Reklama

„Dokładnie rok temu na urodzinach, Asia wyglądała ślicznie! Był tort, byliśmy szczęśliwi, że jesteśmy razem. Patrzyliśmy na Asię z ogromną miłością, a ona odwzajemniała te spojrzenia z czułością. Wierzyliśmy wciąż w dobre zakończenie tej historii” – mówi w rozmowie z VIVA.pl Marzena Rogalska. Z okazji 60. rocznicy urodzin Joanny Kołaczkowskiej dziennikarka opowiada o kulisach swojej wieloletniej przyjaźni z ukochaną przez Polaków artystką. Specjalnego wywiadu udzielili nam też Dariusz Kamys, Tomasz Majer i Łukasz Pietsch, czyli członkowie Kabaretu Hrabi.

Czytaj także: Joanna Kołaczkowska skończyłaby dziś 60 lat. Wzruszający wpis Kabaretu Hrabi chwyta za serce. "Uczymy się na nowo..."

– Jak się poznałyście ?

Marzena Rogalska: Poznałam Aśkę, kiedy byłam jeszcze w liceum, a ona już wtedy występowała na FAMIE w Świnoujściu. Pamiętam to doskonale. To było prawdziwe objawienie! Kiedy oglądało się ją na scenie, już wtedy, w 1989 roku, miało się poczucie, że jest się świadkiem narodzin gwiazdy, że właśnie pojawił się żywy diament. I oczywiście nie tylko ja miałam takie wrażenie.

Przy okazji tej rocznicy urodzin nie mogę nie wspomnieć, że w pewnym sensie zawdzięczam jej swój życiowy zwrot. Razem z Adamem Nowakiem z zespołu Raz Dwa Trzy przekonywali mnie, żebym dała sobie spokój ze szkołą teatralną, o której marzyłam. Mówili: „Daj spokój, po co znowu zdajesz po dwóch nieudanych próbach? Przyjdź do nas, studiuj tutaj, w Zielonej Górze. Byle dostać akademik i będziesz z nami działać artystycznie”. Byli już wtedy studentami słynnej pedagogiki kulturalno-oświatowej. Tak naprawdę studiowało się tam trochę przy okazji. Ważniejsze było życie studenckie, twórcze spotkania i to, że nieustannie coś się działo. Długo nie musieli mnie namawiać i nigdy tej decyzji nie żałowałam. To był dla mnie fenomenalny czas.

Występowałam z nimi w różnych projektach w kultowym klubie Gęba, jeździliśmy też na FAMĘ. Miałam również wielką przyjemność stanąć z nią na scenie u progu mojego dorosłego życia, w spektaklu „Love, Love” napisanym przez Władka Sikorę. Asia grała złą siostrę, ja Kopciuszka i właśnie tam po raz pierwszy padł słynny dialog: „Kopciuszek, chcesz czekolady? – Chcę! – To se kup!”. Smakowaliśmy wtedy dorosłość, ale przede wszystkim żyliśmy naszym szalonym, artystycznym życiem. Na FAMIE potrafiliśmy całe noce przesiedzieć na plaży. Władek grał na gitarze, śpiewaliśmy, wygłupialiśmy się, rozmawialiśmy do świtu. To były przecudowne chwile.

Joanna Kołaczkowska i Marzena Rogalska na słynnej FAMIE w Świnoujściu, początek lat 90.
Joanna Kołaczkowska i Marzena Rogalska na słynnej FAMIE w Świnoujściu, początek lat 90. fot. archiwum prywatne

Później pocieszała mnie, kiedy miałam złamane serce. I już zawsze była obecna w moim dorosłym życiu – czasem bliżej, czasem trochę dalej, ale zawsze. Jej życzliwość i dobroć były wręcz porażające. Każdy, kto znał ją choć odrobinę, wiedział, że była gotowa pomóc każdemu, nawet kosztem samej siebie. Zawsze zapraszała mnie na swoje spektakle i do dziś nie mogę sobie darować, że przegapiłam „Hrabinę Pączek”. Zadzwoniłam do niej i mówię: „Jezu, nie mogę sobie wybaczyć, że grałaś w Romie, a ja się zgapiłam i nie przyszłam”. A ona na to: „Makaron, nie martw się. To wszystko dlatego, że ja ci nie przypomniałam”. Bo ona miała taki zwyczaj. Zawsze mówiła: „Jeszcze zadzwonię i przypomnę”. I rzeczywiście dzień lub dwa przed spektaklem przychodził SMS: „To co, będziesz?” To jest właśnie jej kwintesencja.

