Film Legiony
Fot. Materiały prasowe
VIVA! RECENZJE

Legiony to takie amerykańskie kino historyczne, na jakie nas stać

Przeczytaj naszą recenzję!

Łukasz Kaliński 20 września 2019 15:55
Film Legiony
Fot. Materiały prasowe

W pogoni za kinem patriotycznym, którym można byłoby podzielić się z całym światem, Legiony Dariusza Gajewskiego są ciekawą propozycją idącą w dobrym kierunku. Choć zdecydowanie za długie i nie tak widowiskowe, jak zapowiadałby budżet (jedna z najdroższych polskich produkcji w historii), to dają pogląd na to, jak mogłoby wyglądać takie polskie kino, gdyby wyreżyserował je Michael Bay. Legiony w kinach od 20 września.

„Legiony”. Opis fabuły

Rok 1914, wybucha Wielka Wojna. Dla będących pod rozbiorami Polaków to nadzieja na odzyskanie niepodległości. Kiedy dzielące się Polską mocarstwa skaczą sobie do oczu, uformowane zostają tytułowe Legiony Piłsudskiego, które zamierzają rzucić rękawicę carowi. „Odtąd nie ma ani Strzelców, ani Drużyniaków. Wszyscy, co tu jesteście zebrani, jesteście żołnierzami polskimi” – ogłasza Józef Piłsudski (Jan Frycz). Jednym z legionistów zostaje ułan Tadek (Bartosz Gelner) walczący do tej pory dla Drużyn Strzeleckich. Wybranką jego serca jest agentka wywiadu I Brygady, Ola (Wiktoria Wolańska). To studentka medycyny należąca do Ligi Kobiet Pogotowia Wojennego. Do oddziału dołącza też tajemniczy Józek (Sebastian Fabijański). Niepiśmienny dezerter z carskiego wojska, który za wszelką cenę chce dotrzeć do Łodzi. Przy pierwszej okazji Józek wykazuje się ponadprzeciętnym męstwem, a za udział w niebezpiecznej akcji otrzymuje pseudonim „Wieża”. Kiedy Tadek zostaje wysłany na samobójczą misję do pułku ułanów dowodzonego przez jego kuzyna Zbigniewa Dunin-Wąsowicza (Borys Szyc), Ola coraz częściej zaczyna zerkać na przystojnego Józka.

Recenzja filmu „Legiony”

Wrzesień to miesiąc, w którym do kin trafiają aż dwa filmy poświęcone polskiej walce o niepodległość. Wcześniejszy Piłsudski skupił się na tytułowej postaci przyszłego marszałka, z kolei Legiony rozpoczynają się właściwie tam, gdzie film Michała Rosy się kończy. To krakowskie Oleandry, z których 6 sierpnia I Kompania Kadrowa wyruszyła w kierunku Królestwa Polskiego.

I na tym podobieństwa właściwie się kończą. Wyreżyserowane przez Dariusza Gajewskiego Legiony to pełne patosu widowiskowe kino historyczne, w którym widać wpływ hollywoodzkiego kina podobnego gatunku. Od razu rzuca się w oczy to, że polscy twórcy nieźle odrobili amerykańską lekcję, zapożyczając tamtejsze, wypracowane przez lata wzory, do swojej produkcji. Widać to wszędzie. Począwszy od muzyki Łukasza Pieprzyka, przez typowy dla takich filmów pomarańczowy filtr, w którym rzekomo wszystko wygląda bardziej epicko, aż po scenariusz. Historia opowiedziana w Legionach jest właściwie identyczna co w Pearl Harbor Michaela Baya. To zresztą jeden z najpopularniejszych sposobów na taką fabułę. W wydarzenia historyczne wpleciony zostaje wątek miłosny, który w założeniu ma rozgrywać się na pierwszym planie. Tak było choćby w Titanicu, by nie trzymać się jedynie opowieści o wojnie. Legiony są więc najlepszą do tej próbą zrobienia „amerykańskiego kina patriotycznego” w Polsce, a zarazem filmem czerpiącym garściami z wojenno-historycznych klisz. Kiedy chłopak z dziewczyną umówią się na randkę za jakiś czas, wiadomo jak się to wszystko skończy.

Zwiastun filmu „Legiony”

Widzowie przyzwyczajeni do amerykańskiego kina, szczególnie w pierwszej połowie seansu, dostaną to, co lubią. Pod względem realizacyjnym Legiony nie mają się czego wstydzić. Widać, że sporo ujęć zostało przemyślanych w ten sposób, że nawet, gdy relatywnie nic ciekawego nie dzieje się na ekranie, to przyjemnie jest na film Gajewskiego popatrzeć. Kamera krąży wokół rozmawiających bohaterów, a w romantycznych scenach ekran rozświetlają refleksy świetlne rodem z filmów J. J. Abramsa. Z pewnością mniej ciepłych słów pod adresem filmu będą mieli ci, którzy spodziewaliby się większej lekcji historii. Autorzy jednak nie potrafili do końca zdecydować się co do tego czy opowiadają historię patriotyczną, czy o miłosnym trójkącie.

W efekcie, zgodnie z tytułem, bohaterem Legionów jest raczej bohater zbiorowy. A próba opowiedzenia o zbyt wielu wątkach na raz najczęściej nie kończy się najlepiej. Bohaterowie filmu Gajewskiego walczą o wolną Polskę i właściwie tyle wiadomo o ich wysiłku wojennym. Przemierzają urokliwe pola, wkraczają do bezimiennych miast, od czasu do czasu wysadzą (efektownie!) jakiś most bądź okopy. Nie towarzyszą temu żadne dodatkowe informacje, które poszerzyłyby wiedzę widza w temacie walk 1914-1918. Podobnie blado wypada wątek miłosny. Podstawą w sprawieniu, że romantycznym zakochanym chce się kibicować jest to, że się ich lubi. A żeby polubić bohaterów trzeba wiedzieć o nich coś więcej niż to, że Ola nie skończyła medycyny, Tadek jest kuzynem Dunin-Wąsowicza, a Józek chce do Łodzi.

Legiony to z pewnością krok w dobrą stronę. To dokładnie takie kino historyczne, na jakie nas obecnie stać. Uniwersalna opowieść osadzona w historycznym kontekście może zainteresować szersze grono odbiorców przyzwyczajonych do amerykańskich standardów, ale cierpi też na choroby polskiego kina. Pourywane wątki (szczególnie szkoda wątku z Grzegorzem Małeckim), niektóre budzące uśmiech rozwiązania fabularne i niezrozumiałe niedoróbki i niedopowiedzenia. Kusząca interesującą batalistyką, przystojnymi chłopakami i dobrym jak zawsze Mirosławem Baką. 6/10. 

Plakat filmu Legiony:

plakat filmu Legiony
Fot. materiały prasowe/Kino Świat

Wideo

Dziś wypada 3. rocznica ich ślubu. Oto historia miłości Agnieszki i Piotra Woźniak-Staraków

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Wydanie de Luxe VIVA!, a w nim: ANJA RUBIK o tym, jak się czuje w roli singielki i o planach na przyszłość. Intymna sesja KINGI KORTY z synkiem GREYSONEM i inspirująca rozmowa na temat późnego macierzyństwa. Skandalista i geniusz – ELTON JOHN. RODZINA KOKCZYŃSKICH, właścicieli Park Cafe w Konstancinie, o tym, jak stworzyć „fajne miejsce”.