Początki nie wyglądały jednak jak gotowy obrazek z amerykańskiego snu. Lewandowscy przez pewien czas mieszkali w hotelu, a Robert otwarcie przyznawał, że przed przeprowadzką obawiał się nie tylko odległości od Polski, lecz także zmiany strefy czasowej i tego, jak na kolejny życiowy przewrót zareagują jego najbliżsi. Dopiero znalezienie własnego miejsca sprawiło, że Chicago zaczęło przypominać dom. Anna znalazła swoje punkty odniesienia w nowym mieście, córki weszły w szkolną codzienność, a sam Lewandowski zaczął mówić o spokoju, którego przez lata funkcjonowania na szczycie zwyczajnie mu brakowało.
WIDEO…
Robert Lewandowski w Chicago szukał czegoś, czego brakowało mu od lat. „Potrzebowałem tego”
Transfer Roberta Lewandowskiego do Chicago Fire oficjalnie ogłoszono 29 czerwca 2026 roku. Po czterech sezonach w Barcelonie, a wcześniej dwunastu latach spędzonych w Borussii Dortmund i Bayernie Monachium, 38-letni dziś napastnik po raz pierwszy zdecydował się kontynuować klubową karierę poza Europą. Chicago Fire podpisało z nim kontrakt obowiązujący do końca sezonu MLS 2027/28.
Nie była to jednak wyłącznie kolejna pozycja w piłkarskim CV. Z wypowiedzi Lewandowskiego wynika, że po kilkunastu latach życia podporządkowanego Lidze Mistrzów, walce o tytuły, rekordom i oczekiwaniom chciał też doświadczyć futbolu inaczej. Nie zrezygnować z ambicji, lecz odzyskać przestrzeń, w której każdy dzień nie jest oceniany przez pryzmat jednego nieudanego meczu czy niestrzelonej bramki.
W rozmowie z Mateuszem Skwierawskim z WP SportoweFakty na pytanie o to, czego oczekiwał po wyborze Chicago Fire, odpowiedział: „Radości z bycia tu, trenowania. Większego spokoju dookoła meczu i poza boiskiem niż przez ostatnie osiemnaście lat mojego życia. Byłem na to gotowy i potrzebowałem tego. Nabrałem spokoju ducha.”

Jak Lewandowscy odnaleźli się w Chicago? Szkoła dzieci, nowy dom i życie z dala od Europy
Dla Roberta Lewandowskiego zmiana klubu oznaczała jednocześnie przeprowadzkę całej rodziny na drugi kontynent. To zupełnie inna sytuacja niż transfer pomiędzy Monachium a Barceloną: do Polski nie można już wrócić w kilka godzin, dochodzi sześciogodzinna różnica czasu, inny system szkolny dzieci i konieczność urządzenia od początku zwyczajnej rodzinnej codzienności. Lewandowski nie ukrywał, że właśnie ten aspekt wyjazdu wywoływał najwięcej niepewności.
Po dwóch miesiącach życia w Stanach mówił już jednak o Chicago w zupełnie innym tonie. Pytany przez Mateusza Skwierawskiego o to, jak czuje się w mieście, opowiedział nie tylko o sobie, lecz także o żonie i córkach.
„Bardzo dobrze, rodzina tak samo, dzieci super czują się w szkole. Pod względem pogody jest bardzo dobrze, lepiej niż myślałem. Ciepło, nawet jak popada, to i tak jest przyjemnie. Samo życie jest bardzo fajne. Ośrodek treningowy mamy super, sam projekt klubu też robi wrażenie. Pewnych elementów nie da się zmienić w tydzień, ale liga się rozwija, piłkarze idą do przodu. Nie oczekiwałem, że wszystko będzie na najwyższym poziomie, ale przyznaję, że organizacyjnie nie ma na co narzekać. No, może poza naszym boiskiem, czasami nie jest najlepszej jakości, bo wiele drużyn na nim gra. Czasami nie pomaga. To jedyny aspekt, do którego mógłbym się przyczepić” — wyznał.
Najwięcej o kulisach decyzji mówi jednak kolejny fragment tej samej rozmowy. Robert Lewandowski opowiedział w nim wprost, dlaczego po Barcelonie nie chciał już wybierać następnego europejskiego klubu i jak o przeprowadzce rozmawiał z Anną.
„Są tego duże plusy. Po tylu latach wiecznej presji, ciągłych oczekiwań, szczególnie że mówimy o końcu mojej kariery, chciałem spróbować czegoś innego. Po Barcelonie nie wyobrażałem sobie, że będę grał w innym klubie w Europie. Tyle jej oddałem i ona tyle mi dała, że stwierdziłem, że chcę wyjechać poza Europę. Też żeby zobaczyć, jak wygląda świat, poszerzyć horyzonty, zobaczyć piłkę nożną z innej perspektywy. To też daje mi nowe spostrzeżenia. Będąc całe życie w topowych klubach, nie miałem świadomości, jakie są realia na nieco innym poziomie.
Rozmawiałem o wyjeździe z rodziną, z Anią. Sam bałem się dalekiej podróży poza Europę. Z powodu odległości niepewność była większa. To już nie trzygodzinny lot do Polski, do tego dochodzi zmiana czasu, zmiana organizacji życia na innym kontynencie. Dlatego był strach, czy wszyscy dobrze się odnajdą, czy będziemy czuli się szczęśliwi. To naturalne emocje, które nam towarzyszyły. Przechodząc z Bayernu do Barcelony, też zastanawialiśmy się, jak na miejscu zaadaptują się dzieciaki.”
Pierwsze tygodnie w Chicago nie dawały Lewandowskim poczucia stabilizacji, bo rodzina mieszkała w hotelu. Robert zwracał uwagę, że nawet najlepszy hotel przestaje być komfortowy, kiedy nie jest miejscem kilkunastodniowego urlopu, ale tymczasowym domem. Dopiero po przeprowadzce do własnego miejsca sytuacja się zmieniła. W rozmowie z WP SportoweFakty przyznał, że właśnie od tego momentu zaczęli czuć się „jak u siebie”.
- SPRAWDŹ TEŻ: Lady Gaga i Michael Polansky długo trzymali to w tajemnicy. Imię ich córki nie jest przypadkowe




