Pamiętam też, jak nasz wspólny trener Adrian opowiadał, że oddała swoje łóżko pani, która pomagała jej sprzątać, a sama przez długi czas spała na materacu. To była cała ona. Była po prostu niesamowicie życzliwa. A kiedy się spotykałyśmy, rozmawiałyśmy naprawdę – bez pozy, bez udawania, bez najmniejszej ściemy.

– Z twoich opowieści wynika, że Asia na scenie i Asia prywatnie to były dwie zupełnie różne osoby?

Myślę, że do końca nie zdawała sobie sprawy z tego, jakie robi wrażenie na ludziach. Była osobą, która nie chciała nikomu sprawiać kłopotu i trochę nie umiała odnaleźć się wobec tak ogromnej sympatii i uwielbienia. W naszym ostatnim wywiadzie opowiadała mi, że pewna kobieta tak podekscytowała się na jej widok, że po prostu pocałowała ją w usta. Mówiła też, że dopiero uczy się delikatnie stawiać granice i potrafi powiedzieć: „Ja już. Już wystarczy autografów i zdjęć”.

Wiem, że było jej miło, kiedy wybitni aktorzy gratulowali jej talentu, ale jednocześnie do końca nie umiała przyjmować komplementów. To ją naprawdę onieśmielało. Miałam jednak poczucie, że ta prywatna, nieśmiała strona jej osobowości zaczynała wreszcie nabierać tej pewności, którą od zawsze miała na scenie. I miałam też wrażenie, że ten ogromny talent, którego tyle dowodów zostało w sieci, miał mieć kolejną spektakularną odsłonę. Była w niezwykłym twórczym gazie. Wydawało się, że właśnie teraz będziemy świadkami prawdziwej eksplozji jej możliwości.

– Jak wspominasz jej ostatnie urodziny?

Dokładnie rok temu wyglądała przepięknie. Pamiętam zachwyt jej siostry Agnieszki, która mówiła: „Zobacz, jak ślicznie wygląda!” Miała granatową sukienkę i granatową opaskę we włosach. Była w niezłej formie. Śpiewaliśmy jej: „Asiu, Asiu, taka jesteś śliczna, kupię tobie kwiaty na tę okoliczność…” parafrazując słynny Potemowy przebój „Kocham Hanię”.. Był tort, byliśmy szczęśliwi, że jesteśmy razem. Patrzyliśmy na Asię z ogromną miłością, a ona odwzajemniała te spojrzenia z czułością. To było niezwykle ciepłe, radosne spotkanie. Wierzyliśmy wciąż w dobre zakończenie tej historii. A potem, dosłownie kilka dni później, zaczęło być bardzo źle.

Kiedy dziś myślę o Asi, wraca do mnie jeszcze jedna rzecz – dla niej naprawdę nic nie było problemem. Kiedyś chciałam zrobić niespodziankę mojemu przyjacielowi. Zaprosiłam go na spektakl Kabaretu Hrabi, a potem zabrałam za kulisy, żeby ją poznał. Nie miało znaczenia, że była zmęczona i następnego dnia ruszała dalej w trasę. Myślę, że takich próśb Asia dostawała setki. A jednak, nawet kiedy była chora, jeśli coś komuś obiecała, po prostu to robiła. Zawsze stawiała innych na pierwszym miejscu. To było niezwykłe.

Miała przyjaciół w każdym zakątku Polski. Jak potrafiła utrzymać te wszystkie relacje, pamiętać o ludziach i troszczyć się o nich mimo swojego nieustannego biegu – pozostaje dla mnie tajemnicą i zjawiskiem, które nie przestaje budzić mojego podziwu. Ostatnio rozmawiałam o tym z Szymonem Majewskim. Powiedziałam mu, że jej odejście zachwiało moim poczuciem sensu. To, że została nam zabrana tak szybko, do dziś wydaje mi się czymś niezrozumiałym i bezsensownym.

