Mało kto wie, skąd wziął się pseudonim Zigy Iva. Marcin Ziółko zrobił to dla swoich rodziców. TYLKO W VIVIE! ujawnił swoje tajemnice
Mało kto wie, skąd wziął się pseudonim Zigy Iva. Marcin Ziółko zrobił to dla swoich rodziców. TYLKO W VIVIE! ujawnił swoje tajemnice
Marcin Ziółko spełnił marzenie, które narodziło się, gdy miał 10 lat. Album „TOB” nie jest jednak dla niego tylko muzycznym projektem. To bardzo osobista opowieść o rodzinie, Muszynie i więzach krwi, a także hołd dla rodziców, których imiona ukrył w swoim pseudonimie Zigy Iva.
Marcin Ziółko miał 10 lat, gdy postanowił nagrać własną płytę. Dziś, już jako Zigy Iva, wraca do tamtego marzenia albumem „TOB”. Artysta opowiedział VIVIE!, że projekt jest mocno związany z jego rodziną, rodzinną Muszyną i najważniejszymi momentami z życia bliskich. Nawet jego pseudonim artystyczny jest hołdem dla rodziców, Zygmunta i Ewy.
WIDEO…
Marcin Ziółko marzył o własnej płycie, gdy miał 10 lat. Tak narodziło się „TOB”
[...]
Płyta, którą właśnie wydałeś, jest spełnieniem marzenia z dzieciństwa?
Tak. Miałem 10 lat, gdy postanowiłem nagrać płytę. Projekt nazwałem „Tuesday On Black” i łamanym angielskim napisałem kilka piosenek, a potem nagrałem je na komputerze przy użyciu słuchawek gamingowych z mikrofonem. Zrobiłem też do tego oprawę wizualną. Płyta „TOB”, której tytuł jest skrótem od nazwy tego projektu, to klamra i pogłaskanie po ramieniu małego mnie. Na szczęście dzisiaj potrafię zrobić to dużo lepiej. Inspiracji było wiele, ale jedną z nich była moja rodzina.
Rodzina i miejsce, z którego pochodzę, są najistotniejszymi elementami mojego rozwoju. Pochodzę z Muszyny i uwielbiam momenty, kiedy tam wracam, dostaję obiad zrobiony od serca i patrzę na góry zamiast na szklane domy, które otaczają mnie w Warszawie. To mi daje oddech i odskocznię od dorosłości. Wracam do domu i jestem po prostu synkiem, bratem, wujkiem, a nie reżyserem, operatorem czy fotografem. Moi rodzice – Zygmunt i Ewa – są dla mnie wzorem, od ich imion pochodzi mój pseudonim artystyczny Zigy Iva i jest moim hołdem dla nich. Album „TOB” jest stworzony tak, żeby każda piosenka miała odbicie w drugiej, żeby żadna nie była sama. Jest połączeniem muzyki elektronicznej z instrumentalną. Niektórzy słyszą tu inspirację Massive Attack, Placebo i innymi zespołami z lat 90. Cała płyta jest więc opowieścią o życiu moim i moich bliskich, o więzach krwi. A ponieważ lubię intensywne emocje, a muzyka jest równie ważna jak przeżycia i oprawa z nią związana, podczas odsłuchu, w mieszkaniu, w którym Andrzej Wajda kręcił film „Niewinni czarodzieje”, wyświetlałem gościom projektorem mocno powiększone zdjęcie mojej kropli krwi. Bo chodzi też o to, żeby nie zapomnieć o tym, skąd się pochodzi i co jest naprawdę w życiu ważne. Ta płyta jest zapisem ważnych momentów z życia mojej rodziny.
Niektóre z odnośników znajdujących się powyżej to linki afiliacyjne. Kliknięcie na nie pozwoli Ci bezpłatnie zapoznać się ofertą konkretnego produktu lub usługi i jednocześnie może wspomóc rozwój naszej redakcji.