Kiedyś wszystko działo się szybko: scena, popularność, kolejne zawodowe szanse. Potem Jarek Weber niespodziewanie zniknął z pierwszego planu i na lata usunął się w cień. Dziś znów przyciąga uwagę — tym razem za sprawą „The Voice of Poland”. To historia o czasie, który zmienia perspektywę, o decyzjach podejmowanych z dala od kamer i o chwili, w której można jeszcze raz stanąć w świetle reflektorów.
WIDEO…
Jarek Weber wrócił w „The Voice of Poland”. Trenerzy w komplecie odwrócili fotele
Jarek Weber ponownie pojawił się przed telewizyjną publicznością. Wystarczył jeden odcinek przesłuchań w ciemno nowej edycji „The Voice of Poland”, by widzowie zobaczyli w nim jednego z faworytów do zwycięstwa. Artysta wykonał utwór „Drive” grupy The Cars. Jego występ sprawił, że wszyscy trenerzy odwrócili swoje fotele.
„Ponad 20 lat temu wygrał talent-show. Później na długo zniknął ze sceny. Teraz wraca i to w wielkim stylu. Jarek Weber pojawi się na scenie "The Voice of Poland" i wystarczy zaledwie kilka sekund, żeby trenerzy zaczęli odwracać swoje fotele. (...) Czy właśnie tak wygląda wielki powrót? Nowy sezon "The Voice of Poland" już jutro o 20:30 w TVP2”, zapowiadała jego udział produkcja programu.
Powrót ma szczególne znaczenie ze względu na wcześniejszą drogę muzyczną Webera. Muzyka była obecna w jego życiu na długo przed tym, zanim poznała go cała Polska. Jarek Weber śpiewał od młodych lat, miał własny zespół, koncertował i nagrywał piosenki. Telewizja pojawiła się trochę niespodziewanie. Najpierw była „Szansa na sukces”, później przyszedł moment, który całkowicie zmienił tempo jego kariery.
„Gdy byłem młody, niewiele wskazywało, że zajmę się muzyką. Chodziłem do liceum ogólnokształcącego. A jeśli chodzi o muzykę, to byłem samoukiem – grałem na gitarze i pianinie. Nie przypominam sobie jednak, żebym przeprowadzał z ojcem rozmowy o tym, że też chcę być muzykiem. […] Mama uczyła się na kierunku ekonomicznym. Tatę poznała... na scenie, kiedy byli młodzi. Mój ojciec występował w jakimś konkursie w Bydgoszczy, a mama wtedy z koleżankami robiła chórki dla wszystkich artystów. Tak się poznali. Dorastałem w domu wrażliwym na sztukę, w którym lubimy dobre kino, dobrą muzykę. Poza tym tata mojej mamy grał na pianinie i na akordeonie”, opowiadał w rozmowie z Plejadą w 2024 roku Sergiuszowi Królakowi.
Do „Drogi do gwiazd” w 2001 roku trafił za namową kolegów z zespołu. Początkowo chodziło przede wszystkim o szansę na pokazanie ich muzyki szerszej publiczności. Weber pojechał więc na eliminacje, przeszedł casting, dostał się do programu, wygrał swój odcinek, a następnie triumfował w finale całej edycji. To, co miało być jedynie sposobem na promocję zespołu, w jednej chwili otworzyło przed nim zupełnie nowy świat. Miał wtedy 19 lat. Jeszcze chwilę wcześniej występował podczas zamkniętych imprez dla 200-300 osób, a po telewizyjnym sukcesie zaczął doświadczać rozpoznawalności na skalę, której wcześniej nie znał. Ludzie odwracali się za nim na ulicy, zaczepiali go w sklepach i podczas spotkań z e znajomymi. Prywatność, która dotąd była czymś oczywistym, nagle stała się luksusem. Działo się to jeszcze przed czasami mediów społecznościowych, kiedy telewizja potrafiła z dnia na dzień wykreować nową gwiazdę. TVN mocno postawił na młodego wokalistę. Weber pojawiał się w kolejnych programach stacji, powstał o nim materiał w „Faktach”, a w „Ananasach z mojej klasy” zaśpiewał u boku Edyty Górniak.
