Po Eurowizji wielu widzów kojarzyło Lunę przede wszystkim z „The Tower” i brakiem awansu do finału. Ona sama została jednak z czymś znacznie trudniejszym — presją, hejtem i poczuciem, że w całym tym zamieszaniu na chwilę zgubiła siebie. Dwa lata później jej życie wygląda zupełnie inaczej. Londyn, nowe płyty, zagraniczne koncerty i własny świat „Fairy Pop” pokazują, że po Malmö nie wycofała się, tylko zaczęła układać karierę na własnych zasadach.
WIDEO…
Luna na Eurowizji 2024
Luna, czyli Aleksandra Katarzyna Wielgomas, urodziła się 28 sierpnia 1999 r.. Gdy 7 maja 2024 wychodziła na scenę Eurowizji w Malmö z „The Tower”, miała przed sobą jeden z najważniejszych występów w karierze. Polska reprezentantka zajęła 12. miejsce w pierwszym półfinale i nie awansowała do finału.
Sam wynik szybko przestał być jednak najważniejszą częścią tej historii.
Po konkursie Luna zaczęła mówić coraz bardziej otwarcie o presji, hejcie i o tym, jak bardzo eurowizyjne doświadczenie odbiło się na niej psychicznie. Jednocześnie nie zamierzała się zatrzymywać.
Eurowizja miała być spełnieniem marzeń. Została po niej trauma
Kilka tygodni po konkursie Luna mówiła, że Eurowizja była dla niej ogromną szkołą życia. Choć przeżyła trudny czas, czuła też, że wyszła z niego silniejsza.
„Teraz jestem na pewno o wiele, wiele silniejsza”.
Już wtedy podkreślała, że Eurowizja nie była dla niej celem samym w sobie. Chciała dalej nagrywać, koncertować i rozwijać karierę także poza Polską.
Najmocniejsze słowa przyszły jednak kilka miesięcy później. W lutym 2025 r., przy okazji promocji albumu „No Rest”, Luna przyznała, że „The Tower” zaczęło kojarzyć jej się z wyjątkowo trudnym okresem.
„Utwór ‘The Tower’ przez długi czas wywoływał u mnie traumę”.
Mówiła, że po Eurowizji nie lubiła wykonywać tej piosenki, bo przypominała jej o hejcie i psychicznie obciążającym czasie. Dopiero przygotowując koncerty w Stanach Zjednoczonych, postanowiła ją „odczarować”.
Jeszcze bardziej wymowne było jej inne wyznanie:
„Chciałam udowodnić Polakom, iż zasługuję na to, aby tam być”.
Luna tłumaczyła, że w czasie przygotowań do konkursu tak bardzo skupiła się na przekonywaniu innych do siebie, że po drodze straciła własny przekaz. Mówiła nawet o utracie głosu — zarówno psychicznie, jak i fizycznie.
To właśnie od tego momentu zaczęła się jej najbardziej wyraźna zmiana.

Zamiast zniknąć, zamknęła się w studiu
Po Eurowizji Luna odreagowywała przede wszystkim pisaniem piosenek.
5 lipca 2024 ukazało się „Alive”, pierwszy singiel po konkursie. Artystka mówiła wtedy, że rozpoczyna nową, bardziej popową erę. Chciała nagrywać utwory odnoszące się do tego, co przeżywała właśnie w tamtym momencie.
Jesienią pojawiły się kolejne single, w tym „Wild West” i „Personal Torture”. Materiał na nową płytę powstawał m.in. w Szwecji i Wielkiej Brytanii.
7 lutego 2025 światło dzienne ujrzał „No Rest”. Album liczy 13 utworów i miał być opowieścią o szukaniu własnego głosu, zgubieniu siebie i próbie odnalezienia się na nowo.
Luna tłumaczyła, że tytuł „No Rest” nie oznacza jedynie życia bez odpoczynku. Chodziło jej o wewnętrzny stan ciągłego napięcia, emocjonalnego pędu i poczucia, że trudno złapać oddech i poczuć się sobą.
