„Ranczo” wraca, a wraz z nim bohaterowie, za którymi widzowie zdążyli zatęsknić. Ten powrót ma jednak również wyjątkowo emocjonalny wymiar. W nowej odsłonie zabraknie części aktorów, którzy przez lata współtworzyli świat serialu. Jak scenarzyści poradzili sobie z ich nieobecnością? Magdalena Waligórska-Lisiecka i Wojciech Wysocki znają już odpowiedź. Ich słowa mogą uspokoić fanów „Rancza”.
Magdalena Waligórska-Lisiecka wróciła jako Violetka. Na planie pojawiły się łzy
Barwnymi postaciami „Ranczo” stoi, a Violetka bez wątpienia jest jedną z nich. Charakterystyczne stylizacje, sposób bycia i teksty bohaterki sprawiły, że trudno wyobrazić sobie serial bez Magdaleny Waligórskiej-Lisieckiej. Po 10 latach aktorka ponownie weszła w dobrze znaną rolę. I choć początkowo podchodziła do tego jak do kolejnego zawodowego zadania, w pewnym momencie emocje wzięły górę.
– Dopóki byłam w takim etapie przygotowawczym, właśnie na przymiarce kostiumów, uczyłam się tekstu, przyjechałam na plan, zaczęłam robić charakteryzację, to wszystko było dla mnie taką po prostu pracą. Do momentu, kiedy nie zobaczyłam siebie całkowicie transformowanej, stanęłam w scenografii. W tym momencie mnie po prostu tak ścisnęło za gardło, łzy w oczach, jakiś taki poziom wzruszenia w ogóle niesamowitego – opowiadała Magdalena Waligórska-Lisiecka Rafałowi Kowalskiemu.
Na dłuższe przeżywanie tej chwili nie było jednak czasu. Padło „kamera, akcja” i trzeba było wrócić do pracy.
– No i słyszę kamera, akcja, więc po prostu natychmiast musiałam to wszystko wyłączyć, skupić się, zrobić to, co do mnie należało. Więc na tę chwilę takiego serio wzruszenia nie było przestrzeni, bo jesteśmy w pracy, ale to mnie chyba zaskoczyło, że to poczułam – przyznała.
„Ranczo” miało się nie udać. Potem każdy odcinek oglądało 10 milionów ludzi
Sentyment to słowo, które nieprzypadkowo powraca w rozmowach z obsadą. Magdalena Waligórska-Lisiecka zwraca uwagę, że serial stał się dla części publiczności czymś bardzo osobistym.
– No, na pewno coś takiego się wydarzyło wyjątkowego, że ten serial dużo osób kocha i traktuje jako też trochę jakąś swoją historię, swoją własność, przytula do serduszka – mówiła aktorka.
Tymczasem na początku sama miała sporo wątpliwości, czy opowieść rozgrywająca się na wsi znajdzie swoją publiczność.
– Ja miałam takie poczucie, że gdzie my się pakujemy, po prostu nasz serial z tą wsią, psami i w ogóle to przecież to się w życiu nie... nikt tego nie kupi, to się nie będzie podobało. A jednak znaleźli się odbiorcy. W ogóle okazało się, że robimy drugi sezon, potem trzeci i tak poszło. A potem się okazało, że w szczytowym momencie 10 milionów ludzi oglądało każdy odcinek – wspominała.
Dziś właśnie ta więź z publicznością sprawia, że powrót ma dla aktorki jeszcze jeden wymiar.
– Więc jest sentyment, ale ja bym powiedziała też o odpowiedzialności, o tym uczuciu, że ktoś na to czeka, konkretni ludzie, konkretne osoby, no i żeby po prostu nie zepsuć – podkreśliła.

Nowe „Ranczo” bez kochanych aktorów. „Jestem pełna szacunku”
Obok radości z powrotu pojawia się znacznie trudniejszy temat. Przez ostatnie lata pojawiały się wątpliwości, czy „Ranczo” powinno być kontynuowane bez osób, których już zabrakło. Magdalena Waligórska-Lisiecka zna scenariusz i wie, jakie decyzje zostały podjęte. Szczegółów nie zamierza jednak zdradzać.
– Jestem pełna szacunku do tego, jak scenarzyści rozwiązali te kwestie, jakie decyzje podjęli – powiedziała.
