Reklama

Dziś Małgorzata Ostrowska kojarzy się z wielką sceną, charakterystycznym głosem i sceniczną charyzmą, jednak jej muzyczna droga zaczęła się, zanim sama mogła świadomie zdecydować, że chce związać swoje życie ze śpiewaniem. W rozmowie z Mariolą Bojarską-Ferenc artystka opowiedziała o tym, jak jako 11-letnia dziewczynka trafiła do szkolnego big bandu. Wspomnienia zaprowadziły ją również do rodzinnego domu, w którym muzyka była obecna podczas spotkań z najbliższymi. Okazuje się, że za jej pierwszym poważniejszym zetknięciem ze śpiewaniem stała starsza siostra.

Małgorzata Ostrowska zaczęła śpiewać jako 11-latka. „Absolutnie przypadek”

Mariola Bojarska-Ferenc zapytała Małgorzatę Ostrowską o początki kariery i o to, czy już jako 11-letnia dziewczynka świadomie wybrała dla siebie muzyczną drogę. Odpowiedź wokalistki nie pozostawiła wątpliwości. Nie było wówczas mowy o planowaniu przyszłości, marzeniach o wielkiej scenie czy decyzji, że śpiewanie stanie się jej zawodem.

„Absolutnie przypadek. A w ogóle, mając 11 lat, to co ja mogłam wybierać, szczególnie świadomie? Bardzo niewiele” — powiedziała Marioli Bojarskiej-Ferenc.

Jak wyznała w „VIVA! Bez Tabu”, ważną rolę w tej historii odegrała jej siostra. To właśnie ona przyprowadziła młodszą Małgorzatę do szkolnego big bandu i niejako zdecydowała, że dziewczynka zajmie jej miejsce.

„I ja w wieku 11 lat w zasadzie zostałam przyprowadzona do big bandu takiego szkolnego przez moją siostrę. To moja siostra zarządziła, że ona wyjeżdża do szkół, a tutaj jest młodsza siostra i ona będzie za mnie śpiewać. Także ja nie miałam wiele do powiedzenia” — wspominała Małgorzata Ostrowska.

„Owszem, śpiewałam wcześniej, śpiewałam w duecie z nią, śpiewałam u mnie w domu na imieninach, na imieninach moich rodziców, na imieninach mojego dziadka, ponieważ wtedy się zjeżdżała cała wielka rodzina. A piękne śpiewy w takich harmoniach lekko gregoriańskich, bo moja rodzina od strony mamy ze wschodu. I ja myślę, że ta muzyka to była obecna przez całe życie” — dodała.

Małgorzata Ostrowska o stresie przed występami. Dzisiaj odczuwa go bardziej niż jako dziecko

Mariolę Bojarską-Ferenc zainteresowało również to, jak 11-letnia Małgorzata radziła sobie na scenie. Prowadząca „VIVA! Bez Tabu” zapytała, czy już wtedy miała dużą pewność siebie, czy może występ przed publicznością sprawiał, że trudno było jej wydobyć z siebie głos.

„Myślę, że takie stresy przed wyjściem na scenę częściej dopadają mnie teraz. Bo ja mam świadomość tego, co może się przewrócić, a czego nie umiem, jakie mam problemy na przykład z gardłem” — powiedziała Marioli Bojarskiej-Ferenc.

Kiedy miała 11 lat, nie zastanawiała się, jak długo potrwa jej przygoda z muzyką. Nie wiedziała wtedy, że scena pozostanie z nią na kolejne dekady: „A w wieku 11 lat [...] nie miałam żadnej świadomości tego, co się dzieje, a już w ogóle nie miałam świadomości tego, że ewentualnie będzie to trwało jeszcze kilka lat, a już na pewno nie myślałam, że będzie to trwało całe życie”.

Małgorzata Ostrowska, VIVA! 23/2019
Małgorzata Ostrowska, VIVA! 23/2019 fot. Adam Pluciński/MOVE

Małgorzata Ostrowska o dzieciństwie i miłości mamy. „Byłam kochanym dzieckiem”

W rozmowie Marioli Bojarskiej-Ferenc z Małgorzatą Ostrowską pojawił się również znacznie bardziej osobisty temat. Prowadząca wróciła do wcześniejszej wypowiedzi artystki dotyczącej jej relacji z mamą. Zapytała o to, że zdanie „kocham cię” miało rzadko padać w jej rodzinnym domu, oraz o wpływ takiego sposobu okazywania uczuć na dorastającą dziewczynę.

Małgorzata Ostrowska zaznaczyła jednak, że nie utożsamiała braku słownych deklaracji z brakiem rodzicielskiej miłości. Wręcz przeciwnie. Wokalistka miała poczucie, że jest kochana, a uczucia w jej domu były przekazywane również w inny sposób.

„To nie jest tak, że jeżeli nie było słowa „kocham cię”, to ja nie czułam tej miłości. Absolutnie czułam tą miłość. Nie wszystko przekazuje się słowami. Także ja nie miałam poczucia, że nie jestem kochana, albo że niedostateczną ilość tej miłości otrzymuję, absolutnie nie. Byłam kochanym dzieckiem” — wyznała w rozmowie z Mariolą Bojarską-Ferenc.

Za rodzinną troską kryła się jednak również trudna historia z dzieciństwa wokalistki. Małgorzata Ostrowska zdradziła, że poważnie chorowała. Mariola Bojarska-Ferenc dopytała swoją rozmówczynię o chorobę. Wtedy Małgorzata Ostrowska powiedziała wprost, że od dzieciństwa zmagała się z epilepsją. Jak wynika z jej wspomnień, sytuacja była na tyle poważna, że właściwie przez cały czas ktoś z najbliższych musiał być obok niej.

„Ja chorowałam na epilepsję od dzieciństwa, dość taką poważną i rozległą, więc byłam cały czas nadzorowana też. Zawsze albo rodzice, albo siostra przy mnie byli” — powiedziała Marioli Bojarskiej-Ferenc.

Prowadząca „VIVA! Bez Tabu” zapytała wówczas, czy choroba nie wpływała na śpiewanie i czy młoda Małgorzata nie obawiała się, że atak może nastąpić podczas występu. Okazuje się, że artystka nie przeżywała swojej sytuacji w taki sposób. Jak sama tłumaczyła, choroba zaczęła się na tyle wcześnie, że jako dziecko nie była jeszcze w stanie w pełni zrozumieć tego, co się z nią dzieje.

„Ja się niczego nie bałam, bo ja nie byłam świadoma tego. Tak wcześnie zaczęłam, że praktycznie nie ogarniałam tego, co się dzieje dookoła” — wyznała Marioli Bojarskiej-Ferenc. Istniała jednak konkretna obawa związana z charakterem ataków. „Był taki niepokój, że głównie nocne ataki przeniosą się na przykład na dzień” — podsumowała.


Całe wideo znajdziesz na naszym YouTube. Zapraszamy do oglądania.

Małgorzata Ostrowska, VIVA! 23/2019
fot. Adam Pluciński/MOVE
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...