Rodzina, Muszyna i wspomnienia o najbliższych zajmują szczególne miejsce w życiu Marcina Ziółki. W rozmowie z magazynem VIVA! artysta opowiedział o albumie „TOB”, który jest zapisem ważnych momentów z życia jego rodziny. Szczególne znaczenie ma utwór „Letter To My Father’s Mother”. Wokale do niego nagrał w dniu śmierci swojej babci Zosi.

WIDEO

player placeholder

Marcin Ziółko był w Warszawie, a jego babcia w górach. Zaczął pisać dla niej piosenkę

[...]

Bo rodzina jest najważniejsza?

Zobacz także:

Rodzina i miejsce, z którego pochodzę, są najistotniejszymi elementami mojego rozwoju. Pochodzę z Muszyny i uwielbiam momenty, kiedy tam wracam, dostaję obiad zrobiony od serca i patrzę na góry zamiast na szklane domy, które otaczają mnie w Warszawie. To mi daje oddech i odskocznię od dorosłości. Wracam do domu i jestem po prostu synkiem, bratem, wujkiem, a nie reżyserem, operatorem czy fotografem. Moi rodzice – Zygmunt i Ewa – są dla mnie wzorem, od ich imion pochodzi mój pseudonim artystyczny Zigy Iva i jest moim hołdem dla nich. Album „TOB” jest stworzony tak, żeby każda piosenka miała odbicie w drugiej, żeby żadna nie była sama. Jest połączeniem muzyki elektronicznej z instrumentalną. Niektórzy słyszą tu inspirację Massive Attack, Placebo i innymi zespołami z lat 90. Cała płyta jest więc opowieścią o życiu moim i moich bliskich, o więzach krwi. A ponieważ lubię intensywne emocje, a muzyka jest równie ważna jak przeżycia i oprawa z nią związana, podczas odsłuchu, w mieszkaniu, w którym Andrzej Wajda kręcił film „Niewinni czarodzieje”, wyświetlałem gościom projektorem mocno powiększone zdjęcie mojej kropli krwi. Bo chodzi też o to, żeby nie zapomnieć o tym, skąd się pochodzi i co jest naprawdę w życiu ważne. Ta płyta jest zapisem ważnych momentów z życia mojej rodziny. 

Miłości, śmierci?

Dokładnie. Wokale do pierwszego utworu „Letter To My Father’s Mother” nagrałem w dniu śmierci mojej babci Zosi. 

CZYTAJ TEŻ: Nie pieniądze i nie poczucie bezpieczeństwa. TYLKO W VIVIE! Mandaryna mówi wprost: „Nie czekałam na królewicza”

Marcin Ziółko, VIVA! 17/2026
Fot. Zuza Krajewska

Marcin Ziółko, VIVA! 17/2026
Fot. Zuza Krajewska

Rodzina jest fundamentem twórczości Marcina Ziółki. Album „TOB” opowiada o jego najbliższych

Taki ekshibicjonizm emocjonalny?

Nazwałbym to raczej katharsis. Albo terapią. Doskonale pamiętam ten dzień. To było w maju. Na rodzinnej grupie dostałem informację, że babcia trafiła do szpitala. Początkowo się nie przejąłem, bo to nie był pierwszy raz, a babcia zawsze wracała do domu. Ale intuicja mi podpowiadała, że tym razem będzie inaczej. Poczułem napięcie, któremu musiałem dać ujście. Nie pomagały zwykłe prace domowe. Gdy przyszła do mnie myśl, że Zośka jednak umrze, pomyślałem, że chcę się z nią pożegnać. Tylko że ja byłem w Warszawie, a ona w górach. Zacząłem więc pisać tekst piosenki, rejestrować wokale. To mi pozwoliło zbudować harmonię tego dnia, dało poczucie spokoju. Wtedy dostałem wiadomość, że babcia odeszła. Postanowiłem, że piosenka dokładnie w takiej formie znajdzie się na płycie. Chciałem zatrzymać emocje, jakie mi wtedy towarzyszyły.

A jeśli ktoś przy tym utworze będzie na przykład obierał ziemniaki?

To nic, ja sam to robię. Na początku był dla mnie jak marsz żałobny, ale z czasem nabrał lekkości i dzisiaj uśmiecham się do tej piosenki, żartując sobie z Zośki. 

Najbliżsi ją usłyszeli?

I okazało się, że była niezwykle ważna dla mojego taty i dla jego rodzeństwa. 

Babcia była dla Ciebie bardzo ważną osobą?

Dzieciństwo spędziłem z kuzynką na jej podwórku. Jej dom miał drzwi otwarte dla każdego. Nikt nie musiał się zapowiadać, można było tak po prostu wpaść w odwiedziny, nie trzeba było niczego pilnować. Ludzie, nawet obcy, wchodzili do niej i zostawali. Jej dom był pełen życzliwości, zapachów i jakiejś lekkości. I pełen akceptacji. A ja jako młody człowiek byłem dosyć ekspresyjny. Nawet ostatnio mama mi to przypomniała, że nieraz się wstydu przeze mnie najadła (śmiech). Ale nigdy nie powiedziała mi, że powinienem się zmienić. Moja rodzina i koledzy w pełni mnie akceptowali. Gdy szedłem do liceum, okazało się, że będę w jednej klasie z kolesiami, których się bałem. Nie tylko zresztą ja. Myślałem, że będę miał przechlapane, ale po miesiącu już byliśmy zakolegowani, a oni później stawali w mojej obronie, gdy ktoś próbował mnie zaczepić.

[...]

CZYTAJ RÓWNIEŻ: TYLKO W VIVIE! Marcin Ziółko cudem uniknął śmierci, dziś otwarcie mówi o dramatycznym wypadku. Jego wyznanie porusza do głębi