Była zjawiskowo piękna i idealnie zgrabna, ale też bardzo skromna, wycofana, nieśmiała. Nie była jedną z tych najpopularniejszych dziewczyn w szkole. Koleżanki z dawnych lat są w stanie opisać ją tylko trzema słowami: ładna, skromna i miła. Jej rówieśnicy mocno się zdziwili, kiedy zdobyła tytuł Miss Wrocławia, a później Miss Dolnego Śląska. Do udziału w tych konkursach i do modelingu namówiła ją matka i to ona na początku uważała się za „menadżerkę” córki, która decydowała o wszystkim i załatwiała jej wszystkie „angaże”. Kazała swojej córce polewać piersi na zmianę zimną i gorącą wodą, żeby były jędrne. Kazała wykorzystywać urodę i przyjmować tylko płatne zlecenia. Już w wieku 16 lat, Agnieszka podpisała pierwszy kontrakt z wrocławską agencją modelek KonArt.
WIDEO…
W książce Ewy Wilczyńskiej „Miss. Zabójstwo Agnieszki Kotlarskiej” tak wspomina ją wspomina dawny szef agencji modelek Roman Ziaja: „To dziecko było absolutnie piękne i do tego stonowane, spokojne, kochane, dobre. Nigdy nie marudziła, zawsze grzeczna, bardzo uprzejma. Faktem jest, że mało mówiła, była zamknięta w sobie. Myślę o niej z nostalgią, nie pamiętam żadnych rys, to dla mnie taki obraz bez skazy. Była w niej niesamowita łagodność i miała klasę. Piękny człowiek. Uroda to oczywiste, ale też wnętrze”.

Nie chciał, by wygrała, potem się w niej zakochał
Agnieszka Kotlarska rzeczywiście była bez skazy. Ale niestety, tak idealnie piękna kobieta, jak ona, zaczęła też przyciągać złe spojrzenia. Jej wieloletni stalker, absolwent informatyki, pracujący w Urzędzie Miasta, uprawiający sporty, mieszkający wciąż z rodzicami, Jerzy Lisiewski zauważa ją po raz pierwszy na pokazie mody sukni ślubnych w styczniu 1991 roku. Wydaje mu się, że Agnieszka jest aniołem. Wydaje mu się również, że ona też zwraca na niego uwagę. W gazecie znajduje informację, w której szkole się uczy się. Wielokrotnie wystaje pod budynkiem, żeby tylko ją zobaczyć. W końcu się udaje, wsiada za nią do autobusu i zagaduje: „Pozwolisz, że krasnoludek dotrzyma towarzystwa królewnie?”. Odprowadza ją do domu i od tego momentu nie przestaje o niej myśleć.
Zobacz także: Zabójca pisał do niej jako krasnoludek do królewny. Poruszająca historia Miss Polski, która zginęła z ręki stalkera
Agnieszka nie zwracała na niego uwagi. Już wtedy była bardzo zakochana w swoim przyszłym mężu, Jarosławie Świątku. Był jednym z organizatorów konkursów Miss Wrocławia i jedynym, który sprzeciwiał się, by Kotlarska wygrała, „bo przecież ona taka chuda!”. Sam spotykał się wówczas z modelką o bardzo kobiecych kształtach. Po latach nie pamiętał, czy głosował przeciw, czy wstrzymał się od głosu, ale i tak było przesądzone. Potem spędzili razem służbowo Sylwestra na wrocławskim rynku. Było zimno, Agnieszka się do niego przytuliła i tak już zostało. To była miłość jak grom z jasnego nieba. Nie mogli bez siebie żyć, chociaż na początku ukrywali swój związek. Agnieszka była przed maturą, a poza tym Jarek nie chciał, żeby ktoś jej zarzucił, że spotyka się z organizatorem regionalnego konkursu miss. Najbardziej niezadowolona z tego związku była matka Agnieszki.
19 lipca 1991 roku Agnieszka Kotlarska zostaje Miss Polski. Finał odbył się w Operze Leśnej w Sopocie, prowadził go Zygmunt Chajzer, który tak wspomina Kotlarską: „Jeśli chodzi o urodę, nie była typową kandydatką na miss. Królowały wtedy blondynki o niebieskich oczach. Ale było w niej coś niezwykłego, od pierwszego momentu miałem poczucie, że to wyjątkowa osoba. Miała w sobie spokój, dobrą aurę.”

