Są takie spotkania, w których żart nagle ustępuje miejsca prawdzie. Krzysztof Piasecki pojawił się w studiu „Dzień Dobry TVN” i opowiedział o życiu po przejściu na emeryturę. Scena wciąż zajmuje w jego sercu szczególne miejsce, jednak problemy z pamięcią sprawiły, że musiał zrezygnować z występów. W jego słowach było coś więcej niż nostalgia — szczerość, która naprawdę porusza.
WIDEO…
Krzysztof Piasecki zrezygnował z występów
Przez lata scena była jego naturalnym żywiołem, a spotkanie z publicznością — częścią codzienności. Dziś Krzysztof Piasecki patrzy na ten rozdział życia z innej perspektywy. Po przebytym wylewie i przejściu na emeryturę wycofał się z zawodowej aktywności. Na pewien czas zniknął z ekranów, ale nie z pamięci widzów.
Kiedy po przerwie pojawił się w studiu „Dzień Dobry TVN”, rozmowa z Dorotą Wellman i Marcinem Prokopem szybko wykroczyła poza zwykłe wspomnienia. Satyryk opowiedział o swojej codzienności, o tym, jak wygląda dziś jego życie i skąd czerpie energię. Było w tej rozmowie miejsce na uśmiech, ale też na słowa, które wybrzmiały wyjątkowo mocno.
Bo choć Piasecki odsunął się od sceny, emocje związane z występami wcale nie zniknęły. Publiczność, światła, ten szczególny moment tuż przed wejściem na scenę — to wszystko wciąż pozostaje mu bliskie.

W rozmowie pojawił się także temat więzi z widownią. Piasecki mówił o sposobie budowania kontaktu z publicznością charakterystycznym dla jego pokolenia. Podkreślał szczególną relację, jaka powstawała pomiędzy satyrykiem a słuchaczami, kiedy sens wypowiedzi nie zawsze był ograniczony wyłącznie do dosłownie wypowiedzianych słów. Przy okazji odniósł się również do współczesnego kabaretu i stand-upu. Przyznał, że ogląda czasem kabarety, jednak przeszkadza mu obecność słów uznawanych powszechnie za obraźliwe i wulgarne.
„Jestem jednak z tego pokolenia, które nawiązywało taki kontakt z publicznością. Mówiłem co innego, ale myślałem co innego. I publiczność, słysząc moje słowa, myślała to, o czym ja myślałem. I to była fantastyczna więź z publicznością, której nie ma w tej chwili. Oglądam czasem kabarety i peszy mnie to, że są używane słowa powszechnie uznane za obelżywe. To dla mnie jest nie do przejścia. Kiedyś poprosiłem swojego dobrego kolegę, żeby mi powiedział, jakiego stand-upera ja mam oglądać. No bo wiem, że stand-up w tej chwili to jest mistrzostwo świata”, mówił w rozmowie z Dzień Dobry TVN.
Mówiąc o dzisiejszej publiczności, zwrócił uwagę również na jej reakcje na skecze. Był to kolejny element jego refleksji nad tym, jak zmieniła się satyra i kontakt artysty z odbiorcami. „To jest przerażające, bo ludzie się śmieją ze wszystkiego właściwie. A jak jeszcze ktoś wyjdzie i powie słowo powszechnie uznawane za wulgarne, no to już ryczą ze śmiechu”, dodawał w „Dzień Dobry TVN”.
Krzysztof Piasecki
Problemy z pamięcią przesądziły o decyzji
Scena przez lata była dla Krzysztofa Piaseckiego miejscem naturalnym — przestrzenią, w której spotykały się słowo, refleks, emocja i bezpośredni kontakt z publicznością. Dziś jednak ten świat pozostaje już przede wszystkim wspomnieniem. Nie dlatego, że przestał być dla niego ważny. Wręcz przeciwnie. Satyryk nie ukrywa, że wciąż bardzo tęskni za występami. Są jednak rzeczy, których nie sposób zignorować.
Podczas rozmowy w „Dzień Dobry TVN” Piasecki opowiedział o problemach z pamięcią, które pojawiły się po jego „epizodzie z mózgiem”. Dla artysty, który wychodzi przed publiczność z własnym tekstem, pamięć nie jest jedynie wygodą — jest podstawą całego występu. Właśnie dlatego moment, w którym własne słowa zaczynają wymykać się z pamięci, może stać się granicą nie do przekroczenia.
Kiedy padło pytanie, czy nie brakuje mu sceny, publiczności i charakterystycznych emocji towarzyszących występom, Piasecki nie próbował ukrywać tego, co czuje.
„Bardzo mi brakuje, ale nie mogę nic z tym poradzić, dlatego że mam problemy z pamięcią po moim epizodzie z mózgiem. I jak ktoś wychodzi ze swoim tekstem i zapomina swojego tekstu, to już tragedia. No więc zrezygnowałem z występów. Pomijam fakt, że trema się w miarę upływu czasu powiększa”, przyznał satyryk.

Co dziś daje Krzysztofowi Piaseckiemu energię?
Kiedy życie zwalnia tempo, zmieniają się także źródła codziennej energii. Dla Krzysztofa Piaseckiego nie są nimi dziś światła sceny ani rytm kolejnych występów, lecz obecność ludzi, którzy wnoszą do jego świata młodość, ruch i zwyczajną codzienność. W rozmowie z Dorotą Wellman i Marcinem Prokopem satyryk opowiedział o tym, jak ważny stał się dla niego kontakt z rodziną swojej żony.
Krzysztof Piasecki przyznał, że świadomie szuka towarzystwa młodszych osób. Spędza czas z dziećmi swojej żony oraz ich dziećmi i nie ukrywa, że właśnie te relacje pomagają mu zachować energię oraz dystans do upływającego czasu.
„Staram się przede wszystkim przebywać dużo z młodymi ludźmi. I to są dzieci mojej żony i ich dzieci. Dzięki Bogu prosiłem te wnuki, żeby do mnie nie mówili dziadku, bo ja nie jestem prawdziwym dziadkiem, więc mówią do mnie Krzysztofie. (...) To mi bardzo pomaga. Jak oglądam takie domy spokojnej za przeproszeniem starości, to tam ludzie cały czas żyją w tych chorobach. Naprawdę, bo to jest coś przerażającego. Ja sobie nie wyobrażam, że miałbym żyć w takim domu, gdzie wszyscy są chorzy, na miły Bóg. Ja zresztą nie będę chory”, mówił w rozmowie z Dzień Dobry TVN.
Życzymy dużo szczęścia, a przede wszystkim – zdrowia!



