I naprawdę pół gospodarstwa bym oddała, żeby zrobić jej ulubioną kombuchę o smaku mango i jeszcze raz do niej zadzwonić. Widzę ją, jak wpada do mojego domu, w pośpiechu zrzuca płaszcz – zawsze tak robiła. Trochę jak Miranda z „Diabeł ubiera się u Prady”. Wchodziła, szybki ruch ręką i płaszcz albo kurtka lądowały na podłodze. Potem siadała na kanapie i od progu mówiła, że strasznie się spieszy, bo ma milion spraw. Tak bardzo chciałabym do niej zadzwonić i jeszcze raz powiedzieć: „Mam dla ciebie kombuchę” i usłyszeć jej radosny głos. I za każdym razem pytała: „Ale serio cała butelka dla mnie? Rozczulała mnie tym. A serce rozmiękczał jej zachwyt nad czymś małym i zwyczajnym. Cała Aśka…

Joanna Kołaczkowska i Marzena Rogalska chodziły razem na siłownię i miały nawet wspólnego trenera
Joanna Kołaczkowska i Marzena Rogalska chodziły razem na siłownię i miały nawet wspólnego trenera Fot. archiwum prywatne

Czytaj także: Kabaret Hrabi nagrał piosenkę o Joannie Kołaczkowskiej. „Tu się o tobie mówi stale, tak jakbyś nie zginęła stąd”

"Asia jest wciąż obecna". Dariusz Kamys, Tomasz Majer i Łukasz Pietsch z Kabaretu Hrabi wspominają Joannę Kołaczkowską.

– Dzisiaj, 22 czerwca, Joanna Kołaczkowska obchodziłaby 60.urodziny. Wiem, że jeszcze rok temu świętowaliście wspólnie z Joasią Jej ostatnie urodziny.

Dariusz Kamys: Nikt z nas wówczas nie myślał, że to mogą być ostatnie urodziny. No kto, jak kto, ale nie Aśka Kołaczkowska! Kobieta, człowiek, artystka. Tylu ludzi się za nią modliło, wysyłało dobrą energię, trzymało kciuki. Rok temu, było tak wielkie poruszenie całego społeczeństwa. Wykorzystywaliśmy wszystkie dostępne metody, żeby jej pomóc i bardzo wierzyliśmy, że Aśka z tego wyjdzie. Wierzyliśmy do końca. Nadzieja umiera ostatnia i to jest prawda.

Tomasz Majer: Mieliśmy nadzieję, że to jest tylko zły sen, że za chwilę się obudzimy i to wszystko minie, że Asia będzie zdrowa. Zresztą do dzisiaj tkwimy w takim dziwnym stanie. Nie tylko my. Wielu ludzi mówi nam, że po prostu wydaje im się, że Asia gdzieś wyjechała. Ciągle nie możemy się pogodzić z jej odejściem.

– Tak. Ja też zauważyłam, że wiele osób, które były z Asią blisko i się z nią przyjaźniły, tak jak wy, nie mówi o niej w ogóle w czasie przeszłym.

Dariusz Kamys: Bo to absurd! Ale powiem szczerze, mam poczucie, że Asia jest wciąż obecna. Cały czas wyświetlają mi się filmiki z nią w internecie, cały czas słyszę jej głos, słyszę jej śmiech. Przychodzi też do mnie w snach. Ostatnio miałem taki sen przecudny. Śniło mi się, że ją spotkałem tak normalnie na ulicy i pomyślałem: "Jezu, Aśka!". I zdałem sobie sprawę, że to wszystko, co do tej pory się wydarzyło, to jest fikcja, że Aśka przecież tutaj żyje. To był dla mnie niesamowicie szczęśliwy moment. Aśka nie lubiła specjalnie bliskiego przytulania, ale w tym śnie mi pozwoliła i ją po prostu dorwałem i przytuliłem bardzo, bardzo mocno z tej radości.

