Reklama

Dzisiejsza pewność siebie Mai Chwalińskiej nie wzięła się wyłącznie z wygranych meczów. Narodziła się znacznie wcześniej – wtedy, gdy musiała zmierzyć się z własnymi ograniczeniami i zaakceptować, że nie wszystko da się pokonać jeszcze cięższą pracą. To właśnie ten etap, choć najboleśniejszy, okazał się przełomowy.

Maja Chwalińska długo nie dostrzegała, że dzieje się z nią coś złego

Od dziecka była przyzwyczajona do życia podporządkowanego tenisowi. Trenowała intensywnie, stawiała sobie coraz wyższe wymagania i wierzyła, że sukces przychodzi wyłącznie dzięki ciężkiej pracy. Kiedy organizm zaczął wysyłać pierwsze sygnały ostrzegawcze, próbowała je ignorować.

Jak wspomina, początki kryzysu pojawiły się pod koniec 2019 roku. Najpierw przyszło ciągłe zmęczenie, później coraz trudniej było jej wykonywać najprostsze codzienne czynności.

– „Non stop ogromne zmęczenie, wyzwaniem było samo wstanie z łóżka. Jakiś czas zaciskałam zęby, bo ja zawsze byłam taka, że im więcej treningu, tym lepiej, więc do wyjścia z domu i trenowania jakoś się zmuszałam” – opowiadała.

Przez długi czas wydawało jej się, że wystarczy jeszcze mocniej się zmobilizować. Z zewnątrz funkcjonowała normalnie, ale wewnętrznie gasła z każdym kolejnym tygodniem. W końcu doszła do momentu, w którym nie była już w stanie udawać, że wszystko jest w porządku.

„Przyszłam na trening, usiadłam i zaczęłam płakać”

Ten dzień pamięta do dziś.

– „Przyszłam na trening, ale nie byłam w stanie... Nie mogłam się ruszyć, siedziałam i płakałam” – wspomina.

Obok był jej nowy trener, Jaroslav Machovsky. Nie próbował motywować jej do dalszej pracy ani przekonywać, że kryzys minie po kolejnym treningu. Zrobił coś znacznie prostszego.

– „Podszedł do mnie i zapytał, czy pójdziemy na kawę. Tylko tyle. Aż tyle.”

Ten gest zapamiętała na całe życie. Dziś mówi o trenerze jak o „drugim tacie”. To właśnie on zaproponował, by na jakiś czas całkowicie odłożyła tenis.

– „Powiedział, że skoro jest tak źle, to może zrobię sobie przerwę od tenisa. On będzie obok. Będzie czekał. A jak będę gotowa, to mam mu dać znać.”

Tak rozpoczęła się 14-miesięczna przerwa od zawodowego sportu. W tym czasie korzystała z pomocy psychologa i mogła liczyć na wsparcie rodziny. Dopiero z perspektywy czasu zrozumiała, że depresja nie była wyłącznie skutkiem sportowej presji.

– „Myślę, że za ten kryzys bardziej odpowiedzialne były moje przekonania, moje podejście do sportu. Chciałam więcej i więcej. Treningu zawsze miało być więcej, nigdy mniej.”

Czytaj też: Iga Świątek i Maja Chwalińska grają o fortunę. Tyle mogą zgarnąć już za pierwszy mecz Wimbledonu

Powrót zaczął się dużo wcześniej niż pierwszy mecz

Dziś Maja Chwalińska nie ukrywa, że najważniejsza praca odbyła się poza kortem. Musiała nauczyć się stawiać granice, odpuszczać i zaakceptować, że odpoczynek nie jest oznaką słabości.

W rozmowie z „Vogue Polska” przyznaje, że kryzys dał jej coś, czego wcześniej nie miała – głęboką świadomość samej siebie.

– „Dało mi to moc wiedzy na swój temat. Teraz znam siebie i wiem, że nikt nie zrobi mi nic gorszego, niż to, co przeżyłam. I z czym sobie poradziłam. Mam więcej pewności siebie.”

Paradoksalnie właśnie najtrudniejsze doświadczenie sprawiło, że dziś mniej boi się porażek.

– „Te trudne chwile pozwoliły mi nieco ograniczyć strach. Wtedy wiedziałam, że nie mam już nic do stracenia, a dzisiaj wiem, że z pomocą psychologiczną poradzę sobie ze wszystkim. Ufam sobie.”

To zupełnie inne podejście niż to, z którym dorastała jako młoda zawodniczka. Wcześniej sukces był obowiązkiem. Dzisiaj jest efektem procesu, a nie jedynym celem.

„Nigdy nikomu nie powiem: nie poddawaj się”

Jedne z najmocniejszych słów, jakie wypowiedziała Maja Chwalińska, dotyczą popularnych motywacyjnych haseł. Sama nie chce ich powtarzać.

– „Nigdy nikomu nie powiem: nie poddawaj się. Ja poddawałam się wiele razy, ale wróciłam.”

Jak tłumaczy, każdy ma prawo zatrzymać się wtedy, gdy dalsza walka staje się niemożliwa.

– „Potrzebowałam czasu na poukładanie sobie kilku rzeczy w głowie. Dopiero gdy doszłam do ładu ze sobą, z tym, co czuję, mogłam wrócić do tenisa.”

To doświadczenie całkowicie zmieniło także jej spojrzenie na sport. Dziś znacznie częściej wraca myślami do początku swojej przygody z tenisem i przypomina sobie, dlaczego jako kilkuletnia dziewczynka zakochała się w grze.

– „Ważne są powroty do podstaw, do tego pytania: dlaczego zaczęłaś grać w tenis? I ja często to robię.”

Czytaj też: Przez nią Maja Chwalińska niemal straciła „dziką" kartę na prestiżowy turniej. A wszystko przez to, że Serena Williams się nudzi

Roland Garros pokazał, jak wiele zmieniło się w jej życiu

Efekty tej przemiany zobaczył cały tenisowy świat. Podczas Roland Garros zachwycała nie tylko wynikami, ale także spokojem i dojrzałością. Eksperci podkreślali jej kreatywność, inteligencję taktyczną i umiejętność zaskakiwania rywalek, a kibice zwracali uwagę na jej naturalność i pokorę.

Sama sukces przyjęła z charakterystycznym dla siebie spokojem. Gdy po powrocie do Polski zobaczyła tłumy czekające na lotnisku, była szczerze zaskoczona.

– „Szok, przede wszystkim. Nie byłam świadoma tego, co się dzieje w Polsce w związku z moim sukcesem. Jestem za to bardzo wdzięczna.”

Choć jej życie zmieniło się niemal z dnia na dzień, nie zamierza zmieniać swoich priorytetów.

– „Wiem, że moje życie bardzo się teraz zmieni i spróbuję się do tego dostosować, ale moje priorytety się nie zmienią. Największą satysfakcję daje mi praca nad sobą i praca nad moją grą.”

To właśnie dlatego kibice tak szybko ją pokochali. Nie tylko za tenis, ale również za autentyczność i odwagę mówienia o depresji. Historia Mai Chwalińskiej pokazuje, że nawet największy sukces nie rodzi się wyłącznie z talentu. Czasem zaczyna się od chwili, w której człowiek pozwala sobie powiedzieć: „potrzebuję pomocy”. I właśnie ta decyzja okazuje się pierwszym krokiem do najważniejszego zwycięstwa.

Maja Chwalińska, Czerwiec 2026
Maja Chwalińska, Czerwiec 2026 Daniel Kopatsch/Getty Images
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...