Magdalena Cielecka od lat jest kojarzona z teatrem, kinem i telewizją, ale jej droga do aktorstwa wcale nie była oczywista. Zanim zdecydowała się zdawać do szkoły teatralnej, brała pod uwagę kilka zupełnie innych scenariuszy. W najnowszym wywiadzie wróciła wspomnieniami do młodości w Żarkach-Letnisku i zdradziła, jak niewiele brakowało, by jej życie potoczyło się w zupełnie innym kierunku.
WIDEO…
Magdalena Cielecka dorastała w Żarkach-Letnisku. „Nigdy właściwie nie marzyłam, żeby zostać aktorką”
Magdalena Cielecka z ogromnym sentymentem wraca do czasów dzieciństwa. Wychowała się w Żarkach-Letnisku i, jak sama przyznaje, nigdy nie miała poczucia, że rodzinne strony są dla niej za małe.
Wręcz przeciwnie. Mówi o nich z dumą.
„Zawsze odczuwałam ogromną dumę, a nawet poczucie wyższości wynikające z tego, skąd pochodzę” – wyznała w rozmowie ze „Zwierciadłem”.
Żarki-Letnisko określiła jako „maleńką, liczącą dwa tysiące mieszkańców, przepiękną miejscowość, położoną wśród lasów, mającą jezioro i basen kąpielowy”.
Już wtedy lubiła występować. W szkolnym teatrzyku grała główne role – była między innymi Śpiącą Królewną i księżniczką na ziarnku grochu. Nie łączyła jednak tych doświadczeń z przyszłą karierą.
„Owszem, to ja grałam wszystkie główne role w teatrzyku szkolnym (...) ale uznawałam, że po prostu mnie do tego wybrano, nie łączyłam kropek” – wspominała.
W tej samej rozmowie dodała również: „Nigdy właściwie nie marzyłam, żeby zostać aktorką, nawet jako nastolatka”.
Scena była więc obecna w jej życiu, ale długo nie stanowiła celu. Cielecka brała udział w konkursach recytatorskich, grała na gitarze i śpiewała. Wszystko to traktowała jednak bardziej jako część młodości niż początek konkretnej drogi zawodowej.

Magdalena Cielecka w dzieciństwie
Weterynarz albo dziennikarka. Tak Magdalena Cielecka widziała swoją przyszłość
Pomysłów na dorosłe życie miała kilka – i żaden początkowo nie prowadził do szkoły aktorskiej.
„Plany na przyszłość miałam różne – zostać weterynarzem albo dziennikarką” – zdradziła.
Na tym lista się nie kończyła. Cielecka podeszła do kwestii studiów bardzo praktycznie.„Miałam już złożone papiery na historię sztuki i na polonistykę – na wypadek, gdybym się nie dostała” – opowiadała.
Szczególnie interesująco brzmi dziś pomysł z dziennikarstwem. Aktorka sama zastanawia się, jak wyglądałoby jej życie, gdyby wtedy poszła inną drogą. „Kto wie, może siedziałabym w innym miejscu jako dziennikarka i przeprowadzała wywiad z kimś z moich koleżanek” – mówiła.
Brała pod uwagę jeszcze jeden scenariusz. Zakładała, że może po prostu wrócić w rodzinne strony. „Zakładam też, że po studiach wrócę do domu, do Żarek i zostanę na przykład nauczycielką”.
Los poprowadził ją jednak zupełnie inaczej.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Zakochani Cielecka i Gelner na nowym zdjęciu zachwycają. Różnica wieku nie jest dla nich problemem

Wszystko zaczęło się od polonistki i wyjazdów do teatru
Pierwszy wyraźny impuls przyszedł ze szkoły. Cielecka wspomina polonistkę, która kochała teatr i regularnie zabierała uczniów na premiery do Teatru im. Adama Mickiewicza w Częstochowie.
Były to lata 80. i początek 90. Aktorka wspomina ten okres jako czas, w którym szukało się odskoczni od codzienności. Sama mocno zaangażowała się również w ruch oazowy.
Grała na gitarze, czytała poezję, śpiewała utwory Starego Dobrego Małżeństwa. Zaczęła też brać udział w konkursach poezji śpiewanej. Przechodziła do kolejnych etapów, a nawet wygrywała.
I właśnie wtedy coś się zmieniło.
„To na tych konkursach złapałam bakcyla sceny, po raz pierwszy pomyślałam: ‘To jest mój świat. Chcę spędzić w towarzystwie takich osób życie’” – wyznała.
Co ciekawe, to nie ona pierwsza powiedziała głośno, że powinna zostać aktorką. Usłyszała to od ludzi poznanych właśnie przy okazji konkursów.
„To właśnie ci ludzie powiedzieli mi: ‘Musisz zdawać do szkoły aktorskiej’”.