Tomasz Majer: Ja też zapisuję moje sny z Aśką. Mam już pięć. I w każdym z tych snów, jest jej dobrze, nie cierpi i jest uśmiechnięta. A ja czuję wielką wdzięczność za to, że mogłem z nią być, spędzać czas i z niej czerpać, z jej dobroci i z jej talentu.

Kabaret Hrabi podczas występu na XII Trybunałach Kabaretowych w 2014 roku
Kabaret Hrabi podczas występu na XII Trybunałach Kabaretowych w 2014 roku Fot. Adam Staskiewicz / East News

– A powiedzcie proszę, czego wam najbardziej brakuje?

Dariusz Kamys: Trudno to ująć, bo to było 40 lat wspólnej pracy. Znamy się troszeczkę dłużej. Aśka była drugą kobietą, po mojej żonie, z którą miałem największy kontakt. Razem pracowaliśmy w kabarecie Potem. Właściwie, my żyliśmy kabaretem, bo i ona, i ja byliśmy zapaleńcami, pasjonatami. I tak samo w Kabarecie Hrabi, którego markę zbudowaliśmy od podstaw. Brakuje mi po prostu jej, a chyba najbardziej brakuje mi jej śmiechu. Bo Aśka miała niesamowicie zaraźliwy, szczery, spontaniczny śmiech, który naprawdę dawał satysfakcję, a jeżeli jeszcze samemu było się powodem tego jej śmiechu, to naprawdę dawało człowiekowi niezwykłe zadowolenie, że udało mu się rozśmieszyć Kołaczkowską.

Łukasz Pietsch: Ciężko jest wracać do tych samych garderób, po których się razem włóczyliśmy przez tyle lat. Ciężko jest, że nie możemy już wymienić poglądów na różne aktualne tematy. Niestety, mnie się Asia jeszcze nie przyśniła, ale mam takie poczucie, że jej artystyczny Duch unosi się cały czas nad nami i to jest odczuwalne. I myślę, że jest zadowolona, że działamy dalej i że w pewnym sensie daje nam na to zgodę, że mamy jej błogosławieństwo.

Zobacz także: Adrianna Borek zdradziła, jaka Joanna Kołaczkowska była prywatnie. Ten szczegół mówi wszystko

Dariusz Kamys: Ja też czuję jej obecność i czuję wsparcie. Naprawdę, wydaje mi się, że gdziekolwiek ona jest, wspiera nas i na pewno nam kibicuje i cieszy się, że dajemy radę.

Tomasz Majer: Mi brakuje przyjaciółki i sąsiadki, bo dosłownie za minutę będę przyjeżdżał koło jej domu i za każdym razem jak przyjeżdżam, jest mi smutno, jest mi ciężko na sercu. Razem z Aśką jeździliśmy w trasy, umawialiśmy się, spędzaliśmy ze sobą mnóstwo czasu w drodze. Brakuje mi po prostu towarzyszki do rozmów. To nie jest też tak, że my cały czas spędzaliśmy wspólnie. Szanowaliśmy swój odpoczynek, swoją regenerację między trasami. To nie jest tak, że ja przesiadywałem u Aśki, ale zawsze wiedziałem, że ona jest. I ona wiedziała, że ja jestem i może na mnie liczyć, jeżeli trzeba jej w czymś pomóc.

– Chciałam was jeszcze zapytać o taką historię. Ponad rok temu, w marcu albo w lutym, Asia Kołaczkowska była gościem u Marzeny Rogalskiej w programie w Radiu Złote Przeboje. Poruszyła tam wątek waszych rozmów o śmierci, że wy ciągle o tym mówicie i zastanawiacie się, kto pierwszy odejdzie. Naprawdę tak było?

Łukasz Pietsch: Tak, pamiętny wywiad. Ale oczywiście nie jest tak, że ciągle o tym gadaliśmy. Zdarzało nam się, bo my rozmawialiśmy po prostu o wszystkim.

Tomasz Majer: Tak, to znaczy, nie baliśmy się tego tematu.

