Weronika Marczuk, Viva! 11/2020
Fot. Olga Majrowska
TYLKO W VIVIE!

Weronika Marczuk przeszła długą drogę, by spełnić marzenie o macierzyństwie... 

,,Urodziłam przedwcześnie, zabrakło tylko trzech, czterech tygodni, by nasze bliźniaki mogły przeżyć…"

Krystyna Pytlakowska 9 czerwca 2020 18:45
Weronika Marczuk, Viva! 11/2020
Fot. Olga Majrowska

Najpierw mi się wydawało, że na urodzenie swojego dziecka mam jeszcze czas, bo niektóre okoliczności wykluczały możliwość myślenia o ciąży. Gdy podjęłam decyzję, że nie odkładam, okazało się, że nie jest to takie proste”, mówi Weronika Marczuk. W intymnej rozmowie z Krystyną Pytlakowską, dziś dumna mama małej Ani, opowiedziała o swojej historii i staraniach o byciu mamą. Gwiazda napisała książkę „Walka o macierzyństwo”, w której znalazły się niesamowite historie kobiet, rozważania na ważne tematy. ,,To jest opowieść, ale i poradnik, odpowiada na potrzeby nie tylko kobiet pragnących dziecka, ale i mężczyzn", mówi nam Weronika Marczuk. Sama przeszła długą drogę, by spełnić marzenie o macierzyństwie...  Dziś jest szczęśliwa i zakochana w swoim dziecku. ,,To prawda, czuję się bardzo szczęśliwa i długo czekałam, żeby to poczuć", mówi nam Weronika Marczuk. Jej historia porusza. 

Weronika Marczuk w wywiadzie VIVY! o macierzyństwie 

Ty sama miałaś problem właściwie nie z zajściem w ciążę, ale z jej utrzymaniem. Przeżyłaś kilka poronień i poród jeszcze przed Anią.

Ogromny ból. Nie mieliśmy na to wpływu. Urodziłam przedwcześnie, zabrakło tylko trzech, czterech tygodni, by nasze bliźniaki mogły przeżyć… Wszystko było dobrze, cudownie się rozwijały, miały swoje imiona. Nic nie wskazywało na problemy. Nagle jednego dnia wszystko się skończyło.

Co się właściwie stało?

Błąd medyczny. Skrócenie szyjki macicy, czego nie zauważono. Nie chcę się wdawać w rozważania fizjologiczne. Wszystkie aspekty tak tej, jak i podobnych sytuacji dokładnie przedstawiam w książce, bo takie rzeczy, jak się okazuje, lepiej wiedzieć samemu. Teraz więc, kiedy przy ciąży z Anią sytuacja się powtórzyła, założono mi szew, dzięki czemu byłam w stanie szczęśliwie donosić tę ciążę. Mam gęsią skórkę. To jest smutne, bo właściwie to ja ją uratowałam. Pomna tragedii niemal zmusiłam lekarzy do sprawdzenia, czy wszystko jest w porządku. To był dokładnie ten sam okres ciąży! Planowo miałam mieć badania za ponad tydzień. Zatem miałam czekać, ale ja się uparłam.

Czułaś, że teraz Ci się uda?

Przy bliźniakach czułam, że będzie dobrze, ale nie było. Przy Ani miałam tylko nadzieję, ale lęk we mnie tkwił. Starałam się więc być ostrożna i mocno pracowałam nad sobą. Na szczęście poznałam już temat dogłębnie i trochę wzięłam stery w swoje ręce. I niechby tylko ktoś spróbował mi powiedzieć, że za bardzo się tym przejmuję i że za długo poleguję w łóżku. Prawdę mówiąc, sama nie wiem, jak to wszystko przetrwałam, bo do piątego miesiąca nie mogłam ani jeść, ani pić. Miałam mocno nasilone objawy ciążowe.

Lekarze nie mówili Ci, że mając 48 lat, za późno już na dziecko?

