Za scenicznym humorem Dariusza Kamysa kryje się historia, o której mówi z ogromną czułością. Kiedy wraz z żoną dowiedzieli się, że nie mogą mieć własnych dzieci, zdecydowali się na adopcję. Dziś, po latach, artysta wraca do tamtej decyzji i nie ukrywa, że to właśnie Staś i Paula nadali jego życiu najgłębszy sens. „Wychowaliśmy dwójkę dzieciaków na świetnych ludzi” – mówi z dumą.

WIDEO

player placeholder

Dariusz Kamys i jego żona zdecydowali się na adopcję

Dariusz Kamys od lat rozśmiesza publiczność jako artysta kabaretu hrAbi, ale gdy mówi o swoim życiu prywatnym, to nie scena ani popularność wysuwają się na pierwszy plan. Najważniejszą rolą okazało się dla niego ojcostwo.

On i jego żona marzyli o dzieciach. Kiedy dowiedzieli się, że nie mogą mieć swoich pociech, zdecydowali się na adopcję. Początkowo myśleli o dziecku do lat dwóch, ale ich historia potoczyła się inaczej.

Zobacz także:

Najpierw pojawił się Staś. Chłopiec był starszy, niż zakładali, jednak szybko stało się jasne, że to właśnie on ma zostać częścią ich rodziny. Później do domu Kamysów trafiła także Paula.

Po latach Dariusz Kamys nie ma wątpliwości, jak ważna była to decyzja.

„Patrzę na mojego syna i córkę i choć nie noszą moich genów, jestem z nich dumny” – mówił w jednej z rozmów.

Staś miał sześć lat, Paula dwa i pół. Tak powiększyła się ich rodzina

W najnowszej rozmowie dla „Twojego Stylu” Dariusz Kamys wrócił do tamtych wydarzeń. Bez idealizowania przyznał, że stworzenie rodziny i wychowanie dzieci z własną, trudną historią było wielkim wyzwaniem.

„Mamy dwójkę dzieci adopcyjnych, jesteśmy z tego dumni” – powiedział.

Jak wspominał, Staś miał sześć lat, gdy do nich przyszedł, Paula dwa i pół.

Artysta nie ukrywa, że początki nie należały do łatwych.

„To było bardzo trudne, ale budujące doświadczenie. Nie pozwoliło nam zasklepić się w egoizmie, myśleniu o sobie” – wyznał w rozmowie z Agnieszką Litorowicz-Siegert.

To zdanie dobrze pokazuje, jak Dariusz Kamys patrzy dziś na ojcostwo. Nie sprowadza go wyłącznie do odpowiedzialności czy codziennych obowiązków. W jego opowieści wychowanie Stasia i Pauli stało się doświadczeniem, które zmieniło również jego samego.

Dariusz Kamys
Anita Walczewska/Dzien Dobry TVN/East News

„Najważniejsze to nigdy nie przestać kochać dziecka”

Kamys wcześniej otwarcie mówił także o trudnościach związanych z wychowaniem dzieci adopcyjnych. Bywały chwile bezradności i momenty, w których nie wiedział, co zrobić. Jednocześnie podkreślał, że nigdy nie pojawiła się myśl o wycofaniu się z podjętej decyzji.

„Najważniejsze to nigdy nie przestać kochać dziecka” – mówił.

W rodzinie ważne były poczucie bezpieczeństwa i otwarta rozmowa. Dariusz Kamys i jego żona nie ukrywali przed dziećmi prawdy o ich historii i biologicznych rodzicach.

Sam artysta podkreślał, że wychowanie dziecka z trudną przeszłością wiąże się z ogromną odpowiedzialnością.

„Wychowanie dziecka z trudną historią (a nasze dzieciaki taką mają) to wielka odpowiedzialność. Nigdy jednak nie przyszły nam do głowy myśl »co zrobiliśmy?!« albo chęć wycofania. Nigdy” – wyznał.

W jego podejściu do rodzicielstwa nie brakowało też humoru. Kamys wspominał, że żart pomagał mu rozładowywać napięcie, a sceniczne doświadczenie przydawało się także w domu.

Dzieci Dariusza Kamysa mają dziś 29 i 21 lat

Czas zrobił swoje. Staś i Paula są już dorośli. W rozmowie dla „Twojego Stylu” Dariusz Kamys powiedział, że dzieci mają dziś 29 i 21 lat i oboje wyprowadzili się już z rodzinnego domu.

Nie oznacza to jednak, że więź się rozluźniła. Wręcz przeciwnie.

„Ale wpadają do domu, wystarczy hasło: ugotowałem obiad. Są kochani, inteligentni, zabawni” – opowiadał.

Kamys z czułością wspomina też sytuacje z czasów, gdy dzieci były małe. Staś długo miał myśleć, że jego tata jest klaunem, bo wiedział, że rozśmiesza ludzi. Kiedy później zauważył, że ojciec występuje w telewizji, ani on, ani Paula nie robili z tego większej sprawy.

Humor był jednak obecny w domu od zawsze. Artysta wspominał, jak kiedyś zażartował do dziewięcioletniego Stasia: „Oto mój syn umiłowany”. Chłopiec natychmiast odpowiedział: „I jego słuchajcie!”.

Z kolei kiedy Kamys nie mógł odebrać Pauliny ze szkoły i poprosił ją, żeby wróciła autobusem, usłyszał: „Za osiem pięćdziesiąt mogę sobie życie na nowo ułożyć”. Ten żart później wykorzystał w kabarecie.

Dariusz Kamys mówi o sensie życia. „Wychowaliśmy dwójkę dzieciaków na świetnych ludzi”

Dziś, gdy dzieci są już dorosłe, Dariusz Kamys patrzy na ich wychowanie jak na jeden z najważniejszych punktów swojego życia. W najnowszym wywiadzie powiedział coś, co wyjątkowo jasno pokazuje hierarchię jego wartości.

„Nawet gdyby zawodowo wszystko się zawaliło, będziemy mieli poczucie i dowód, że nasze życie ma sens – wychowaliśmy dwójkę dzieciaków na świetnych ludzi” – wyznał.

Jego żona Agnieszka jest pielęgniarką. Razem stworzyli dom dla Stasia i Pauli, a po latach mogą obserwować, jak dzieci prowadzą już własne dorosłe życie.

Sam Kamys mówi dziś, że chciałby przede wszystkim „spokoju ducha i serca”. Czerpie go ze świadomości, że robi to, czego chce i że jest w miejscu, w którym powinien być.

Także dosłownie. Od niedawna razem z żoną mieszka w Górzykowie niedaleko Sulechowa.

„Na skarpie, z której mamy widok na Odrę i łąki zalewowe, gdzie gniazdują ptaki” – opowiadał.

W okolicy są cztery winnice, a Kamys i jego żona poznają nowych ludzi i budują sąsiedzkie relacje. To właśnie w tym miejscu artysta mówi o wewnętrznym spokoju, który – jak sam podkreśla – wpływa na całą resztę.

Popularność, sukces i zawodowe osiągnięcia pozostają częścią jego życia. Ale gdy wraca do historii swojej rodziny, jasno daje do zrozumienia, że najważniejszy bilans wygląda zupełnie inaczej: Staś i Paula są dorośli, mają własne życie, a mimo to nadal wystarczy jedno hasło o ugotowanym obiedzie, by znów pojawili się w rodzinnym domu.