TYLKO W VIVIE!. Dorota Wellman nie ukrywa, co czuła po odejściu syna z domu. „Wiele kobiet traci cel”
Czy życie zaczyna się po pięćdziesiątce, czy po sześćdziesiątce? Czy może się nam przestać chcieć? Gdzie jest prawdziwy dom i czym zapełnić samotność? Dorota Wellman i Paulina Młynarska w niezwykłej rozmowie z Ewą Wojciechowską otwierają drzwi do… „Miasta kobiet”. Wejdźcie, posłuchajcie…

Dorota Wellman i Paulina Młynarska otwarcie mówią o życiowym „afterparty”, które zaczyna się wtedy, gdy kobieta odzyskuje przestrzeń dla siebie. W szczerej rozmowie dla magazynu „VIVA!” opowiadają o samotności po wyprowadzce dzieci, nowych studiach po sześćdziesiątce, życiu między Polską, Kretą i Indiami oraz odwadze, by po latach znów zacząć żyć na własnych zasadach.
Dorota Wellman o syndromie pustego gniazda: „W końcu nadszedł mój czas”
To kiedy zaczyna się to afterparty? Jest jakaś granica wieku? Albo jakieś wydarzenie, które jest biletem wstępu?
Paulina: To nie zależy od wieku, tylko raczej od tego, jakie decyzje podejmujemy na temat swojego życia i swojej kariery. Myślę, że przychodzi taki moment, taka cezura i każdy musi ją sam dla siebie wyczuć. W człowieku, nawet mimo trudności, mimo wielkich rozczarowań życiowych czy bardzo trudnej pozycji, powstaje jakaś taka przestrzeń wewnętrznej wolności. Przyzwolenia na to, żeby być sobą i wyrażać siebie.
Przestrzeń wewnętrznej wolności. Pięknie to powiedziałaś.
Dorota: Tak. Myślę, że dla wielu kobiet takim momentem jest opuszczenie domu przez nasze dzieci. Trzy czwarte naszego życia oddajemy dzieciom i naszym bliskim, których otaczamy opieką. Kiedy nasze dzieci stają się samodzielne, wiele kobiet nagle traci cel, czuje samotność. Syndrom pustego gniazda może naprawdę przygnębić. Uważam, że wtedy trzeba zrobić wszystko, żeby nowy sens naszego własnego życia odnaleźć. Przecież w końcu mamy czas dla siebie i możemy go wykorzystać na różne sposoby, zarówno rozwijając się zawodowo, jak i prywatnie. Z odejściem dzieci świat się nie kończy, tylko zmienia. Dla mnie na pewno takim momentem, kiedy rozpoczęłam swoje afterparty, była świadomość, że mój syn daje sobie radę sam. Ma oddzielne życie. Jestem mu potrzebna, ale już nie tak bardzo. Jestem z nim blisko, w najbliższych możliwych relacjach, ale to już jest inna, dojrzalsza relacja. I teraz w końcu nadszedł mój czas. Nie mogę go zmarnować, nie mogę go roztrwonić, nie mogę rozpaczać, tylko pomyśleć, co ja tak naprawdę chciałabym teraz ze swoim czasem i ze swoim życiem zrobić.

Paulina Młynarska o jodze i życiowej zmianie: „To było kompletnie nieplanowane”
Obie właśnie na afterparty zdecydowałyście się na studia!
Dorota: Już skończyłam studia podyplomowe z zarządzania zasobami ludzkimi. Tak, owszem, byłam stara, bo miałam 60 lat i dla tych młodych ludzi siedzących ze mną na zajęciach mogłabym być mamą albo nawet babcią. I w ogóle mi to nie przeszkadzało. Czułam się prawdziwą studentką, wróciłam do czasów zdobywania wiedzy i zdawania egzaminów. Uważam to za osobisty sukces. Głowa siwieje, ale trzeba zrobić wszystko, by była sprawna. Trzeba pracować, a studiowanie i uczenie się jest jedną z form pobudzania mózgu i powodowania, że jest wiecznie żywy i młody.
Paulina, Ty też zaczęłaś studia z Twojej ukochanej jogi?
Paulina: Moja historia z jogą była kompletnie nieplanowana. Gdyby mi ktoś powiedział kilkanaście lat temu: „Wiesz, będziesz nauczycielką jogi i będziesz nawet uczyć nauczycieli”, to bym się naprawdę popukała w głowę. Bo zaczęło się od własnej praktyki. Jak większość osób trafiłam na matę z powodu bólu pleców. Potem podczas podróży na Sri Lankę trafiłam przypadkowo na wyjątkowego nauczyciela. Zasiadłam na tej macie koło niego i poczułam spokój, tak dobrze było mi w jego towarzystwie. Ale to on stwierdził, że jest mi za wygodnie u niego, i wysłał mnie do aśramy w Indiach, żebym tam wzięła się porządnie do roboty. Potem poszłam do szkoły, gdzie zdobyłam uprawnienia nauczycielskie…
Cały wywiad w nowej VIVIE! Magazyn dostępny w punktach sprzedaży od czwartku, 21 maja.