Aktorka przyznała przy tym, że uważnie wsłuchuje się w głosy publiczności.
– Ja czytam komentarze fanów i nie fanów. Ja jestem taką aktorką, która uważa, że trzeba mieć kontakt z publicznością i wiedzieć, jakby słyszeć, co ludzie mówią, co mają w sercu – tłumaczyła.
I właśnie wtedy padła deklaracja, która może być szczególnie ważna dla wieloletnich widzów „Rancza”.
– Więc mam takie poczucie, że jest dobrze, że będziecie zadowoleni, że tych waszych naprawdę kochanych aktorów, kochane postaci uszanowano – zapewniła Magdalena Waligórska-Lisiecka.
Kiedy rozmowa zbliżyła się do szczegółów, aktorka nie dała się jednak namówić na zdradzenie tajemnic.
– Ja jednak będę w porządku wobec umowy, którą podpisałam. Po prostu nic nie powiem – zaznaczyła.
Nieżyjący aktorzy „Rancza”. Wojciech Wysocki zapowiada wzruszające momenty
O tę samą, wyjątkowo delikatną kwestię Rafał Kowalski zapytał także Wojciecha Wysockiego. W rozmowie przywołani zostali między innymi Franciszek Pieczka oraz Paweł Królikowski. Aktor potwierdził, że zna ostateczną wersję scenariusza i wie, jaki sposób znaleźli scenarzyści na nieobecność związanych z produkcją osób.
Podobnie jak Magdalena Waligórska-Lisiecka nie chciał jednak zdradzać konkretnego rozwiązania. Jego ocena była za to jednoznaczna.
„No, znam ostateczny kształt scenariusza i wiem, jak to scenarzyści rozwiązali ten problem. I moim zdaniem rozwiązali świetnie. Jak, nie powiem, ale w każdym razie te postaci żyją jakoś, i to pewnie będą momenty bardzo wzruszające”.
Słowa Wysockiego korespondują więc z tym, co o scenariuszu powiedziała Magdalena Waligórska-Lisiecka. Ona mówi o szacunku dla decyzji scenarzystów i uszanowaniu kochanych aktorów oraz postaci, on ocenia rozwiązanie jako „świetne” i zapowiada „bardzo wzruszające” momenty.
Twórcy oraz aktorzy nadal nie zdradzają jednak, jak dokładnie będzie to wyglądać na ekranie. Wiadomo tyle, ile zdecydował się powiedzieć Wysocki: „te postaci żyją jakoś”.
- Zobacz także: TYLKO U NAS: Cezary Żak wyznaje: „Bałem się powrotu Rancza”. Zdradza, co po 10 latach wydarzy się u jego postaci

Co czeka Violetkę? Magdalena Waligórska-Lisiecka zdradziła jeden szczegół
Przy wszystkich emocjach związanych z powrotem jest też miejsce na to, za co widzowie polubili Violetkę. Magdalena Waligórska-Lisiecka konsekwentnie pilnuje tajemnic scenariusza, ale Rafałowi Kowalskiemu udało się wydobyć od niej jedną zapowiedź.
– Na pewno mogę powiedzieć, że w wątku Violetki będą porywy – zdradziła aktorka.
To słowo nie pojawiło się przypadkowo. Waligórska-Lisiecka odwołała się do wcześniejszych losów swojej bohaterki.
– Bo Violetka miała taki moment w swoim życiu, kiedy wyszła za mąż, powiedziała, że już żadnych porywów po ślubie nie będzie. No, a w tej jedenastej serii, drodzy Państwo, będą porywy – zapowiedziała.
Co kryje się za tajemniczymi „porywami”, pozostaje więc niespodzianką. Magdalena Waligórska-Lisiecka więcej zdradzić nie chce. Jej słowa oraz wypowiedź Wojciecha Wysockiego pokazują natomiast, że powrót do świata „Rancza” ma nie tylko przywołać dobrze znanych bohaterów, ale również zmierzyć się z nieobecnością tych, których zabrakło. I właśnie w tych momentach, jak zapowiada Wysocki, może zrobić się „bardzo wzruszająco”.

























