W najnowszym wywiadzie dla magazynu VIVA! Anita Lipnicka i jej córka Pola Porter opowiedziały o rodzinnej codzienności, dorastaniu Poli oraz o tym, jak intensywna praca artystki wpływała na macierzyństwo. W rozmowie z Katarzyną Piątkowską Anita wróciła wspomnieniami do czasu, gdy razem z Johnem dużo koncertowała, nagrywała i prowadziła własną firmę, a Pola była jeszcze małym dzieckiem. Artystka przyznała też, że do dziś ma związane z tamtym okresem wyrzuty sumienia.
WIDEO…
Anita Lipnicka o macierzyństwie i koncertowaniu z Johnem. „Mam wyrzuty sumienia”
– Gdy Pola była mała, Ty i John dużo koncertowaliście, nagrywaliście, mieliście własną firmę. Masz względem Poli wyrzuty sumienia, że miałaś dla niej zbyt mało czasu?
Anita: Mam, bo często mnie nie było. Ale z drugiej strony bardzo dużo czasu spędzałyśmy aktywnie razem: na wrotkach, łyżwach, rowerach. Bardzo często wyjeżdżaliśmy na wakacje, Pola miała pół roku, kiedy po raz pierwszy zabraliśmy ją w daleką podróż. Żałuję też czasem, że nie mam więcej dzieci. Niestety tak się ułożyło. Więc Pola ciągle była sama.
Pola: I nauczyłam się żyć w swoim świecie.
Anita: To dlatego teraz czasami masz tak, że musisz się odłączyć, nie chcesz być cały czas z ludźmi.
Pola: Potem to się uspokoiło, bo jak już byłam starsza, więcej byłaś w domu.
Anita: A poza tym poszłaś do liceum, miałaś swoje życie, więc inaczej odbierałaś moją nieobecność.
Pola: Tak, z czasem coraz bardziej miałam własny świat i własne zainteresowania. Może dlatego nigdy nie czułam potrzeby, żeby iść dokładnie tą samą drogą co wy.
Anita: Pola nie widziała mnie i taty w glorii, jak ludzie słuchają naszych piosenek, jak reagują na koncertach, i nie czuła tej magii.
Pola: Ja was widziałam w domu, jak wracaliście zmęczeni, nieraz wkurzeni. Widziałam, ile was to kosztuje nerwów i wysiłku.
Anita: Pamiętam, jak kiedyś mi powiedziała, że chciałaby mieć normalny zawód, bo to, co my robimy, jest wyczerpujące i nie do zniesienia. Żyliśmy muzyką, ale to nie polegało na tym, że graliśmy sobie na gitarach, śpiewaliśmy i było ciągle wesoło. To były nieustanne stresy, kolejne nagrania, planowanie następnych działań, życie w ciągłym ruchu i pod dużą presją. Oboje znikaliśmy z domu jednocześnie, bo przecież byliśmy duetem prywatnie i zawodowo. To było bardzo intensywne. Pola w tym wszystkim musiała znaleźć swoje miejsce. Nie dziwię się, że to było dla ciebie przytłaczające.

Anita Lipnicka, Pola Porter. VIVA! 16/2026
– Świętujesz 30-lecie płyty „Wszystko się może zdarzyć”. Czy Ty sobie uświadamiasz taki upływ czasu?
Anita: Niedawno znalazłam wywiad ze sobą, którego udzieliłam, jak miałam może 21 lat. Mówiłam wtedy, że nie wiem nawet, czy dalej chcę śpiewać. Chciałam iść na studia i zdobyć jakiś zawód, ponieważ śpiewanie wydawało mi się wtedy nie do końca poważną profesją. „Nie wyobrażam sobie w starości, w wieku 40 lat, bujać się na scenie, to byłoby nie na miejscu”, opowiadałam. A dzisiaj, proszę! Mam 51 lat i nadal bujam się po scenach (śmiech). Czasem sobie posiaduję, co prawda, na krzesełku, ale jednak z tej sceny nie zeszłam.
Pola: Zaimponowałaś mi ostatnio, gdy nagrałaś piosenkę z hiphopowym zespołem PRO8L3M.
Anita: Powiedziałaś mi wtedy, że w końcu zrobiłam coś sensownego (śmiech). A jednak trochę mnie to dotknęło, gdy zdałam sobie sprawę, że zespół tak popularny wśród młodych ludzi sięgnął po mój repertuar sprzed lat jak po cytat z klasyki. Nagle poczułam się mega vintage (śmiech). Póki co brnę w to dalej i za moment ruszam w jubileuszową trasę, bo co ja innego mogę robić (śmiech)? Wydaję też specjalną wersję płyty „Wszystko się może zdarzyć” w nowej szacie graficznej i z jednym bonusowym nagraniem. A w przyszłym roku pewnie zacznę myśleć o nowej płycie. Zostaję przy śpiewaniu, bo na studia z Polą już nie pójdę.
[...]
Rozmawiała: Katarzyna Piątkowska. Cały wywiad przeczytasz w najnowszym numerze magazynu VIVA!, która dostępna będzie w punktach sprzedaży w całej Polsce od czwartku 27 sierpnia. To wydanie możesz kupić z kosmetykiem.

John Porter, Anita Lipnicka, 2008 r.

