„Cieszyła się, że wygrała konkurs, ale bez euforii, wszystko było wyważone. Wiedziała zresztą, że teraz czeka ją ciężka praca. Bardzo się koncentrowała na kolejnych zadaniach. Lubiła mieć wszystko uporządkowane” – mówił w książce Jarosław Świątek.
Pewnego wieczoru zapłakana Agnieszka niespodziewanie stanęła w drzwiach mieszkania Jarka z dwoma torbami. „Uciekłam z domu” - powiedziała. Tego dnia matka z dumą poinformowała ją, że „załatwiła” jej sponsora z Gdyni. Bogaty, żonaty mężczyzna z dzieckiem, szukał kochanki na stałe. Zapewniał mieszkanie nad brzegiem morza i utrzymanie. Matka naciskała, żeby córka przyjęła taką „wspaniałą propozycję” i nie mogła zrozumieć, że Agnieszka nie chce, że kocha Jarka.
Niedługo po wygraniu tytułu Miss Polski Kotlarska wyrusza na podbój Tokio na konkurs Miss International. Rozmowy telefoniczne Jarka i Agnieszki z Japonią kosztowały tyle, co maluch! Niespodziewanie dla niej samej, została Miss International. Wygrała piękną koronę z perłami i 15 tys. dolarów.

Dla córeczki wróciła do Polski. Wtedy znów pojawił się on
Po zwycięstwie wróciła do Wrocławia, ale tylko na chwilę. Potem po raz pierwszy w poleciała do Nowego Jorku. Podpisała kontrakt z agencją modelek i zaczęła zarabiać naprawdę wielkie pieniądze. Została twarzą kolekcji Ralpha Laurena, reklamowała ubrania Versace, Armaniego, D&G, Calvina Kleina, Oscara de la Renty – same najsłynniejsze domy mody lat 90. Latałą na sesje do Paryża, Mediolanu, Londynu, Osaki, Casablanki. Pozowała dla „Vogue”. Później została twarzą Estee Lauder. Jarek robił wszystko, żeby dołączyć do niej w Nowym Jorku. W końcu się udało. Wynajęli tam pierwsze wspólne mieszkanie. Ona cały czas pracowała, on gotował, sprzątał, prał i był jej prywatnym kierowcą. A Agnieszka kochała dobre i szybkie samochody. I miała niezłą kolekcję! Najbardziej lubiła białego cadillaca i pontiaca firebird. W USA zarabiała dziennie tyle, ile wynosiła średnia roczna pensja w Polsce.
W 1993 roku wzięli ślub w ratuszu w Nowym Jorku. Agnieszka była już w ciąży. Zdecydowała jednak, że chce urodzić dziecko w Polsce. Wtedy wrócili do ich rodzinnego Wrocławia. Przez dwa ostatnie miesiące ona musiała leżeć w szpitalu. 12 grudnia 1993 roku urodziła jedyną córeczkę Patrycję.

