Arkadiusz Jakubik ma ma koncie mnóstwo pamiętnych kreacji, ale nigdy nie zagrał postaci historycznej. Pierwszą taką rolą jest właśnie postać Jacka Kuronia w „Naszej rewolucji”. Ale ten film jest dla niego ważny z jeszcze jednego powodu. Na planie pracował ze swoim synem Jakubem. To też było dla niego wyznanie, bo jeszcze kilka lat temu mówił, że nie chce, aby ich synowie poszli w jego ślady. "Cały czas dzwonią do mnie producenci i pytają, czy przywiozę ich na casting, ale ja mówię "nie". Chcę, żeby sami podjęli decyzję, co będą robić w życiu. Poza tym nie chciałbym, żeby przeżywali te same frustracje co ja - spotkam, albo nie spotkam na swoim życiu tego właściwego reżysera" - wyznał w jednym z wywiadów. Jan posłuchał rad taty i nie został aktorem. Ale Jakub od niedawna gra w filmach. Teraz spotkali się razem na planie „Naszej rewolucji”. Jak im się pracowało? Czy granie postaci, które zna cała Polska, było trudne? Tylko u nas rozmowa z Arkadiuszem i Jakubem Jakubikami

WIDEO…

player placeholder

Jeśli dobrze sprawdziłam, Jacek Kuroń jest pierwszą postacią historyczną, którą grasz. I to taka postać, którą wszyscy pamiętamy. Czy to było duże obciążenie?  

Arkadiusz Jakubik: Absolutnie! Ja nigdy chyba nie byłem tak zestresowany i nigdy nie czułem tak ogromnego ciężaru na swoich plecach, jak w przypadku zmierzenia się z postacią Jacka Kuronia. To jest nieprawdopodobna odpowiedzialność, ponieważ wszyscy wiedzą, kim był Jacek Kuroń. Przynajmniej z mojego pokolenia. To jest jeden z tych niewielu autorytetów. Mam taki plan, że kiedy już się skończy ten szum wokół filmu, to powieszę sobie na lodówce zdjęcie Jacka Kuronia z cytatem: "Człowiek jest najważniejszy". Bo on przez całe życie walczył o tych najsłabszych. 

Zobacz także:

A jak ci się to udało ten ciężar zrzucić przed wejściem na plan?  

Pięć lat czekałem na rozpoczęcie zdjęć. Były różne perturbacje. Poprzednia władza też nie za bardzo sprzyjała temu projektowi. Ale w końcu, po pięciu latach czekania, udało się. A ja do samego końca, wierz mi, nie wiedziałem, jak mam ugryźć tego Jacka. Bo wiadomo, on był tak charakterystyczną postacią - jego sposób mówienia, ten zachrypnięty głos, jego gestykulacja, ekspresja. Pamiętam, spędziłem miesiące na tym, żeby wejść właśnie w tę charakterystyczność Jacka. I do samego końca nie wiedziałem, czy postawić na tę charakterystyczność Jacka, czy też postawić na emocje człowieka. Nagrywałem siebie naśladującego Jacka, i w końcu przed zdjęciami podjąłem decyzję, że jednak muszę pójść za swoją intuicją, nie tyle aktorską, ale intuicją widza, normalnego człowieka, gościa, który idzie do kina i chce zobaczyć na ekranie aktora, człowieka, który niesie ze sobą prawdziwe emocje, że muszę mu wierzyć na 100 procent. Oczywiście, postawiłem na papierosy, umówiliśmy się z reżyserem, że w każdej scenie palę fajki. Może będą trzy sceny, kiedy tego papierosa nie będzie. Postawiłem też na jakąś gestykulację, na kilka charakterystycznych gestów, sposób chodzenia. 

Arkadiusz Jakubik Jakub Jakubik
Marcin Gadomski/AKPA

Czy to była Twoja pierwsza współpraca ze starszym synem Jakubem? Czy dawałeś mu jakieś rady, czy wręcz przeciwnie? W dodatku gracie ojca Jacka i syna Maćka Kuroniów.  

Z Kubą na szczęście spotkaliśmy się już parę razy na planie. Nie jest aktorem z wykształcenia. Kuba skończył scenariopisarstwo i reżyserię, i ostatnio zaprosił mnie, moją żonę Agnieszkę i brata Janka do swojego filmu dyplomowego pod tytułem „Archiwum Rodzinnego Końca Świata”, gdzie też sam zagrał. Kuba ma aktorskie predyspozycje i ja widzę, jak on pracuje. Nie musiałem mu dawać żadnych uwag. On się wkręca w swojego bohatera, robi to na 100 procent. Jest mega skupiony, ponieważ ma też taką wiedzę, stojąc po drugiej stronie barykady, za kamerą, jako reżyser i widzi, jak aktorzy przygotowują się do roli. Oczywiście, jako ojciec tak łypałem tam okiem, kiedy Kuba miał swoją scenę, a ja akurat miałem chwilę wolnego, to oczywiście patrzyłem na podglądzie i tylko trzymałem kciuki i mówiłem sam do siebie: „Dobrze, synek, dobrze, tak jest! Musisz pójść na stówę, musisz przeżywać to na 100 procent.” 

Co czuje syn, gdy słyszy takie słowa ojca?

Jakub Jakubik: Bardzo mi miło, ale ja jednak jestem zdania, że warto jest na pewno skończyć szkołę aktorską, bo ona bardzo dużo daje, a ja jej nie skończyłem. Wcześniej udało mi się zagrać wcześniej w kilku krótkich metrażach, ale traktowałem to jako rodzaj przygody, bo na co dzień zajmuję się scenariuszami i reżyserią. 

A co spowodowało, że zdecydowałeś się zagrać Macieja Kuronia? Bo to jest jednak duża rola i to jeszcze osoby publicznej, którą wszyscy znają i kojarzą. 

Po pierwsze, bardzo podobała mi się ta rola i pomyślałem nawet o tym, że Maciek Kuroń jest tak ciekawą postacią, że można by było zrobić o nim drugi film. Ja też wiedziałem, kim jest Maciej Kuroń, przed tym, jak mnie Piotrek Domalewski zapytał o to, czy ja w ogóle chcę wziąć udział w castingu do tej roli.   

I już na etapie twojego castingu było wiadomo, kto zagra rolę Jacka Kuronia?  

Tak. Cała obsada była dobierana do mojego ojca. 

I to nie było obciążenie dla Ciebie? 

Wtedy byliśmy na świeżo po zdjęciach do mojego filmu „Archiwum rodzinnego Końca Świata”. Myśmy dopiero co ze sobą pracowaliśmy. Więc przez to było mi łatwiej tę decyzję podjąć.  

Jak ty odbierasz tę postać Maćka Kuronia? Bo on jest w tej rodzinie gdzieś zupełnie w cieniu.  

Tak, też mam takie wrażenie, że aż mi go było szkoda było, ale to nie jest film o Maćku, tylko o jego rodzicach. Wydaje mi się, że sensowną i fajną sceną jest moment, kiedy my się przytulamy, w szpitalu. Jakoś tak sobie to wymyśliłem w głowie emocjonalnie, że ja mu wtedy wybaczam wszystko.  

Jakub Jakubik, Arkadiusz Jakubik
Anita Walczewska/East News