Zaczęło się od zawodowego pocałunku w spektaklu teatralnym. Ona pomyślała: Jak on to super zagrał! On: Jaka to jest wspaniała aktorka! Dziś mają dwójkę dzieci i za chwilę będą obchodzić 10-lecie ślubu. Jesienią będzie można ich oglądać w najpopularniejszych polskich serialach: „M jak miłość”, „Ranczo”, „Na dobre i na złe”. O tym, co skłoniło ich do tej miłości, Magdalena i Mateusz Liscieccy-Waligórscy po raz pierwszy opowiadają Ewie Wojciechowskiej.
WIDEO…
W „Ranczu” miała krzyknąć tylko jedno słowo. Casting odmienił jej życie. Wywiad VIVA!
[...]
– Magda, wspomniałaś, że nie dostałaś się na studia aktorskie. Za którym razem Ci się udało?
Magda: Za czwartym. Ale wiesz, ja za każdym byłam tą pierwszą pod kreską. Dostawałam taką zwrotkę, że jestem utalentowana, ale ciągle brakowało kilku punktów.
– Jak to się stało, że się nie poddałaś po tych trzech razach?
Magda: Kiedy miałam 15 lat, zachorowałam na rzekomobłoniaste zapalenie jelit. Byłam w stanie krytycznym, walczyłam o życie. Leżąc w szpitalu na OIOM-ie, miałam takie myśli, że jak ja teraz mogę umrzeć? Jak to jest możliwe, przecież ja nic nie przeżyłam, nie całowałam się z chłopakiem, nic nie wiem o życiu, nigdzie nie byłam. Miałam świadomość, słyszałam te rozmowy lekarzy nade mną. I kiedy w końcu z tego wyszłam, pomyślałam, że ja muszę się teraz nażyć. Nie przepuszczać żadnej szansy, wykorzystać życie, wycisnąć jak cytrynę. I wtedy przyszło mi do głowy, że aktorstwo jest właśnie takim nażyciem się, takim posiadaniem kilku życiorysów, kilku wersji siebie. Każda rola jest nowym życiem.

– Dostajesz się na te wymarzone studia do Wrocławia za czwartym razem i zaraz na pierwszym roku dostajesz rolę w „Ranczu”! Podobno miałaś grać kogoś innego?
Magda: Tak, miałam grać córkę wójta, ale uznano, że jestem za stara. Potem zaproponowano mi rolę Lucy. Dostałam tekst napisany łamanym angielskim i 15 minut na przygotowanie. Okazało się, że na koniec sceny mam się całować z Pawłem Królikowskim. Byłam przerażona. Spanikowałam i powiedziałam, że tak naprawdę nie mogę już zostać, bo muszę zdążyć na pociąg. Ale mnie przekonano, żebym jednak spróbowała i że inne aktorki poczekają, aż ja to zagram. Wyszłam na korytarz i nogi się pode mną ugięły, jak zobaczyłam, jakie to aktorki czekają! Masz 20 lat i słyszysz, że one, te aktorki, mają czekać na ciebie. One wkurzone. Ten casting był jakąś absolutną katastrofą w moim wykonaniu, ale producent i reżyser powiedzieli mi kurtuazyjnie, że na rolę Lucy chyba jednak jestem za młoda. Zaproponowali mi epizod barmanki, która krzyczy: „Policja!”. To wszystko. Oczywiście bardzo się ucieszyłam, a później moja postać zaczęła się rozwijać i stała się jedną z bohaterek serialu.
[...]
Rozmawiała: Ewa Wojciechowska.
Cały wywiad przeczytasz w najnowszym numerze magazynu VIVA!, która dostępna będzie w punktach sprzedaży w całej Polsce od czwartku 27 sierpnia. To wydanie możesz kupić z kosmetykiem.



























