Reklama

Od 50 lat mieszka w Polsce. Tu ma dzieci, fanów, tu dostał muzyczne nagrody. Z Johnem Porterem, gitarzystą, kompozytorem, tekściarzem, autorem muzyki do kultowego serialu „Siedem życzeń”, o miłości, samotności, jasnych i ciemnych dźwiękach oraz braku polskiego obywatelstwa rozmawiała Katarzyna Piątkowska.

John Porter o samotności: „Czasami mi dobrze, gdy nie ma nikogo obok”

[...]

Jesteś samotny?

Odpowiem cytatem z Charlesa Bukowskiego: „A kiedy nikt cię nie budzi rano i nikt na ciebie nie czeka wieczorem, i możesz robić, co chcesz… jak to nazwać, wolnością czy samotnością?”.

To wolność czy samotność?

Czasami czuję się samotny, a czasami mi dobrze, gdy nie ma nikogo obok mnie. W moich różnych związkach, poza poważniejszymi, najgorsze było, gdy wracałem do domu i musiałem odpowiadać na miliony pytań: „Jak było?”, „Co robisz?”. To jest problem artystów, którzy żyją z kimś, kto artystą nie jest. Wtedy trudno jest o zrozumienie, bo ci „nie artyści” nie rozumieją procesu. A z drugiej strony, kiedy artysta jest z artystą, jak ja byłem z Anitą (Lipnicką – przyp. red.), mieliśmy wspólne tematy non stop. Wciąż wałkowaliśmy to samo. Fajnie jest znaleźć kogoś, z kim uda się zachować zdrowy rozsądek, znaleźć kompromis. Nazywam to higieną związku.

Jesteś w dobrym momencie życia?

Czasem myślę, że tak. Ale zdarzają się ciemne noce, które nazywam „dark night of the soul”. Na szczęście mam muzykę.

CZYTAJ TEŻ: „Mama zniknęła, tata mnie wyrzucił z domu”. TYLKO W VIVIE! John Porter wrócił pamięcią do bolesnych wspomnień z dzieciństwa

John Porter, Viva! 10/2026
John Porter, Viva! 10/2026 Zdjęcia Bartek Wieczorek/Visual Crafters

Muzyka jako terapia. John Porter mówi o „ciemnych nocach duszy”

Ona jest twoją terapią?

Jest rodzajem pomocy. Nawet jak mam trudne momenty, jak myślę: Kurde, to wszystko jest bez sensu, siadam i piszę. Nic się nie zmarnuje. Ani jedno słowo, ani jeden dźwięk. Ani najczarniejsze uczucia, ani największe szczęście. Czasem powstają dźwięki ciemności. Ale wiesz, ja mam dzieci… wierzę w to, że życie jest rzeczą jednorazową… jest darem, którego nie można zmarnować. Tworzę więc przez całe życie akordy jasne i akordy ciemne.

Teraz w Twoim życiu jest więcej jasnych czy ciemnych?

To są akordy półciemności, bo ludzie nie chcą słuchać samej ciemności. Nie piszę ładnych, wesołych piosenek, ale one nie mogą być też zbyt mroczne. Muszą jednak być prawdziwe, bo prawda jest w muzyce najważniejsza.

Łatwiej jest śpiewać o miłości szczęśliwej czy nieszczęśliwej?

Czy istnieje szczęśliwa miłość?

Chyba tak.

Chyba… czyli nie jesteś pewna (śmiech)? To trudny temat i każdy musi na takie pytanie odpowiedzieć sobie sam. Już mówiłem, muzyka to życie, raz się kocha, raz się nienawidzi. A przecież zdarza się, że ma się dość nawet tego, kogo się kocha.

Jesteś rockandrollowcem. Jak tam u Ciebie z nałogami?

Nie palę, chociaż lubiłem to. Ale jestem muzykiem i muszę dbać o płuca. Nałogowo gram na gitarze i czasem piję czerwone wino. Dla zdrowia.

Jak Francuzi.

I Włosi. Oni mają inne podejście, inny klimat, inne jedzenie. Zazdroszczę im tych pysznych warzyw, owoców, bo my tu u nas mamy taki second hand – cebulę z Hiszpanii, czosnek z Chin.

Nie wiem, w jakim kierunku zmierza nasza rozmowa. Chyba zeszła na manowce.

(Śmiech). Raczej na zieleninę.

To jak jest z tymi pokusami wśród rockandrollowców?

Na pewno mamy ich więcej niż górnicy. Chociaż w sumie to nie wiem, co oni tam robią na dole, bo nigdy nie byłem (śmiech). Każdy ma swoje życie i swoje pokusy i łatwo zostać ofiarą swojej własnej słabości.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: TYLKO W VIVIE!. Dorota Wellman nie ukrywa, co czuła po odejściu syna z domu. „Wiele kobiet traci cel”

Cały wywiad w nowej VIVIE! Magazyn dostępny w punktach sprzedaży od czwartku, 21 maja.

Filip Chajzer, Viva! 10/2026 okładka
Filip Chajzer, Viva! 10/2026 okładka Zdjęcia Rafał Masłow
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...