Zaczęło się od zawodowego pocałunku w spektaklu teatralnym. Ona pomyślała: Jak on to super zagrał! On: Jaka to jest wspaniała aktorka! Dziś mają dwójkę dzieci i za chwilę będą obchodzić 10-lecie ślubu. Jesienią będzie można ich oglądać w najpopularniejszych polskich serialach: „M jak miłość”, „Ranczo”, „Na dobre i na złe”. O tym, co skłoniło ich do tej miłości, Magdalena i Mateusz Liscieccy-Waligórscy po raz pierwszy opowiadają Ewie Wojciechowskiej.
WIDEO…
„To był najgłupszy podryw w moim życiu”. Tak Mateusz Waligórski-Lisiecki zdobył Magdalenę. Wywiad VIVA!
– Jak oświadcza się aktor aktorce?
Mateusz: W jedyny słuszny sposób, czyli na scenie teatru, w którym się poznali, i w sztuce, w której grali. Ja oświadczyłem się Magdzie w scenografii spektaklu „O co biega”, w którym razem graliśmy małżeństwo, pastora i żonę pastora w anglikańskiej parafii. To była bardzo symboliczna sytuacja, ponieważ scenografią do tej sztuki jest salon w domu pastora, taki prawdziwy mieszczański salon z kanapą, komodą i kominkiem. Taka absolutnie klasyczna, farsowa scenografia. I to mnie zainspirowało, żeby się oświadczyć właśnie tam, bo to był jakby „nasz” pierwszy wspólny dom.
– I to był też ten spektakl, w którym się po raz pierwszy zawodowo pocałowaliście? A Magda pomyślała, jakim świetnym aktorem jest Mateusz?
Magda: Nie, ja pomyślałam, jak on to super zagrał! Bo rzeczywiście wtedy, przy naszym pierwszym pocałunku, aż mnie dreszcze przeszły.
Mateusz: Muszę tutaj dodać, że tego typu sceny są zawsze bardzo trudne i stresujące do grania. To nie jest nic przyjemnego. To naruszenie intymności. Ja się bardzo krępowałem. Zresztą, jak później rozmawialiśmy o tym z Magdą, ona również. A na próbie wyszło to absolutnie naturalnie. I to nas zaskoczyło. Myślę, że wtedy już coś nieświadomie się między nami działo. Natomiast pierwsza myśl była taka: Wow, ale to jest wspaniała aktorka, skoro z taką naturalnością i z taką swobodą przychodzi jej grać prawdziwie taką scenę.
- Tylko w VIVIE! Casting do „Rancza” nazwała „absolutną katastrofą”. Magdalena Waligórska nie przypuszczała, dokąd ją to zaprowadzi

Magdalena i Mateusz Lisieccy-Waligórscy. VIVA! 16/2026
– Czy reżyser spektaklu od razu Was wybrał do roli małżeństwa?
Magda: Tak naprawdę to ja robiłam zastępstwo. Koleżanka, która grała tę rolę, zaszła w ciążę.
Mateusz: Magda zrobiła zastępstwo w cztery dni. A my wcześniej z zespołem ćwiczyliśmy to przez dwa miesiące! Bo to jest farsa, która wymaga chirurgicznej wręcz precyzji w każdym ruchu i zdaniu. A ona przyjechała i w takim tempie zrobiła rolę. Po tych czterech intensywnych dniach próby się skończyły i potem mieliśmy już grać spektakl. I wtedy dotarło do mnie: Jak to, to ja spędzę wieczór bez Magdy? Zrozumiałem, że coś tu jest nie tak, czegoś mi brakuje. Pobiegłem do jej garderoby. Miałem pięć sekund, żeby coś wymyślić. To był najgłupszy podryw w moim życiu. Palnąłem mniej więcej: „Wiesz co, bo my mamy tutaj, jakby co, we czwartek taki zwyczaj, że z przyjaciółmi chodzimy do kina. Może chciałabyś pójść z nami?”.
Magda: Ja się od razu zgodziłam. Pomyślałam, że poznam nowych, fajnych ludzi. Oczywiście nie muszę dodawać, że w kinie żadnych przyjaciół nie było (śmiech).
Mateusz: Nic nie pamiętamy z tego filmu, ale przecież nie o to chodziło. Natomiast historia idiotycznych tekstów do Magdy w moim wykonaniu ma swoje zakończenie w oświadczynach.
[...]
Rozmawiała: Ewa Wojciechowska.
Cały wywiad przeczytasz w najnowszym numerze magazynu VIVA!, która dostępna będzie w punktach sprzedaży w całej Polsce od czwartku 27 sierpnia. To wydanie możesz kupić z kosmetykiem.


