Właśnie wtedy zaczęła coraz wyraźniej mówić o potrzebie działania na własnych zasadach.
Rok po Eurowizji koncertowała u boku Loreen
Początek 2025 r. pokazał, że po konkursie jej kariera nie zatrzymała się na Polsce.
Luna koncertowała w Stanach Zjednoczonych u boku Windows95mana, reprezentanta Finlandii na Eurowizji 2024. Niedługo później dołączyła do Loreen.
Od 15 lutego otwierała koncerty podczas europejskiej trasy dwukrotnej zwyciężczyni Eurowizji. Tournée obejmowało łącznie 28 koncertów, a na trasie znalazły się m.in. Londyn, Berlin i Wiedeń. Dwa występy zaplanowano także w Polsce — w Warszawie i Krakowie, 23 i 24 lutego.
Trudno o bardziej symboliczny obraz tego, co wydarzyło się przez niespełna rok.
W maju 2024 Luna nie awansowała do finału Eurowizji. Kilka miesięcy później sama mówiła, że „The Tower” wywoływało u niej traumę. A już w kolejnym sezonie koncertowym wychodziła na scenę przed publicznością Loreen, jednej z najbardziej rozpoznawalnych zwyciężczyń konkursu.
Nie oznaczało to jeszcze spektakularnego podboju zagranicy, ale wyraźnie pokazywało, w którą stronę Luna chce iść.

Londyn zmienił jej życie. „Najlepsza decyzja”
Najważniejsza zmiana nie wydarzyła się jednak na scenie, tylko poza nią.
Luna przeniosła swoje życie do Londynu. W wywiadzie opublikowanym przez „Folie” 5 sierpnia 2026 r. mówiła o tej decyzji wyjątkowo jednoznacznie. Przyznała, że przeprowadzka była najlepszą decyzją, jaką podjęła w życiu.
To właśnie w Londynie miała poczuć, że może w pełni stać się sobą.
Artystka opowiadała, że nowe otoczenie dało jej większą swobodę, pewność siebie i odwagę w realizowaniu własnej wizji. Nie czuła już tak silnej potrzeby dostosowywania się do tego, czego oczekują inni.
Ta wypowiedź brzmi szczególnie mocno, gdy zestawić ją z tym, co mówiła po Eurowizji. Wtedy przyznawała, że próbowała przede wszystkim udowodnić innym, że zasługuje na swoje miejsce. Dwa lata później mówiła już o tym, że nauczyła się być bardziej sobą.
W innym wywiadzie podsumowała tę zmianę słowami:
„Tym bardziej teraz nie boję się być sobą, bo czuję, że już nie mam nic do stracenia”.
Luna mówi o samotności, płaczu i syndromie oszusta
Wywiad dla „Folie” pokazał też mniej sceniczną stronę jej życia.
Luna przyznała, że mimo swojej ekstrawertycznej natury i otaczających ją ludzi często czuje się samotna. Na pytanie, kiedy czuje się samotna, odpowiedziała po prostu: „cały czas”.
Mówiła, że od zawsze miała poczucie, jakby nie należała do tego świata i była „z innego miejsca”. Jednocześnie podkreślała, że tworzenie i muzyka pomagają jej radzić sobie z tym uczuciem.
Otwarcie mówiła też o płaczu. Przyznała, że płacze prawie codziennie, czasem także ze szczęścia. W rozmowie opowiedziała o momencie po przylocie do Los Angeles, kiedy zmęczenie i jet lag doprowadziły ją do silnych emocji.
Nie ukrywała również, że nadal doświadcza syndromu oszusta. Wiązała go z własnymi wątpliwościami, krytycyzmem wobec siebie i tendencją do podważania własnych osiągnięć.