Łukasz Pietsch: Tak i często na przykład planowaliśmy, jak i co będziemy grać, gdy będziemy 15 lat starsi, że będziemy wtedy mieli stałą scenę w Warszawie, będziemy grali nasze stare programy, raz w miesiącu przez weekend i ludzie będą przyjeżdżać do nas. Natomiast rzeczywiście, tak sobie czasem żartobliwie nawet, wymyślaliśmy, kogo kim można by tu zastąpić? No i zawsze, jak dochodziliśmy do Aśki, to okazywało się, że Jej się nie da nikim zastąpić.

Tomasz Majer: Nie było pomysłu.

Dariusz Kamys: No nie było pomysłu. Natomiast my dużo rozmawialiśmy też o przyszłości i o pewnych zabezpieczeniach, co by było, gdyby faktycznie ktoś z nas odszedł. To, że tak szybko wróciliśmy na scenę, jest wynikiem tego, że my to mieliśmy już wcześniej przegadane. Nie mieliśmy żadnych dylematów moralnych, czy to już wypada wracać. Nasza umowa jest taka, że jeżeli ktoś odchodzi, to pozostali dalej ciągną tę firmę Kabaret Hrabi i tutaj nie było wątpliwości.

Łukasz Pietsch: Aczkolwiek ja miałem takie półtora miesiąca totalnego zwątpienia. Jeszcze jak Asia chorowała i też chwilę po śmierci, nie wyobrażałem sobie dalej grać. Bo to był przecież nasz oryginalny skład Kabaretu Hrabi, to był mój pierwszy i jedyny kabaret. I nawet powiedziałem Kamolowi, że na chwilę obecną ja sobie nie wyobrażam dalej grać.

Dariusz Kamys: Tak było. Zadzwoniłem do Lopeza z informacją, że działamy dalej, a on faktycznie miał bardzo dużo wątpliwości, ale na szczęście w końcu udało mi się go przywrócić kabaretowi, bo to byłaby niepowetowana strata. Na szczęście Tomek nie był tak oporny.

Kabaret Hrabi
Kabaret Hrabi Fot. TVP/PAP/Ireneusz Sobieszczuk

– Powiedzcie mi proszę, jak Asia Kołaczkowska chciałaby być zapamiętana przez ludzi?

Łukasz Pietsch: Tak jak jest.

Dariusz Kamys: Wydaje mi się, że to wszystko idzie w dobrym kierunku, jak obserwujemy. Jest taka grupa fanów na Facebooku i to jak ci ludzie ją wspominają, jak ją kochają, jak tęsknią za nią… Tęsknią nie jak za artystą, tylko tęsknią jak za kimś bliskim, kimś z rodziny. Aśka miała ten niesamowity dar i była taką osobą, że ludzie ją traktowali, nawet nie znając jej osobiście, jak kogoś tak bliskiego jak członka rodziny. Na pewno też chciałaby, żeby zapamiętać ją i jej sztukę, ją jako artystkę, bo sztuka była dla niej szalenie ważna i żeby też pamiętać, kim ona była dla sztuki i dla kabaretu. A była po prostu absolutnie wyjątkowa.

Łukasz Pietsch: Myślę, że Asia ciężko sobie zapracowała całym swoim życiem, że ludzie ją tak pokochali. Nie znam drugiej takiej osoby, której odejście byłoby komentowane w sposób tak jednoznaczny i pamięć o niej byłaby tak jednoznaczna, bez żadnego podziału na wy – my, na tacy – owacy. Po prostu odszedł ktoś, kto był bliski wszystkim i nawet jeśli ktoś jej nie znał, to też złego słowa nie jest w stanie powiedzieć, no bo skąd?

Dariusz Kamys: To właśnie jest niesamowite, że ja nie spotkałem w ogóle żadnego negatywnego komentarza w kontekście Aśki, bo po prostu no trudno byłoby się o cokolwiek do niej przyczepić. Jeżeli już, to tylko podziwiać.

Tomasz Majer: Asia była osobą, która czerpała wielką przyjemność z rozśmieszania ludzi. I ona po prostu urodziła się wspaniałą, cudowną artystką kabaretową. Z ogromną charyzmą i cudowną aurą, którą ludzie kochali, kochają i będą kochać. Jeszcze bardzo długo.

Piękna puenta. Bardzo wam dziękuję za rozmowę.

Joanna Kołaczkowska
Joanna Kołaczkowska Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...