Wśród niezliczonych ról filmowych i teatralnych, jakie zbudowały legendę Andrzeja Chyry, mało kto pamięta moment głębokiego zwątpienia. To był czas, gdy młody aktor – świeżo po ukończeniu Akademii Teatralnej – czuł się wypalony i rozczarowany rzeczywistością. Mimo pasji, z którą przystąpił do zawodu, przyszłość nie rysowała się jasno. Los chciał, że jedno przypadkowe spotkanie i zaledwie jedno zdanie wypowiedziane przez kolegę z uczelni na nowo ustawiło jego drogę. Chyra nie rzucił aktorstwa. Dziś mija 62 lata od jego narodzin i trudno wyobrazić sobie polskie kino bez niego.

WIDEO

player placeholder

Ikona polskiego kina: kultowe role Andrzeja Chyry

Andrzej Chyra przyszedł na świat 27 sierpnia 1964 roku w Gryfowie Śląskim. Po maturze rozpoczął studia na Wydziale Aktorskim Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie, a kilka lat później także na tamtejszym Wydziale Reżyserii. Debiutował w 1993 roku epizodem w filmie "Kolejność uczuć", ale prawdziwy przełom nastąpił kilka lat później.

Wszyscy jesteœmy Chrystusami
Fot. PAP/Afa Pixx/Krzysztof Wellman
Zobacz także:

W 1999 roku zagrał Gerarda w głośnym "Długu" Krzysztofa Krauzego – rola ta otworzyła przed nim drzwi do największych produkcji. Od tego momentu Chyra stał się symbolem intensywnego, psychologicznego aktorstwa. Zagrał m.in. w "Komorniku" (2005), gdzie wcielił się w cynicznego egzekutora długów, w "W imię…" (2013), w którym poruszył trudny temat duchowieństwa i tożsamości seksualnej, czy w "Carte Blanche" (2015), grając nauczyciela stopniowo tracącego wzrok.

Jego kreacje były wielokrotnie nagradzane. Andrzej Chyra to nie tylko aktor filmowy – regularnie gra w teatrze, m.in. na deskach Teatru Rozmaitości i Nowego Teatru, współpracując z reżyserami pokroju Krzysztofa Warlikowskiego i Grzegorza Jarzyny. Jego interpretacje sceniczne niosą tę samą intensywność, co role ekranowe.

Produkcja filmu fabularnego pt. Pieni¹dze to nie wszystko
Fot. PAP/Afa Pixx/Krzysztof Wellman

Kryzys i jedno zdanie: jak Bonaszewski przywrócił mu wiarę

Choć dziś wydaje się to nieprawdopodobne, Andrzej Chyra był o krok od porzucenia zawodu. W jednym z wywiadów aktor wyznał, że przez pierwsze lata po ukończeniu szkoły nie mógł znaleźć swojego miejsca w zawodzie. Grał epizody, brakowało mu wiary we własne możliwości, a frustracja narastała. To był czas, gdy zaczynał rozważać całkowite wycofanie się z aktorstwa.

Kluczowy moment przyszedł zupełnie niespodziewanie. Chyra natknął się na dawnego kolegę z PWST, dziś cenionego aktora teatralnego i filmowego. "Po szkole teatralnej przez wiele lat nie pracowałem jako aktor. Po prawie 10 latach spotkałem Mariusza Bonaszewskiego, który kończył rok szkoły po mnie, chociaż jest o jeden dzień starszy "— mówił niedawno w "Autentycznych rozmowach".

Aktor Mariusz Bonaszewski
Fot. PAP/Afa Pixx/Krzysztof Wellman

W krótkiej rozmowie Bonaszewski miał powiedzieć jedno zdanie, które odmieniło wszystko: "Żeby przestać być aktorem, to trzeba najpierw zacząć". Te słowa trafiły w czuły punkt – uzmysłowiły Chyrze, że nie dał sobie nawet szansy na prawdziwy start. Że jeszcze niczego nie przegrał, bo jeszcze naprawdę nie spróbował.

Był to moment, który zadziałał jak impuls. Andrzej Chyra wrócił do aktorstwa z nową siłą, postanowił dać sobie czas, szansę, cierpliwość. Kilka lat później zagrał rolę, która przeszła do historii polskiego kina.

Fot. FOTON/PAP