Magdalena Cielecka w dzieciństwie
Do egzaminów przygotowywał ją aktor z Częstochowy
Kiedy pomysł nabrał realnych kształtów, Cielecka zaczęła się przygotowywać. Pomagał jej Marek Ślosarski, aktor teatru w Częstochowie.
Sama dobrze pamięta emocje związane z tamtym okresem. Za każdym razem, gdy przychodziła na przygotowania i patrzyła na drzwi służbowe dla aktorów, pojawiała się w niej jedna myśl.
„Boże, wchodzić i wychodzić tą bramą jako aktorka tego teatru... Czy to się kiedyś spełni?” – wspominała.
Potem przyszedł moment egzaminów. I spore zaskoczenie.„Poszłam na egzaminy i ku swojemu zaskoczeniu je zdałam”. Do krakowskiej szkoły teatralnej dostała się za pierwszym podejściem. Po latach przyznaje, że nie jest pewna, czy w przypadku niepowodzenia miałaby w sobie dość motywacji, żeby próbować ponownie.
„Nie wiem, czy gdyby mi się wtedy nie udało, miałabym w sobie wystarczającą determinację i pewność, by zdawać kolejny raz” – mówiła.

Magdalena Cielecka w młodości
W szkole teatralnej nie zachłysnęła się nowym światem
Nowa rzeczywistość nie wywołała u niej euforii. Cielecka wspominała, że wejście do szkoły teatralnej było dla niej zaskakująco naturalne.
„Wydaje mi się, że dość płynnie weszłam w nowy świat, nie upajałam się sytuacją, że studiuję na znanej artystycznej uczelni, że uczą mnie Anna Polony i Krzysztof Globisz” – opowiadała w „Twoim Stylu”.
Traktowała studia przede wszystkim jako zobowiązanie i pracę. Wiedziała, że znalazła się w miejscu, w którym będzie się od niej dużo wymagać.
Później jej zawodowa droga ruszyła bardzo szybko. Po dyplomie dostała etat w Starym Teatrze w Krakowie i zagrała główną rolę w filmie „Pokuszenie” Barbary Sass.
Choć w kolejnych latach zdarzały się momenty zmęczenia i rozczarowania, nie zaczęła szukać dla siebie nowej ścieżki.
„Bardzo lubię swój zawód i nigdy nie szukałam planu B” – mówiła w „Twoim Stylu”.
To zdanie nabiera dodatkowego znaczenia, gdy zestawić je z planami młodej Cieleckiej. Zanim trafiła do szkoły teatralnej, rozważała kilka zupełnie różnych możliwości. Kiedy jednak aktorstwo naprawdę pojawiło się w jej życiu, inne scenariusze przestały być potrzebne.

Żarki-Letnisko do dziś są jej siłą
Cielecka nie patrzy też na swoje pochodzenie jak na coś, od czego trzeba było uciec. Wręcz przeciwnie – z czasem zaczęła jeszcze mocniej doceniać doświadczenia wyniesione z rodzinnych stron.
„Ja z perspektywy czasu doceniam to, że pochodzę z mniejszego miasta. Ma się wtedy szerszą perspektywę” – przyznała.
Swoje życiowe doświadczenia porównuje do plecaka, do którego przez lata dokłada się kolejne rzeczy, a część z nich z czasem wyrzuca.
W tym plecaku Żarki zajmują szczególne miejsce.
„Dla mnie Żarki, to że stamtąd pochodzę, wszystkie piękne i trudne doświadczenia z tamtego czasu – były i są ogromnym potencjałem, moją siłą” – podkreśliła.
A przecież niewiele brakowało, by zamiast na scenę trafiła do redakcji, gabinetu weterynaryjnego albo szkolnej klasy.
Źródła: magazyn Zwierciadło, dziennikpolski24.pl



























