Tylko w VIVA! Bez Tabu! Małgorzata Pieczyńska o środowisku aktorów: „Ludzie bywają zawistni”. Doświadczyła tego na własnej skórze…
W szczerej rozmowie z Mariolą Bojarską-Ferenc w programie VIVA! Bez Tabu Małgorzata Pieczyńska wróciła wspomnieniami do początków swojej drogi aktorskiej. Opowiedziała o konflikcie z wykładowczynią w szkole teatralnej, który – jak przyznaje – odbił się na jej karierze. Nie zabrakło także refleksji o relacjach w środowisku aktorskim i gorzkiego wyznania, że „ludzie bywają zawistni”.
Choć dziś Małgorzata Pieczyńska jest jedną z najbardziej cenionych polskich aktorek, początki jej zawodowej drogi nie należały do łatwych. W rozmowie dla VIVA! Bez Tabu zdradziła, że już podczas studiów nie bała się mówić głośno o swoich przekonaniach. Jak się okazało, taka postawa miała swoją cenę, a jej konsekwencje odczuwała jeszcze wiele lat później.
Małgorzata Pieczyńska nie chciała się podporządkować. Jeden sprzeciw w szkole teatralnej miał zaważyć na jej przyszłości
Małgorzata Pieczyńska nie ukrywa, że już od pierwszych dni w warszawskiej Szkole Teatralnej miała własne zdanie i nie bała się go wyrażać. W rozmowie z Mariolą Bojarską-Ferenc wspomina, że wszystko zaczęło się od pozornie niewinnej dyskusji podczas zajęć z wyrazistości mowy. To właśnie wtedy – jak przyznaje – narodził się konflikt, którego konsekwencje odczuwała jeszcze przez wiele lat.
„Ja się po prostu od razu skonfliktowałam [w Szkole Teatralnej], bo na pierwszych zajęciach, kiedy powiedziałam [...] fragment Pana Tadeusza, stoję sobie przed tą całą grupą, przed nauczycielką, to była pani Aniela Świderska, świętej pamięci. [...] Dobra, powiedziałam to ładnie, coś tam, a ona mówi: „bardzo dobrze, właśnie bardzo, pani Pieczyńska, bardzo dobrze”. I mówię na koniec zajęć: „no to co mam przygotować na następne zajęcia?”. „To samo. Będziemy rzeźbić”. Mówię: „słucham, ale w czym rzeźbić?”. Tak, bo przecież przygotowujemy egzamin. I każdy miał fragment Pana Tadeusza, i myśmy mieli przez pół roku rzeźbić. Ja mówię: „nie, to jest niemożliwe. Przez pół roku dwa razy w tygodniu ja mam rzeźbić to samo? Co pani sobie wyobraża? No bo jest ciekawszy repertuar. My byśmy bardzo tutaj chcieli jakąś współczesną poezję. Właśnie tego Miłosza, tego Stachurę, zrobić coś, co nas porusza, tego Herberta”. Wyśmiała mnie. [...] Ja po prostu tam turlałam się z nudów na tych zajęciach po podłodze” – wspominała.
Aktorka przyznaje, że z czasem napięcie między nią a wykładowczynią tylko rosło. Kulminacja nastąpiła podczas rady pedagogicznej, gdy pojawił się temat jej oceny z wyrazistości mowy. Jak wspomina, o przebiegu dyskusji dowiedziała się później od przedstawicieli studentów.
„[Na koniec] mieliśmy już wtedy reprezentację studencką na tej radzie pedagogicznej. Oni mi potem kablowali, co tam było. I ona mówi, że pani Pieczyńska, za wyrazistość mowy, coś tam trzy z dwoma albo dwa. [...] A Łapucki na to wstaje [...] i mówi: „Przepraszam bardzo, na jakiej podstawie? Czy była Pani na egzaminie ze scen, gdzie Pani Pieczyńska coś tam grała?”. „Tak, byłam”. „Czy słyszała Pani, jak mówi na moim egzaminie, jak mówi właśnie Kaziuka, monolog?”. „Tak”. Więc ja uważam, że pięć. Nie ma dyskusji. Pięć. On był rektorem. No i tam zeszło na cztery, czy coś takiego się wykłócił. A ona mnie znienawidziła. To miało bardzo poważne konsekwencje w mojej karierze” – podkreśliła.

„Ludzie bywają zawistni”. Małgorzata Pieczyńska szczerze o relacjach w środowisku aktorskim
Pytanie Marioli Bojarskiej-Ferenc o przyjaźnie w świecie aktorów stało się dla Małgorzaty Pieczyńskiej pretekstem do bardzo osobistego wyznania. Aktorka nie idealizuje swojego środowiska i podkreśla, że zazdrość czy niechęć nie są niczym wyjątkowym.
„Bywają ludzie zawistni po prostu, jak w każdym środowisku. [...] Jak przyszłam na egzamin magisterski, to Łapicki był wtedy rektorem, bo ja bardzo długo studiowałam. Jako, że już zaczęłam pracować, grałam w filmach, troszeczkę to się przeciągnęło i ten Łapicki już był wtedy rektorem. I mówi: „Pani Małgorzato, co pani zrobiła Anieli? Ona pani nie dopuszcza do egzaminu magisterskiego”. Ja mówię: „słucham?”. „No, podobno nie ma pani zaliczonej, coś tam, wyrazistości mowy z pierwszego roku, z jakiegoś tam pierwszego semestru. [...] proszę pokazać indeks”. To była taka mała szkoła. Tam w tych indeksach się miało stempelki albo nie. Generalnie były jakieś oceny gdzieś tam w sekretariacie. Ja mówię: „ale ja miałam indywidualny tok studiów, bo ja robiłam właśnie Wierną rzekę. I ja po prostu być może, że nie byłam nawet na tym egzaminie, ale miałam to zaliczone indywidualnie”. „No ale pani Aniela uważa, że nie. I musi pani przyjść we wrześniu na poprawkowy egzamin, właśnie z wyrazistości mowy, i nie jest pani dopuszczona do egzaminu magisterskiego”. No to był szok” – wspominała.
Choć sytuacja wydawała się absurdalna, Pieczyńska nie pozwoliła, by zepsuła jej ważny dzień. Jak opowiada, wszystko na świętowanie było już przygotowane, dlatego nie zamierzała z niczego rezygnować.
„Ja miałam w SPATIF-ie wynajętą salę. Miałam tylu kumpli już wśród zawodowych aktorów. Oczywiście nie zrezygnowałam z tego bankietu, tylko poszłam na ten bankiet, i jak myśmy się z tego śmiali. Naprawdę, no współczuję jej tej decyzji” – podsumowała.
Całe wideo znajdziecie na naszym YouTube. Zapraszamy do oglądania.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby YouTube i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
