Rozmowa Marioli Bojarskiej-Ferenc z Czesławem Langiem nie jest wyłącznie opowieścią o kolejnych zwycięstwach. W „VIVA! Bez Tabu” sportowiec wraca pamięcią do chwil, w których równie ważne jak talent okazały się marzenia, konsekwencja i umiejętność wyznaczania sobie kolejnych celów. Jak sam przyznaje, od początku potrafił wyobrażać sobie to, do czego chce dojść — najpierw lepszy rower, później kolejne tytuły, medale i wreszcie zawodowe kolarstwo.
Czesław Lang zdradził Marioli Bojarskiej-Ferenc, jak rodziły się jego wielkie marzenia. „Ja wierzę bardzo, bardzo w przeznaczenie”
Mariola Bojarska-Ferenc zapytała swojego gościa, kto właściwie zaplanował jego imponującą sportową drogę. Czy był to pierwszy trener, którego spotkał? A może to sam Czesław Lang od początku wiedział, dokąd chce dojść? Prowadząca przypomniała przy tym, że lista jego sukcesów jest tak długa, iż trudno byłoby zmieścić ją w jednym programie.
Odpowiedź Czesława Langa prowadzi jednak w nieco inną stronę. Zamiast mówić o jednym człowieku, który rozpisał mu karierę krok po kroku, sportowiec opowiada o czymś znacznie bardziej osobistym: o przeznaczeniu, wyobraźni i umiejętności marzenia.
„Ja wierzę bardzo, bardzo w przeznaczenie. Często odpuszczam wiele rzeczy i one się same układają, ale zawsze umiałem marzyć, wyobrażać sobie, wizualizować np. jak będzie wyglądał mój rower, co chciałbym osiągnąć, jakie chciałbym medale…” — wyznał Marioli Bojarskiej-Ferenc w „VIVA! Bez Tabu”.
„I tak w łóżku sobie marzyłem, umiałem sobie marzyć i stawiać sobie cele. I powolutku, powolutku do tych celów dążyłem, także z roweru takiego byle jakiego wymarzyłem sobie piękny jaguar, na którym później wygrywałem. To był wtedy taki wow, topowy rower” — dodał.
Z czasem cele stawały się coraz większe. Najpierw pojawił się wymarzony sprzęt, później kolejne sportowe tytuły, aż w końcu marzenie, które w tamtych realiach nie należało do łatwych do spełnienia: „Później, nie wiem, zdobyłem tytuł Mistrza Województwa, Mistrza Polski, medale Mistrzostwa Świata, olimpiady. No i później takie wielkie marzenie: zostać kolarzem zawodowym. I to też nie było takie proste.”
Lekarze walczyli o rękę Czesława Langa, a trenerzy już go skreślili. „Trenowałem dwa razy tyle, ile wszyscy”
Najbardziej przejmujący moment rozmowy pojawia się wtedy, gdy Czesław Lang wraca pamięcią do Wyścigu Pokoju w 1978 roku. Jeden wypadek sprawił, że dalsza sportowa przyszłość, o której wcześniej tak intensywnie marzył, nagle stanęła pod ogromnym znakiem zapytania.
Lang mówi o tym wydarzeniu, ponownie odnosząc się do przeznaczenia.
„Ale to, co mówimy o przeznaczeniu: rok wcześniej na Wyścigu Pokoju [w 1978 roku - przyp. red.] przewróciłem się. Wybiłem sobie rękę zestawu barkowego tak bardzo, bardzo mocno, że groziło mi nawet, że tą rękę stracę” — powiedział.

To nie była kontuzja, po której wystarczyło kilka tygodni odpoczynku. W „VIVA! Bez Tabu” kolarz wyznał Marioli Bojarskiej-Ferenc, że leczenie oznaczało dla niego wielomiesięczny pobyt w szpitalu. W tym samym czasie sportowy świat zaczął iść dalej bez niego: „Prawie pół roku w szpitalu, wykreślono mnie już z kadry, odstawiono na boczne tory, już niepotrzebny na Lang do niczego, bo już jest nieprzydatny.”
To jednak, co wydarzyło się później, nadaje całej historii zupełnie inny wymiar. „A ja się tak zawziąłem, że zrobiłem rehabilitację i trenowałem dwa razy tyle, ile wszyscy. I ten 1980 był moim najlepszym rokiem” — podkreślił.
Po czasie, w którym został odsunięty i — jak sam mówi — uznany za „nieprzydatnego”, przyszła seria sukcesów. Lang wymienia je w rozmowie z Mariolą Bojarską-Ferenc niemal jednym tchem: „Nie ma złego, co nie wyjdzie na dobre, ponieważ jak chciałem coś wygrać, to wygrywałem. Mistrzostwa Polski, wyścig Settimana Lombarda, Meksyk, Tour de Pologne, Medal Olimpijski...”
To właśnie wtedy, kiedy inni zdążyli go już skreślić, on dokonał prawie niemożliwego.
Całe wideo znajdziesz na naszym YouTube. Zapraszamy do oglądania.

























