Justyna Szyc-Nagłowska rzadko w tak osobisty sposób wraca do doświadczeń związanych z rozpadem rodziny. Tym razem dziennikarka, przedsiębiorczyni, autorka i producentka podcastów „Nagłowska podcasty” zrobiła wyjątek. W materiale dla „Wysokich Obcasów” opowiedziała o rozwodzie z ojcem swoich córek, emocjach towarzyszących rozstaniu oraz o tym, jak dziś wyglądają relacje jej dzieci z tatą. Nie ukrywa, że dojście do obecnego miejsca wymagało czasu.

WIDEO

player placeholder

Justyna Szyc-Nagłowska szczerze o rozwodzie. „Nie rozpadł się tylko związek”

Rozstanie rodziców często oznacza początek zupełnie nowej rzeczywistości. Justyna Szyc-Nagłowska doskonale pamięta moment, w którym sama musiała się z nią zmierzyć. Rozwód z ojcem jej córek określa jako jedno z najtrudniejszych rozstań, jakie można sobie wyobrazić.

„Kiedy rozwodziłam się z ojcem moich córek, przeszłam jedno z najtrudniejszych rozstań, jakie można sobie wyobrazić, bo nie rozpadł się tylko związek, ale cała rodzina” – wyznała w materiale dla „Wysokich Obcasów”.

Jak zauważyła, kiedy są dzieci, byli partnerzy tak naprawdę nigdy nie rozstają się do końca. Nawet jeśli przestają razem mieszkać, nadal łączy ich codzienność dzieci – szkoła, urodziny, święta, wakacje oraz decyzje, które trzeba wspólnie podejmować.

Zobacz także:

Szyc-Nagłowska nie idealizuje tego, co wydarzyło się później. Przyznała wprost, że jej i ojcu córek nie udało się stworzyć idealnych relacji. Wciąż pozostają jednak w pewnym sensie związani właśnie przez dzieci. A to, jak podkreśla, wymaga ogromnej uważności – szczególnie wtedy, gdy trzeba zdecydować, ile z emocji dorosłych powinno docierać do dzieci.

„Moje córki mają piętnaście i siedemnaście lat”. Dziś same budują relację z tatą

Z czasem sytuacja zaczęła wyglądać inaczej. Córki Justyny Szyc-Nagłowskiej dorosły i dziś coraz więcej zależy już od nich samych.

„Dzisiaj moje córki mają piętnaście i siedemnaście lat. Są już na tyle duże, że same budują relację z tatą” – przyznała.

Dla Szyc-Nagłowskiej niezwykle ważne okazało się zrozumienie jednej rzeczy: jej historia z byłym mężem i relacja córek z ich ojcem to dwie zupełnie różne sprawy. Jak sama przyznaje, przez wiele lat trudno było jej postawić pomiędzy nimi wyraźną granicę.

Dziś potrafi już powiedzieć córkom: „To jest mój były mąż. A to jest wasz tata”.

To zmieniło również jej rolę. Nie musi być pośredniczką pomiędzy dziećmi a ich ojcem. Nie chce decydować, kiedy córki mają się z nim spotykać ani mówić im, co powinny wobec niego czuć. Ich relacja należy teraz do nich.

CZYTAJ TAKŻE: Ten jeden krok wymagał od Justyny Szyc-Nagłowskiej ogromnej odwagi. Borys Szyc nie ukrywa dumy: „Jeszcze bardziej ją podziwiam”

Justyna Szyc-Nagłowska, Viva! 11/2025, Borys Szyc, Viva! 11/2025
Zdjęcia Marlena Bielinska/move

Nie chciała, żeby córki dorastały wśród napięć

Choć rozwód był dla niej wyjątkowo bolesnym doświadczeniem, z perspektywy czasu Justyna Szyc-Nagłowska nie ma wątpliwości, że podjęła dobrą decyzję. Gdy dziś myśli o sobie z tamtego okresu, widzi kobietę, która była niezwykle dzielna i zrobiła wszystko najlepiej, jak potrafiła.

W centrum tej decyzji były również dzieci.

Szyc-Nagłowska nie chciała, aby córki wychowywały się w domu, w którym dwoje ludzi żyje obok siebie, ale z każdym dniem coraz bardziej się od siebie oddala. Nie chciała też, aby obserwowały napięcia, niedopowiedzenia i różnice, których rodzicom nie udało się już przezwyciężyć.