Czytaj też: Robert Lewandowski bał się tej przeprowadzki. W Chicago znalazł coś, czego brakowało mu od 18 lat
Sukces przyszedł jednak szybciej, niż zdążył się do niego przyzwyczaić. Dla introwertycznego chłopaka nagła popularność okazała się nie tylko spełnieniem muzycznych ambicji, ale również ogromną życiową zmianą. Świat, o którym wcześniej mógł jedynie marzyć, otworzył przed nim drzwi na oścież — tyle że wraz z zawodowymi możliwościami pojawiła się też cena rozpoznawalności. To właśnie „Droga do gwiazd” sprawiła jednak, że mógł zacząć naprawdę żyć z muzyki i regularnie pojawiać się na scenie. „Nie mogłem się odnaleźć w tej sytuacji, że nie mogę spokojnie wejść do sklepu czy wyjść ze znajomymi na miasto, bo każdy mnie zaczepiał. Ale faktem jest, że ten program utorował mi prostą drogę do tego, że mogłem po prostu grać”, opowiadał w Plejadzie.

Po zwycięstwie w talent show TVN-u wydał debiutancką płytę. Później przez cztery lata śpiewał w „Jakiej to melodii?. „Dość długo działam na rynku, bo w młodym wieku rozpocząłem karierę i grałem koncerty po Polsce, dzięki czemu trafiłem do tego obiegu ludzi śpiewających. Nie bez znaczenia jest fakt, że pochodzę z Bydgoszczy, tak jak Zbyszek Kaute, który przez wiele lat był gitarzystą w "Jakiej to melodii?". Zbyszek już w latach 70. występował z moim ojcem, który zresztą też kiedyś śpiewał i zajmował się muzyką. Nie wiem, czy dobrze opowiadam tę historię i czy na pewno tak to wyglądało, ale kiedyś obiło mi się o uszy, że to właśnie Zbyszek wspomniał o mnie producentom programu, kiedy szukali nowych wokalistów”, dodawał w Plejadzie, opowiadają, jak dostał się do programu.
Zachwycał głosem także w „Tańcu z gwiazdami”. Nagrał też piosenkę „O krok (tak blisko)” z filmu „Zaczarowana”. Wszystko wskazywało na to, że właśnie zaczyna się jego czas. Tym większe było zaskoczenie, gdy z czasem coraz rzadziej pojawiał się w mediach. Dziś ponownie staje w świetle reflektorów.
Jego powrót nie przeszedł bez echa. W mediach społecznościowych szybko pojawiły się reakcje widzów, którzy komentowali zarówno charakterystyczny głos Jarka Webera, jak i jego ponowne pojawienie się na scenie. Na Instagramie i Facebooku nie brakowało też głosów nadziei, że wokalista zostanie w programie na dłużej.

Jarek Weber, 5-ta rocznica stacji TVN
Dlaczego Jarek Weber zniknął ze sceny? Zawiesił karierę i podjął terapię
Za powrotem Jarka Webera stoi długa przerwa od regularnej działalności muzycznej. W 2009 r. przestał udzielać się muzycznie i zawiesił karierę. Najważniejsza była dla niego rodzina. Żona i synowie zostawali w Bydgoszczy, podczas gdy on coraz częściej kursował do Warszawy, gdzie telewizyjne studia zaczęły przypominać drugi dom. W pewnym momencie, kilka doświadczeń, które nie ułożyły się po jego myśli, sprawiło, że zaczął inaczej patrzeć na muzykę, własne ambicje i przyszłość, którą jeszcze niedawno widział wyłącznie na scenie.
„Dużo się działo w naszym życiu. Dużo sytuacji rodzinnych, ale też nie będę ukrywał, że trochę zwątpienia we mnie, kilka nieudanych sytuacji, które mnie spotkały. Wkradała się jakaś niepewność do mojego myślenia o muzyce”, mówił artysta kilka dni temu w rozmowie z Pytaniem na Śniadanie.

