrzenia. O swojej życiowej rewolucji opowiada Ewie Wojciechowskiej.

WIDEO…

player placeholder

Joanna Jabłczyńska o chwili, gdy wszystko pękło. „Marzyłam, żeby ktoś odwołał tę ramówkę”. Wywiad VIVA!

Joanna Jabłczyńska: [...] Kiedy nadeszła konferencja ramówkowa TVN na festiwalu w Sopocie, wiedziałam już, że nie uniknę tych pytań. Zostałam postawiona pod ścianą, przed faktem dokonanym. Przyjechałam do Sopotu dzień wcześniej. Jechałam sama autem, w totalnej ciszy, bez muzyki, bez audiobooka, z nikim nie chciało mi się gadać.

– Czyli jechałaś do Sopotu jak na ścięcie? 

Tak. Miałam już dosyć tego milczenia produkcji i tych ciągłych pytań do mnie, czy zagram Tosię. Byłam już gotowa, żeby ta gilotyna opadła. Kiedy dojechałam pod hotel, wydarzyła się dziwna sytuacja. Jeszcze nikomu się do tego nie przyznałam, ale kiedy stałam na parkingu, przed moim autem przeszedł Mateusz Banasiuk ze swoją siostrą. Znamy się od dziecka, uwielbiam go szczerze. I wyobraź sobie, że ja siedziałam nieruchomo w tym aucie, spuściłam głowę, żeby oni mnie nie zobaczyli. Byłam w tak fatalnym nastroju. Po prostu było mi cholernie źle i smutno. Poszłam do pokoju, zamknęłam się w nim i marzyłam, żeby ktoś odwołał tę ramówkę.

Zobacz także:
Joanna Jabłczyńska, VIVA! 19/2026.
Fot. Marek Straszewski /

Joanna Jabłczyńska, VIVA! 19/2026.

– Ale kiedy już ta konferencja się skończyła, poczułaś, że zrzuciłaś ten ciężar z siebie? 

Tak. I byłam pewna, że to jest koniec tematu. Powiedziałam publicznie, że nie zagram Tośki. Wielu osobom zrobiło się przykro, dostałam tyle wsparcia. To było bardzo miłe. Obiecałam produkcji, i do tej pory jestem lojalna pomimo ich zachowania, że nie powiem, jaka jest prawda. Chciałbym już o tym zapomnieć i po prostu iść dalej, bo to też nie jest tak, że jakakolwiek rola realnie wpływa na moje życie. Niczego to nie zmienia. Moje życie zawodowe jest zdecydowanie drugoplanowe, więc idziemy dalej. Ale rozpętało się coś, czego się nie spodziewałam. 

– Zaczęło się od wielkiego wsparcia od fanów, które potem przerodziło się w straszny hejt nie tylko na osoby z produkcji, a skończyło na bojkocie filmu. 

Zupełnie nie o to chodziło. Ja rzeczywiście uważam, że produkcja wobec mnie zachowała się nie w porządku, i tyle. Natomiast nie mam i nie będę miała satysfakcji, że im się teraz nie uda. Nie mam też żadnej satysfakcji z hejtu, który się wylał na Agnieszkę Żulewską, którą bardzo cenię i bardzo jej kibicuję. 

[...]

Rozmawiała Ewa Wojciechowska


Cały wywiad w nowym numerze VIVY! Magazyn dostępny w punktach sprzedaży od czwartku, 8 października.