O tym, że Kotlarska wróciła do Polski szybko dowiedział się Lisiewski. I znowu zaczęły się głuche telefony. Nie zapomniał o niej i cały czas śledził jej karierę. Agnieszka bała się go, ale nigdy nie zgłosiła tej sprawy na policję. Wówczas, na początku lat 90., pojęcie stalkingu nie istniało.
Po porodzie Agnieszka chciała jak najszybciej wrócić do pracy. Może nie tyle chciała, ile musiała. Budowa ich wspólnego domu we Wrocławiu pochłaniałą ogromne koszty. W marcu 1994 roku, trzy i pół miesiąca po porodzie, poleciała do Nowego Jorku na kolejne zlecenia. I tak żyła przez dwa lata - ciągle w podróży, na sesje i pokazy. W pewnym momencie Kotlarska miała już serdecznie dosyć ciągłych lotów do USA, a poza tym chciała jak najwięcej czasu spędzać z córeczką. Postanowiła zacząć karierę w Polsce. Reklamowała czekoladki Dove, szampon Pantene Pro-V, dostała rolę w serialu „Pokój 107” u boku Bożeny Dykiel, Anny Seniuk, Marka Kondrata.
Wróżka odradziła jej lot. Tak oszukała przeznaczenie
W lipcu 1996 roku dostała lukratywną propozycję sesji w Paryżu. Ale musiałaby najpierw polecieć do Nowego Jorku, żeby stamtąd lecieć razem z całą ekipą. Nie miała na to siły. Mąż zaproponował jej, żeby poleciała bezpośrednio z Wrocławia do Paryża. Akurat siedzieli u nich znajomi, wśród nich była wróżka, która powiedziała jej wprost: „Nie leć do Nowego Jorku. Grozi ci niebezpieczeństwo”. 17 lipca 1996 roku samolot z Nowego Jorku do Paryża rozbił się tuż po starcie. Zginęli wszyscy. 230 osób.
W polskiej prasie pojawiło się mnóstwo artykułów o cudem uratowanej miss. w którym Agnieszka Kotlarska opowiadała: „Kiedy się dowiedziałam, że Boeing 747 spadł do morza i nikt się nie uratował, o mało nie zemdlałam. Przecież ja miałam tym samolotem lecieć. Tylko przypadek zdecydował, że nie leciałam” - opowiadała sama Kotlarska w „Expressie Wieczornym”. Na końcu artykułu dodano, że Agnieszka jest teraz we Wrocławiu. Artykuł o ocalonej miss przeczytał również jej prześladowca.

27 sierpnia 1996 roku Agnieszka Kotlarska z mężem i córeczką, 2,5-letnią Patrycją, wychodzili z domu. Wsiedli do samochodu, żeby pojechać na zakupy. Przed ich domem czekał Jerzy Lisiewski. „Zniszczyłaś mi życie” – krzyknął do niej. Mąż od razu chciał zadzwonić na policję. Nie zdążył. Stalker wyjął nóż i wbił mu w udo. Przerażona Agnieszka wybiegła z auta, krzyczała, żeby zostawił jej męża. Wtedy szaleniec się odwrócił i kilkukrotnie ugodził ją w okolice serca. Nie miała szans. Lekarze we wrocławskim szpitalu próbowali ją jeszcze uratować, ale rany były zbyt głębokie. Agnieszka umarła tego samego dnia.
Zobacz także: Los nie szczędził Eleni ciosów. Tragiczna śmierć córki na zawsze odmieniła jej życie…
Sprawca sam zadzwonił na policję i przyznał się do winy. Potem w sądzie tłumaczył, że chciał tylko z nią porozmawiać. Że nie chciał jej zabić, bo ją kochał. I że nie wiedział, że wbija nóż właśnie jej. Myślał, że to cień.
„Nie ma Agnieszki, nie ma życia”
Do męża Agnieszki przez kilka tygodni w ogóle nie docierało, co się stało. Stracił miłość i sens życia. Był na silnych lekach. „Ja w ogóle nie chcę żyć. Nie ma Agnieszki, nie ma życia” – mówił. Mała Patrycja, kiedy słyszała sygnał karetki, mówiła: „Mamusia jedzie”.
Na pogrzeb przyszło kilka tysięcy ludzi. Krzyczeli, żeby otworzyć trumnę. Agnieszka leżała w białej, ślubnej sukni z falbanami. Miała rozpuszczone włosy. Wyglądała jak księżniczka. Jakby tylko zasnęła. Na chwilę. Tłum napierał na trumnę, a później skandował: „Zabić go! Zabić mordercę!”.
"Jedyną winą Agnieszki Kotlarskiej było to, że była piękna, budziła ogromny podziw, a oskarżony wybrał ją jako obiekt swojej admiracji – tak stwierdził sędzia w procesie o zabójstwo Miss Polski Agnieszki Kotlarskiej. Jerzy Lisiewski dostał karę 14 lat więzienia. Wyszedł na wolność w sierpniu 2011 roku. Od tego momentu zarówno mąż, jak i córka Agnieszki Kotlarskiej bali się o swoje życie. Podobno stalker groził, że zabije ich wszystkich. Patrycja nie miała normalnego dzieciństwa, ani młodości. Ojciec przesadnie się o nią bał.
Wszystkie cytaty pochodzą z książki Ewy Wilczyńskiej „Miss. Zabójstwo Agnieszki Kotlarskiej” Wydawnictwo Agora, 2025



























