„Mama zniknęła, tata mnie wyrzucił z domu”. TYLKO W VIVIE! John Porter wrócił pamięcią do bolesnych wspomnień z dzieciństwa
John Porter od niemal 50 lat mieszka w Polsce, gdzie stworzył swoją muzyczną karierę i założył rodzinę. W szczerej rozmowie artysta wrócił do trudnych wspomnień z dzieciństwa w Walii, opowiedział o konflikcie z ojcem oraz o tym, jak wyglądało jego życie w czasie największej popularności. Muzyk nie ukrywał również, że nie zawsze był obecnym ojcem dla swoich dzieci.

Od 50 lat mieszka w Polsce. Tu ma dzieci, fanów, tu dostał muzyczne nagrody. Z Johnem Porterem, gitarzystą, kompozytorem, tekściarzem, autorem muzyki do kultowego serialu „Siedem życzeń”, o miłości, samotności, jasnych i ciemnych dźwiękach oraz braku polskiego obywatelstwa rozmawiała Katarzyna Piątkowska.
John Porter o trudnym dzieciństwie. „Mama nas opuściła”
Mieszkasz i tworzysz w Polsce od 1976 roku. Udzieliłeś w tym czasie setek wywiadów…
I najbardziej nie znoszę w nich pytania, dlaczego zamieszkałem w Polsce.
Hmmm… lubię pytać moich rozmówców „dlaczego”. Zawsze okazuje się, że odpowiedź wcale nie jest taka prosta. Może zapytam słowami Twojej piosenki: „Heaven knows why, I don’t know why…”. Przeznaczenie?
Miałem epizod romantyczny.
Miłość po prostu?
Poległem z miłości (śmiech). Nie wierzę w przypadki. Człowiek znajduje się w takim miejscu, do którego doprowadziło go życie, bo to ono czasami obiera za nas kierunek. Mnie różne ścieżki zaprowadziły właśnie do Warszawy.
Zapytam inaczej… dlaczego wyjechałeś z Walii? Czy powodem było, jak mówiłeś Piotrowi Jaconiowi, to, że mama zniknęła, a ojciec Cię nie chciał?
Mama zniknęła, tata mnie wyrzucił z domu… ale to nie do końca był powód mojego wyjazdu z rodzinnego miasta. Częściowo tak. Po prostu podobało mi się w Europie. Zachwycił mnie Berlin, potem Warszawa. Odwiedziłem te miasta kilka razy, gdy jeszcze drzwi domu mojego ojca były dla mnie otwarte.
Rozumiem, że sytuacja w Twoim rodzinnym domu była kiepska.
Szału nie było. Mama nas opuściła. Była ładną joginką z umiłowaniem rozrywkowego życia. Zwykłe życie z mężem i synami było dla niej po prostu nudne. Pewnego dnia zniknęła i więcej się nie pojawiła. Zostaliśmy z ojcem i z bratem we trzech. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że mój brat był o mnie zazdrosny i przeciągnął ojca na swoją stronę. Mniej więcej do 12. roku życia miałem z tatą naprawdę dobry kontakt. Interesowały nas te same rzeczy, więc mieliśmy dużo wspólnych tematów. Był bardzo muzykalny i zachęcał mnie do grania. Uwielbialiśmy chodzić razem na mecze piłki nożnej. Robiliśmy wszystko to, co robią ojcowie z synami. Ale zacząłem dorastać. A młodzi ludzie zaczynają szukać własnej tożsamości. I zaczęły się problemy, bo spodobała mi się subkultura hipisowska.
CZYTAJ TEŻ: TYLKO W VIVIE!. Dorota Wellman nie ukrywa, co czuła po odejściu syna z domu. „Wiele kobiet traci cel”

John Porter usłyszał ultimatum od ojca. „Jeśli chcesz wrócić do domu, musisz obciąć włosy”
Długie włosy?
Wszystko. A starsze pokolenie hipisów nienawidziło. Ich muzyki, wyglądu, stylu życia. Mój ojciec również zaliczał się do grona tych nienawidzących, choć muszę przyznać, że w końcu przekonał się do muzyki. Ale gdy byłem na studiach, przysłał mi list, że jeśli chcę wrócić do domu, muszę obciąć włosy. Odpisałem, że szkoda, że tak stawia sprawę, ale włosów nie obetnę i życzyłem mu wesołych świąt. Nie mogłem zrozumieć, co się stało. Zawsze wszystko było w porządku, a tu nagle brak akceptacji, bo po prostu chcę być sobą.
Nie spełniłeś jego oczekiwań?
Najwyraźniej. To było emocjonalnie trudne rozstanie. Czasem myślę, że nie tylko ja mam takie doświadczenia. To mi pokazało, że będąc w rodzinie, nie zawsze jesteśmy rodziną.
Cały wywiad w nowej VIVIE! Magazyn dostępny w punktach sprzedaży od czwartku, 21 maja.