Te słowa pokazują, że zmiana po Eurowizji nie była prostą historią o „pokonaniu trudności”. Luna nadal mówi o niepewności i samotności, ale coraz częściej łączy je z twórczością zamiast z próbą spełniania cudzych oczekiwań.
CZYTAJ TEŻ: Luna szczerze o emocjach po Eurowizji 2024: „Płakałam każdego dnia”
Nie chce być już tylko piosenkarką
Zmieniła się też sama skala jej ambicji.
W Londynie Luna zaczęła mocniej rozwijać wizualną część swoich projektów. Interesuje ją moda, film, tworzenie koncepcji i reżyseria teledysków.
W rozmowie z „Folie” powiedziała, że gdyby miała nieograniczone możliwości, stworzyłaby cały film osadzony w świecie „Fairy Pop”. Chciałaby rozwinąć historie, które zaczęła już opowiadać w swoich teledyskach.
Artystka nie ukrywa też, że marzy o współpracy z twórcami spoza Polski. Wśród swoich największych inspiracji wymienia Björk i Kate Bush, a jako jedną z wymarzonych współprac wskazuje Charli XCX.
Nie chodzi więc już wyłącznie o kolejne single.
Luna coraz wyraźniej buduje projekt, w którym muzyka jest tylko jednym z elementów większej całości.
W wieku 27 lat została „Fairy of Pop”
29 stycznia 2026 ukazało się „Away With The Fairies”. Później pojawiły się „Heavenly” i „Ashtray”. Wszystkie zaczęły tworzyć jeden świat, który Luna nazwała „Fairy Pop”.
Nie jest to wyłącznie tytuł albumu.
W „Folie” Luna tłumaczyła, że „Fairy pop” to również nazwa gatunku, który sama stworzyła. Opisywała go jako pop połączony z magią, fantazją i nadnaturalną energią.
W czerwcu 2026 r. pojawiła się na Berlin Music Video Awards. Otrzymała Obscure Agency’s Best Emerging Artist Award, a „Away With The Fairies” zajęło drugie miejsce w kategorii Best Song. Luna wystąpiła również podczas wydarzenia.
„Heavenly” trafiło wcześniej na playlisty Spotify New Music Friday w ponad 30 krajach, a teledysk do „Away With The Fairies” przekroczył 2 miliony wyświetleń w ciągu pierwszego miesiąca od premiery.
26 czerwca 2026 ukazał się album „Fairy Pop”, złożony z łącznie dziewięciu utworów. To również pierwszy projekt wydany przez Lunę jako w pełni niezależną artystkę.
Dla niej samej projekt ma jednak znacznie bardziej osobiste znaczenie.
W wywiadzie dla „Folie” mówiła, że chce poprzez muzykę dawać odbiorcom poczucie, że mogą uciec od rzeczywistości, wierzyć w siebie i pozwolić sobie na bycie innym. W jej opowieści magia nie jest dekoracją, tylko sposobem mówienia o tożsamości, samotności, emocjach i potrzebie znalezienia własnego miejsca.
Na pytanie, czego nie zrobiłaby ponownie, odpowiedziała: może spróbowałabym już więcej nie zaprzeczać samej sobie.
Dwa lata wcześniej próbowała przekonać Polaków, że zasługuje, by być na Eurowizji. Dziś, w dniu 27. urodzin, znacznie częściej mówi o tym, że chce tworzyć po swojemu.
I chyba właśnie w tym najlepiej widać, jak potoczyło się jej życie po Malmö. Nie w jednej nagrodzie, jednej trasie czy jednym albumie, ale w zmianie kierunku. „The Tower” przez pewien czas przypominało jej o jednym z najtrudniejszych momentów kariery. Dziś jest już tylko częścią znacznie większej historii, którą Luna próbuje pisać sama.

Źródła: Interia Muzyka, media.universalmusic.pl, Rolling Stone UK, Folie



























