Zaczęło się od zawodowego pocałunku w spektaklu teatralnym. Ona pomyślała:  Jak on to super zagrał! On: Jaka to jest wspaniała aktorka! Dziś mają dwójkę dzieci  i za chwilę będą obchodzić 10-lecie ślubu. Jesienią będzie można ich oglądać w najpopularniejszych polskich serialach: „M jak miłość”, „Ranczo”, „Na dobre  i na złe”. O tym, co skłoniło ich do tej miłości, Magdalena i Mateusz Liscieccy-Waligórscy po raz pierwszy opowiadają Ewie Wojciechowskiej.

WIDEO

player placeholder

Jest od niej 6 lat młodszy. Magdalena Waligórska zdradza, kiedy naprawdę zakochała się w mężu. Wywiad VIVA!

[...]

– Mateusz pochodzi z Warszawy, Magda z Małopolski, z Jędrzejowa. Jak to się stało, że oboje jesteście na etacie w Teatrze Nowym w Zabrzu?

Magda: Ja już na pierwszym roku studiów we Wrocławiu dostałam rolę w „Ranczu”. Nie ma co ukrywać, że tak charakterystyczna rola, jak Wioletka, szufladkuje aktora. Dostawałam, co prawda, propozycje ról teatralnych, ale takie miałkie, błahe, po prostu role śmiesznych blondynek. Już po skończeniu studiów miałam moment kryzysowy, kiedy musiałam sobie odpowiedzieć na pytanie, w którą stronę chcę iść dalej. I wtedy nieoczekiwanie dostałam zaproszenie od pani Marii Popławskiej, mamy Oli i Magdy Popławskiej, żebym przyjechała na festiwal do Zabrza i przeczytała wiersze. Tak się złożyło, że czytałam poezje w parze ze Zbigniewem Stryjem, uznanym aktorem i właśnie dyrektorem Teatru Nowego w Zabrzu. Po festiwalu zaproponował mi etat. Właśnie w Teatrze Nowym w Zabrzu spełniłam moją zawodową potrzebę robienia rzeczy istotnych w tym prawdziwym, ale niszowym nurcie teatralnym, który oczywiście nie przebija się do głównego nurtu medialnego, nie jest klikalny i nie jest popularny, ale dla mnie to jest istota tego zawodu. 

Zobacz także:

(W tym momencie pojawia się kelner: – Przepraszam, ja specjalnie przyszedłem, bo jestem wielkim  fanem „Rancza”. Pani Wioletka, prawda? Już nie mogę się doczekać nowych odcinków. Tylko czy te teksty będą takie fajne jak wcześniej? 

Magda: Będą, będą. Proszę mi uwierzyć, że będą. Bardzo śmiesznie będzie. Proszę oglądać nowy sezon. 

– No to będę oglądał! A pani po tych 10 latach tak samo wygląda!). 

– Wszystko się nagrało. To była po prostu świetna niespodzianka! Wracając do teatru w Zabrzu…

Mateusz: Ja tam trafiłem rok wcześniej. Ale u mnie była inna historia. Już podczas studiów na warszawskiej Akademii Teatralnej dostałem aż dwie propozycje pracy, z Teatru Nowego w Łodzi i z Teatru 6. piętro. To była nagroda na Festiwalu Szkół Artystycznych w Łodzi. W spektaklu „Wieczór Trzech Króli” zobaczył mnie Michał Żebrowski i zaproponował mi etat w swoim teatrze. Grałem z Andrzejem Grabowskim w „Chorym z urojenia”. Start w zawodzie miałem więc naprawdę fenomenalny. Ale nagle przyszedł kryzys i nie było już dla mnie pracy. Tak, te słynne górki i dołki życia aktora. W ramach tej sinusoidy zacząłem szukać pracy gdziekolwiek, bo chciałem być aktorem. Bo nie ma czegoś takiego jak bezrobotny aktor. Znalazłem ogłoszenie o castingu do „Zbrodni i kary”, właśnie w Teatrze Nowym w Zabrzu. Na castingu było 50 zawodowych aktorów do roli Raskolnikowa. I wygrałem. Zostałem tam, żeby pracować, żeby tworzyć sztukę.

Magda: Muszę się przyznać, że właśnie ta rola Mateusza uświadomiła mi, jak bardzo chcę z nim być. Wiesz, ja miałam trochę wątpliwości, bo mój mąż jest ode mnie sześć lat młodszy i gdzieś z tyłu głowy miałam taką obawę, czy to ma sens. I moment, w którym wszystko zrozumiałam, to był właśnie spektakl „Zbrodnia i kara”. Zobaczyłam go w roli Raskolnikowa. Chciałabym ten spektakl pokazać każdej osobie na ziemi. Jego rolę. Wtedy pokochałam Mateusza artystycznie. 

Magdalena i Mateusz Lisieccy-Waligórscy. VIVA! 16/2026
Bart Pogoda /

Magdalena i Mateusz Lisieccy-Waligórscy. VIVA! 16/2026

– Czy pamiętacie swoje pierwsze publiczne występy na scenie albo pierwszy dzień na planie zdjęciowym? 

Mateusz: Zadebiutowałem jako pięciolatek. To było w Teatrze Ochoty w sztuce reżyserowanej przez Halinę Machulską, w 1992 roku. W prezencie dostałem od niej szabelkę ze spektaklu. Do dzisiaj ją mam i traktuję jako mój talizman, symbol nieustającej walki. 

Magda: Ja w dzieciństwie nie występowałam, ale za to mój pierwszy dzień na planie zdjęciowym był spektakularny! Wielka, hollywoodzka produkcja „Pianisty” Romana Polańskiego. W 2000 roku, kiedy nie dostałam się na studia, pracowałam jako modelka. Strasznie się tego wstydziłam i nikomu się nie przyznawałam, bo marzyłam o byciu aktorką. Ale właśnie w mojej agencji modelek usłyszałam od koleżanki, że idzie na casting do „Pianisty”. Poszłam razem z nią, chociaż miałam różowe włosy po sesji. Siedziałam w małej salce i jakaś dziewczyna mnie zapytała: „A co ty tu w ogóle robisz?” Ja mówię: „To, co ty, czekam na casting”. A ona: „Ale to jest casting na Żydów z getta”. W tym momencie drzwi się otworzyły i wyczytano moje nazwisko, po drugiej stronie stała Weronika Migoń, absolutnie kultowa wręcz reżyserka obsady. I dostałam pierwszą w życiu rolę! Zagrałam Polkę, ale potem Weronika tak mnie polubiła, że zaczęła mnie obsadzać w kolejnych rolach.

– Naprawdę zostałaś rzucona na głęboką wodę! Pierwszy plan zdjęciowy w życiu i od razu oscarowa produkcja – „Pianista”!

Magda: Tak! Do dziś trudno mi w to uwierzyć. Pamiętam, jak Adrien Brody przygotowywał się do każdego ujęcia, robiąc pompki. Kiedy potem dostał Oscara, przeczytałam w wywiadzie z nim, że pracował metodą fizyczną, pochodzącą od Grotowskiego. Założył sobie, że jego tętno będzie zawsze, w każdej scenie, wyższe niż wszystkich dookoła. 

[...]

Rozmawiała: Ewa Wojciechowska.


Cały wywiad przeczytasz w najnowszym numerze magazynu VIVA!, która dostępna będzie w punktach sprzedaży w całej Polsce od czwartku 27 sierpnia. To wydanie możesz kupić z kosmetykiem.