Jarek Weber
Za kulisami kibicowała mu ukochana żona, Agata. To ona brała na siebie ciężar codzienności, gdy on próbował wykorzystać swoją szansę w świecie muzyki. W domu czekało na nią trzech synów i cały rytm rodzinnego życia, którego nie dało się zatrzymać. Choć chciała, by Jarek nie rezygnował z marzeń, cena tej drogi była odczuwalna także dla niej. Ten czas wymagał od obojga ogromnej siły. „Nasi chłopcy byli bardzo mali. Oni się urodzili rok po roku. Ja byłam wtedy mamą karmiącą. Olka karmiłam, Adam uczył się chodzić, Janek był w pierwszej klasie szkoły podstawowej. Jarek bardzo dużo czasu spędzał w Warszawie. To było duże wyzwanie dla nas, ponieważ rzadko bywał wtedy w domu i trochę nam się wszystko rozmywało”, dodawała ukochana artysty. A ulubieniec widzów dodawał: „Zrobiliśmy naszej przygodzie muzycznej jeden krok w tył, żeby potem zrobić dwa do przodu”.
Z kolei kilka lat temu w wywiadzie dla Plejady tłumaczył, że w jego życiu w tamtym czasie wydarzyło się wiele rzeczy. Rozstał się z zespołem, z którym grał przez wiele lat, oraz zamknął kilka dotychczasowych tematów.
Jarek Weber mówił także o problemach zdrowotnych. „Zamknąłem kilka tematów, by otworzyć sobie nowe drogi, ale nie do końca mi to wtedy szło na dobre. Pojawiły się też różne problemy zdrowotne […]. Przez jakiś czas uczęszczałem na terapię, dzięki której poukładałem sobie wszystko w głowie. Moja żona w tym czasie rozwijała się zawodowo, od lat zajmuje się prowadzeniem prywatnych szkół z mamą i siostrą. Ja zająłem się domem, a że mamy trzech synów, to było co robić. (śmiech)”, mówił w jednym z wywiadów dla Plejady.
Jarek Weber o powrocie. Muzyka to jego ogromna pasja
I powrócił. Na ten moment musiał po prostu przyjść właściwy czas. Przed laty Jarek Weber świadomie przesunął karierę na dalszy plan, bo najważniejsza była dla niego rodzina. Dziś jego dzieci są już dorosłe, a codzienność wygląda zupełnie inaczej. Po latach skupienia na bliskich wokalista znów może pozwolić sobie na to, by częściej myśleć o własnych marzeniach i o miejscu, które zawsze zajmowała w jego życiu muzyka.
Zmieniło się też jego otoczenie. Razem z żoną przeprowadził się do Warszawy, a ich nowy dom znalazł się dosłownie kilkaset metrów od Telewizji Polskiej. Co ciekawe, decyzję o wynajęciu mieszkania podjęli jeszcze zanim wiedzieli, że Weber pojawi się w programie. Dziś ta przeprowadzka symbolicznie wpisuje się w kolejny etap jego życia — coraz częściej znów pojawia się w telewizji i wraca na większe sceny.


Nie chodzi jednak wyłącznie o sprzyjające okoliczności. Najważniejsza pozostała muzyka, od której przez te wszystkie lata tak naprawdę nigdy się nie odciął. Weber ponownie chce śpiewać, tworzyć i docierać ze swoim głosem do publiczności. Pracuje nad kolejnymi projektami i liczy, że tym razem słuchacze zostaną z nim na dłużej.
Po latach poza pierwszym planem wraca więc nie dlatego, że musi coś udowodnić, ale dlatego, że znów czerpie z tego radość. Tęsknota za sceną nie zniknęła — tylko przez pewien czas musiała ustąpić miejsca innym sprawom. Teraz przyszedł moment, by ponownie dać jej dojść do głosu.
„Wracam… Najprościej jak mógłbym powiedzieć, robię to z miłości do muzyki. Robię też kilka nowych projektów i chciałbym, żeby jak najwięcej ludzi się o nich dowiedziało. I wracam, bo odczuwam dużą radość. Tęskniłem za sceną, tęskniłem...”, przekazał w rozmowie z Pytaniem na Śniadanie.
A my życzymy wszystkiego, co najpiękniejsze!



























