WSPOMNIENIE

Tomasz Kalita mówił o chorobie: „Ten typ raka, na którego zachorowałem, nie jest uleczalny a jedynie zaleczalny’’

Krystyna Pytlakowska 16 stycznia 2017 23:15

Były rzecznik SLD, Tomasz Kalita, zmarł dzisiaj po wyczerpującej walce z rakiem.

Zobacz też: Tomasz Kalita nie żyje. Były rzecznik SLD zmarł w wieku 37 lat

Polityk walczył o legalizację medycznej marihuany, która może pomóc tysiącom chorych ludzi. Jak sam przyjął swoją chorobę? Co dawało mu siłę by z nią walczyć? Jak wspierała go żona Anna? O tym wszystkim Tomasz Kalita i jego żona Anna opowiedzieli w ostatnim wspólnym wywiadzie Krystynie Pytlakowskiej.

Tomasz Kalita: Mam poczucie, że coś zrobiłem nie tylko dla siebie ale i dla innych, ciężko chorujących ludzi. Cieszę się po prostu.

Anna Kalita: Tomek nigdy nie był egoistą, nie myślał tylko o sobie. A ta marihuana jest w jego chorobie bardzo potrzebna, ponieważ dzięki niej organizm łatwiej przyswaja chemię, którą on bierze cały czas…

Tomek: … i tak już zostanie do końca życia, ponieważ ten typ raka, na którego zachorowałem, nie jest uleczalny a jedynie zaleczalny.

- I pogodziłeś się już z tym?

Tomek: Nie ma sensu buntować się przeciwko czemuś, czego żaden bunt nie uleczy. Chociaż kiedy zachorowałem przez moment zastanawiałem się, czemu mnie to spotkało. Nie odebrałem tego jednak jako niesprawiedliwości losu. Myślałem tylko, co było złego w moim trybie życia.

Ania: Moi rodzice, którzy są fizykami, już odpowiedzieli ci na to pytanie. Żyłeś w ciągłym stresie, nieustannie z telefonem komórkowym przy uchu. Ile rozmów odbywałeś dziennie? Sto pięćdziesiąt? Więcej? Ale nawet, kiedy zaczęły się bóle głowy, skoki ciśnienia i osłabienie, jeszcze nie  podejrzewaliśmy tego najgorszego.

Tomasz Kalita o chorobie dowiedział się przypadkiem. Stracił przytomność gdy z kolegą jechał na Śląsk. Na szczęście nie on prowadził. Szybko przeprowadzona operacja potwierdziła, że mają do czynienia z bardzo złośliwym nowotworem. Anna i Tomasz nie załamali się. Postanowili… wziąć ślub!

Ania: To ja powiedziałem Tomkowi: „Weźmy ślub!”. Kiedy po operacji zapytał: „Czy to był oponiak?” – taką mieliśmy nadzieję - odpowiedziałam: „Glejak, ale to nie koniec świata. Jeszcze tyle rzeczy możemy zrobić, możemy wziąć ślub na przykład”. Popłakał się i mówi, że tak, że chciałby. A potem, że będzie mieć takich rodziców jak moi. Moja mama mówi do Tomka: „Syneczku, skarbie”.

Tomek: Nie pamiętam tej rozmowy, byłem wtedy jeszcze oszołomiony po narkozie. Ale potem oświadczyłem się Ani już oficjalnie.

Ania: Jeszcze leżał w szpitalu ubrany w pidżamę ,ale miał dla mnie kwiaty i pierścionek.

Tomek: Wszystko musiało być zgodnie z protokołem, choć nigdy nie byłem zwolennikiem instytucji małżeństwa, postrzegałem je raczej jako archaizm.

Ania: Ja też byłem przeciwna małżeństwu, już jako nastolatka. Przecież to nie sztuka powiedzieć: „Zawsze będę cię kochał”, gdy dwoje młodych, zdrowych ludzi wygląda jak z wycięci z żurnala. To tylko takie bajdurzenie. A potem przestają się kochać, zdradzają, rozwodzą. Można powiedzieć wszystko, ale to nie oznacza nic trwałego. Trwała powinna być miłość, a nie słowa.

Polecamy też: „Będę walczył o leczniczą marihuanę”. Dlaczego chory na nowotwór Tomasz Kalita się nie podda?

Wideo

Dziś wypada 3. rocznica ich ślubu. Oto historia miłości Agnieszki i Piotra Woźniak-Staraków

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Joanna Krupa w oczekiwaniu na córeczkę zdradza tajemnice nowego życia we troje. Anna Puślecka mówi wprost, że nie podda się chorobie, a Katarzyna Cichopek i Marcin Hakiel opowiadają nam o pokonywaniu trudności, 14 wspólnych latach i nowych wyzwaniach