Lekarze uprzedzają o konsekwencjach, ale nie mogli mi odradzać, bo sami podtrzymywali mnie od siedmiu lat w tej walce, wiedzieli o mojej wytrwałości i podziwiali mój upór. Wiedzieli także, że mam dobre warunki genetyczne, dobre wyniki badań i że in vitro ma szanse powodzenia. Oczywiście trzeba się również przygotować na niepowodzenia. To jest bardzo ważne, bo jeśli mamy świadomość tego, że około 15–20 procent potwierdzonych klinicznie ciąż tak się kończy, mamy siłę, by się podnieść po stracie i próbować dalej. Nie jestem więc wyjątkiem. Kiedy spotykam się czy rozmawiam z kobietami i widzę ich cierpienie, odruchowo włącza mi się instynkt chronienia ich od bólu, bo wiem, jaki on jest potworny. Ale dzięki tej wiedzy, którą zbierałam latami, oraz dzięki fachowcom, których na szczęście też nie brakuje, doskonale wiem, że nie można za to obwiniać siebie i mieć żal do świata. Tak już jest, natura eliminuje to, co nie przetrwa i w niewielkim tylko stopniu ma na to wpływ nasze zachowanie.

Niepowodzeniem kończą się zazwyczaj słabsze ciąże, gdy dziecko mogłoby się urodzić z wadami.

To prawda, ale moje dzieci były zdrowe. Chłopiec i dziewczynka, moje kochane… mamy filmik z USG nagrany dwa dni przed porodem. Ale gdy zaczęły się skurcze, nie zdążyliśmy nawet dojechać z domu do szpitala, i odeszły wody – tak szybko się to stało.

Jesteś twarda, nie popadłaś w depresję i nie zrezygnowałaś z dalszych prób zostania matką.

Bo gdy żyjesz nie tylko dla siebie, musisz wszystko przetrwać. Mnie dużo trudnych rzeczy spotkało, ale błąd lekarza prowadzącego, można powiedzieć, „naprawił” zupełnie przypadkowy lekarz, który odbierał poród. Nie mógł uratować naszych bliźniaków, ale uratował mnie psychicznie. Po trzech dniach mojego powolnego umierania razem z dziećmi w szpitalu zaprowadził mnie do swojego gabinetu i przez ponad godzinę prowadził ze mną głęboką rozmowę. Piszę o niej bardzo dokładnie w książce. Przekonał mnie, żebym się nie poddawała, powiedział mi, jak to zrobić, i obiecał, że za rok znowu zajdę w ciążę. To jest prawdziwy lekarz.

 I tak się stało.

Po dwóch latach. Rok to było za wcześnie, wtedy akurat zmarł mój ukochany tata. Tak bardzo przeżywał, że się załamał. A ja myślałam, że po jego śmierci już się nie dźwignę.

(...)

Czujesz się tak, jakby ojciec podarował Ci Anię opieką z zaświatów.

Czuję, że moje o nim wspomnienia się mną opiekują. Doskonale wiedziałam, że to moja ostatnia szansa i że nie mogę sobie pozwolić na jakiekolwiek błędy, ale miłość nawet do tych, którzy odeszli, uskrzydla i dodaje siły.

Cały wywiad z Weroniką Marczuk w nowej VIVIE! Magazyn dostępny w sprzedaży od 10 czerwca, a także w wydaniu internetowym KLIKNIJ TUTAJ.  

Weronika Marczuk, Viva! 11/2020
Fot. Olga Majrowska

Weronika Marczuk, Viva! 11/2020, okładka
Fot. Olga Majrowska

Wideo

Urszula Dudziak pojawi się w kolejnej edycji The Voice of Poland? Zapytaliśmy!

Akcje

Polecamy

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

KLAUDIA EL DURSI: „Nie myślałam o show-biznesie. Ani o pozowaniu do »Playboya«”, mówi uczestniczka „Top Model” i prowadząca program „Hotel Paradise”. Rektor warszawskiej Akademii Teatralnej WOJCIECH MALAJKAT o przemocy i mobbingu w szkołach artystycznych i o tym, dlaczego nie został… nauczycielem w mazurskim miasteczku. KSIAŻĘ WILLIAM I KSIĄŻĘ HARRY: Koniec braterskiej miłości? Historia MIŁKI RAULIN brzmi jak bajka o odważnej dziewczynie, która dzięki marzeniom zdobyła Koronę Ziemi. W cyklu Extra – na fieście w Andaluzji.