Zanim Kortez zaczął wyprzedawać koncerty, pracował na budowie, w składzie drzewnym i jako ochroniarz w Biedronce. Wychował się w Iwoniczu, a do „Must Be the Music. Tylko Muzyka” trafił za namową siostry. Później łączył pracę z nagrywaniem piosenek w Warszawie.

WIDEO

player placeholder

Kortez wychował się w Iwoniczu. Muzyki uczył się także sam

Kortez, czyli Łukasz Federkiewicz, urodził się w 1989 roku w Krośnie, a wychowywał się w Iwoniczu. W jednym z wywiadów wspominał dzieciństwo jako beztroskie. Przyznawał, że robił to, co chciał, a dopiero później stał się rozrabiaką. Nie przedstawiał siebie jako wzorowego ucznia – mówił, że wolał przebywać z kolegami niż słuchać poleceń rodziców dotyczących nauki czy wcześniejszego chodzenia spać.

Muzyka była jednak obecna w jego życiu. Kortez chodził do szkoły muzycznej w Krośnie, gdzie był w klasie puzonu. Uczył się także gry na fortepianie. Sam podkreślał jednak, że jest samoukiem i że muzyki nauczył się w domu.

Zobacz także:

Artysta mówił również, że samo zajmowanie się muzyką było dla niego luksusem. Zwracał uwagę na konieczność pracy i utrzymania rodziny. Te obowiązki przez długi czas szły równolegle z jego muzycznymi zainteresowaniami.

Kortez
AKPA

Budowa, skład drzewny i Biedronka. Tak Kortez zarabiał na życie

Zanim historia Korteza zaczęła być kojarzona z koncertami i płytami, muzyk wykonywał różne prace. Był zatrudniony między innymi na budowie, w składzie drzewnym oraz jako ochroniarz w Biedronce. W sklepie pracował przez rok.

Wcześniej był również „panem od rytmiki” w przedszkolu w Krośnie. Z tej pracy zrezygnował, ponieważ – jak wynika ze źródła – nie był w stanie utrzymać z niej rodziny, gdy na świat przyszedł jego syn Joe. Kortez tłumaczył, że kiedy zakłada się rodzinę, trzeba na nią zarabiać i liczy się to, czy na koniec miesiąca zgadzają się finanse.

Tak wyglądała codzienność artysty przed muzycznym sukcesem. Sam Kortez po latach podkreślał, że mógł pracować na budowie do końca życia albo pójść do szkoły uczyć muzyki. Jego zawodowa droga potoczyła się jednak inaczej.

Kortez trafił na precasting za namową siostry. „Must Be the Music” go nie zatrzymało

Ważnym momentem w historii życia Korteza był udział w przesłuchaniu do „Must Be the Music. Tylko Muzyka”. W 2013 roku dał się namówić siostrze do udziału w rzeszowskim precastingu. Wykonał tam dwie własne piosenki – „Joe” oraz „Bumerang”. Otrzymał od jury tylko połowę głosów na „tak”.

W późniejszej rozmowie sam opowiadał, że na przesłuchania przywiozła go siostra. Nie był wtedy przekonany do udziału w telewizyjnym talent show. Uważał swoje piosenki za zbyt intymne, by prezentować je w telewizji.

To właśnie w związku z tym przesłuchaniem pojawił się jednak Paweł Jóźwicki. Kortez wspominał, że później dostawał od niego wiadomości z prośbą o przesłanie piosenek. Następnie rozpoczęły się wyjazdy do Warszawy i praca nad nagraniami.

Kortez
AKPA

Kortez jeździł do Warszawy nagrywać. Równocześnie pracował na budowie

Początki nagrywania nie oznaczały dla Korteza natychmiastowego porzucenia dotychczasowego życia. Artysta opowiadał, że wracał do Iwonicza, aby spędzać czas z synem, a potem ponownie jechał do Warszawy. W stolicy spał na kanapie w studiu, natomiast rano szedł na budowę.

Jak wspominał, pracował tam od siódmej do 17, a wieczorami zajmował się muzyką. W tamtym okresie spełnianie muzycznego marzenia łączyło się więc z pracą zarobkową i próbą utrzymania relacji z dzieckiem.

Przełomem okazał się debiutancki album „Bumerang”. Kortez wydał go w 2015 roku. Według drugiego źródła płyta zdobyła podwójną platynę dzięki sprzedaży ponad 60 tysięcy egzemplarzy. Sam artysta wspominał później, że obserwował rosnący sukces z niedowierzaniem, a podczas kolejnych koncertów pojawiały się informacje o braku biletów.

Sukces, rodzina i zmiany. Kortez po latach mówi: „To koniec tamtego Korteza”

Po latach Kortez wraca do początków kariery już z innej perspektywy. W rozmowie ze „Zwierciadłem” dużo miejsca poświęca rodzinie, dzieciom, miłości oraz zmianom we własnym życiu. Przyznaje, że w okresie nagrywania „Bumerangu” rodzina i sztuka były dla niego światami trudnymi do pogodzenia. Teraz mówi, że coraz częściej widzi możliwość ich połączenia.

Artysta podkreśla również wdzięczność wobec swoich rodziców, dzieci, bliskich i współpracowników. Wspomina o „bezwarunkowej miłości” Agi i mówi o tym, jak zmieniło się jego podejście do relacji oraz samego siebie.

Skalę drogi, którą przeszedł, pokazuje również jego wspomnienie finałowego koncertu ZORZY w Katowicach. Kortez mówi, że było tam 60 tysięcy ludzi. Publiczność słuchała „Bumerangu”, podczas którego wyświetlano specjalnie przygotowany film.

Po okresie różnych prac, przesłuchaniu do programu, wyjazdach do Warszawy, pracy na budowie i sukcesie debiutanckiej płyty Kortez sam wyznacza dziś granicę kolejnego etapu swojej historii. Jak mówi: „dziesięć lat po premierze »Bumerangu« zamyka się pewien rozdział”. Dodaje też krótko: „To koniec tamtego Korteza”.

Źródło: Zwierciadło, Pudelek, Plotek, Fakt