„Dzieci uczą się miłości, patrząc na swoich rodziców, i chciałam, żeby zobaczyły również, że czasem największą odpowiedzialnością jest umieć powiedzieć «dalej razem już nie potrafimy»” – wyznała.

Rozwód nie stał się więc w jej oczach porażką. Był bolesną lekcją i jednocześnie początkiem poznawania samej siebie. Po rozstaniu zaczęła odkrywać własne granice i inaczej patrzeć na związki.

Borys ponownie pojawił się w jej życiu. Wszystko zaczęło się od zdjęcia

Kolejny rozdział przyniósł nieoczekiwany zwrot. Justyna Szyc-Nagłowska ponownie związała się z Borysem, z którym już wcześniej tworzyła parę. Przez lata spotykali się na premierach, festiwalach i wydarzeniach branżowych. Mieli wspólnych znajomych, ale – jak wspomina – nie było między nimi tęsknoty ani planów ponownego związku.

Przełom nastąpił już po jej rozstaniu. Szyc-Nagłowska po raz pierwszy wybrała się sama z córkami na wakacje nad morze. To właśnie podczas tego wyjazdu powstało zdjęcie, które później opublikowała na Facebooku.

Fotografię zobaczył Borys. Napisał do niej i zapytał, co słychać. Po jej powrocie do Warszawy odezwał się ponownie i zaproponował krótkie spotkanie w restauracji.

Szyc-Nagłowska była wtedy na rowerze z przyjaciółką. Jak wspomina, miała na sobie stare, obcięte jeansowe szorty, włosy spięte opaską i ani grama makijażu. Nie miała nawet błyszczyka.

Nie jechała na to spotkanie z myślą o odzyskaniu dawnej miłości. Była po prostu ciekawa człowieka, którego kiedyś dobrze znała. I właśnie ta ciekawość okazała się początkiem czegoś więcej.

TYLKO W VIVIE!: Justyna Szyc-Nagłowska i Borys Szyc szczerze o patchworkowej rodzinie: "Pracujemy nad tym nieustannie, bo to jest turboskomplikowane"

Patchworkowa rodzina wymagała pracy. Korzystali z terapii

Oboje mieli już dzieci i oboje byli po trudnych doświadczeniach. Nie chcieli więc niczego przyspieszać. Ich związek rozwijał się stopniowo, a wraz z nim pojawiło się kolejne wyzwanie – stworzenie patchworkowej rodziny.

„Patchwork to ogromna praca. Każde dziecko boi się zmian. Dorośli także noszą w sobie mnóstwo lęków” – podkreśliła Szyc-Nagłowska.

Samo uczucie nie wystarczyło. Musieli nauczyć się funkcjonować z doświadczeniami i historiami, które każde z nich wnosiło do nowej relacji. Korzystali z terapii, dużo rozmawiali i uczyli się zarządzać emocjami.

Dlatego gdy dziś Szyc-Nagłowska słyszy, że po prostu miała szczęście, zdecydowanie się z tym nie zgadza.

„Nam nic się nie udało, na to wszystko bardzo ciężko zapracowaliśmy” – zaznaczyła.

Jak mówi, są „od trzynastu lat razem, a siedmiu po ślubie”, na który zdecydowali się dopiero w chwili, gdy oboje poczuli gotowość na kolejny krok. Niczego nie przyspieszali.

Dziś Justyna Szyc-Nagłowska mówi o nich jako o silnej parze, ale nie przypisuje tego szczęśliwemu zbiegowi okoliczności. Jej pierwsze małżeństwo i późniejszy rozwód stały się dla niej doświadczeniem, które zmieniło sposób patrzenia na miłość, bliskość i rodzinę. Jedną z najważniejszych lekcji okazało się natomiast oddzielenie własnych emocji od więzi córek z ich ojcem. Teraz, gdy mają piętnaście i siedemnaście lat, to one same decydują, jak chcą budować relację z tatą.

Justyna Szyc-Nagłowska, Viva! 11/2025, Borys Szyc, Viva! 11/2025
Zdjęcia Marlena Bielinska/move