Przez lata jelita kojarzyliśmy przede wszystkim z trawieniem. Tymczasem rozmowa o nich coraz częściej prowadzi znacznie dalej – do mikrobiomu, gospodarki hormonalnej, neuroprzekaźników i komunikacji między układem pokarmowym a mózgiem. Właśnie te zależności stają się punktem wyjścia do rozmowy Marioli Bojarskiej-Ferenc z dr Magdaleną Cubałą-Kucharską. Prowadząca stawia przy tym pytanie szczególnie ważne dla osób dojrzałych: skoro na kondycję organizmu pracujemy przez całe życie, czy po latach wciąż możemy coś zmienić?

Czy można zmienić mikrobiom po latach? „Nie ma co obiecywać sobie, że to potrwa krócej niż pół roku”

„Jak Ciebie tak słucham, to mam wrażenie, że na ten mikrobiom pracujemy całe życie” – zauważa Mariola Bojarska-Ferenc. W jej pytaniu pobrzmiewa obawa, którą może znać wiele osób: co, jeśli przez lata nie zwracaliśmy większej uwagi na jelita? Czy skutki dawnych nawyków można jeszcze odwrócić?

Prowadząca nie ucieka przy tym od konkretów. Wymienia alkohol i produkty prozapalne, a następnie pyta ekspertkę, czy w dojrzałym wieku nadal można „zapracować” na mikrobiom. Odpowiedź dr Magdaleny Cubały-Kucharskiej jest zdecydowana, choć nie obiecuje błyskawicznych rezultatów.

Zobacz także:

„Absolutnie tak. To znaczy, wymaga to od nas pewnego nastawienia. I myślę, że też nie ma co obiecywać sobie, że to potrwa krócej niż pół roku - taka powiedzmy sobie odmowa, praca, bo musimy pamiętać o tym, że też w jelitach pod wpływem tych bakterii zaczyna się toczyć mikrozapalenie. I zaczęliśmy mówić teraz o [...] starzeniu się pod wpływem zapalenia. Czyli starzejemy się, dlatego że mamy mikrozapalenie w ciele” — mówi.

To właśnie w tym momencie rozmowa o mikrobiomie staje się również rozmową o starzeniu się. Dr Cubała-Kucharska łączy ten proces z mikrozapaleniem w organizmie. Mariola Bojarska-Ferenc natychmiast dopytuje, czy chodzi m.in. o stany zapalne jelit, które mogą przekładać się na stan całego organizmu.

Ekspertka odpowiada twierdząco i zwraca uwagę, że oddziaływanie jelit nie kończy się – w jej ocenie – wyłącznie na układzie pokarmowym. W rozmowie pojawia się także temat hormonów.

Mikrobiom nie jest czymś, co można sprowadzić do prostego podziału na „dobre” i „złe” bakterie. Z wypowiedzi dr Magdaleny Cubały-Kucharskiej wyłania się obraz znacznie bardziej skomplikowanego środowiska. Ekspertka wskazuje na związki między tym, co dzieje się w jelitach, a gospodarką hormonalną organizmu.

„Tak, [...] ale one mają wpływ potem na resztę organizmu. Zresztą też jelita bardzo tutaj oddziaływają na naszą gospodarkę hormonalną. Możemy mieć na przykład bakterie, które produkują dla nas estrogen, ale tych estrogenów też jest kilka rodzajów. W związku z tym, jeżeli mamy nie ten, co potrzeba, możemy na przykład od tego mieć tycie, zaburzenia, miesiączkowania. Więc naprawdę to jest tajemniczy świat tych bakterii, który w tym jelicie mieszka.”

A stąd już tylko krok do jednego z najbardziej fascynujących wątków tej rozmowy: co właściwie łączy jelita z naszym mózgiem?

Jelita i mózg są ze sobą połączone. „To jest autostrada, która biegnie od naszych jelit”

Mariola Bojarska-Ferenc mówi o tym, co dajemy dzieciom do jedzenia – wymienia pszenne pieczywo, pączki i słodycze – i pyta ekspertkę, jakie konsekwencje dla jelit i mózgu może mieć nieprawidłowy sposób odżywiania.

Dr Magdalena Cubała-Kucharska zaczyna odpowiedź od neuroprzekaźnika, którego nazwę zna niemal każdy – serotoniny.

„Jelita także są odpowiedzialne za produkcję bardzo ważnych neuroprzekaźników. Właściwie wszyscy słyszeliśmy o serotoninie, którą uważamy za hormon szczęścia, a ona jest w większości produkowana w jelicie.[...] Jest coś takiego jak nerw błędny, i to jest autostrada, która biegnie od naszych jelit przez nasze trzewia, unerwia serce, unerwia wszystko i kończy się w mózgu. Natomiast wiadomości na temat tego, [...] co się dzieje w jelitach są bez naszej woli przekazywane do mózgu. I wszelkie zamieszanie w jelitach prowadzone jest drogą nerwu błędnego” — tłumaczy.

Rozmowa na tym się jednak nie kończy. Obok serotoniny pojawia się kolejny dobrze znany neuroprzekaźnik – dopamina.

Dr Cubała-Kucharska opisuje dopaminę nie tylko w kontekście przyjemności, lecz także jako swego rodzaju „driver” do działania. Jednocześnie nawiązuje do poszukiwania dopaminowego pobudzenia i używek, które mogą dawać chwilowego „kopa”, choć – jak zaznacza – mogą również niszczyć życie.

Ekspertka zwraca uwagę na jeszcze jedną rzecz. Jej zdaniem samo podwyższenie dopaminy nie powinno być utożsamiane z permanentnym poczuciem szczęścia.

„Dopamina także jest produkowana w jelitach przez bakterie. Możemy mieć uzależnienie od skoków dopaminy, więc to musimy też pamiętać o tym, że nasze jelita produkują ją za nas i dla nas. Wcale nie jest tak, że jeżeli mamy przewlekle podniesioną dopaminę, to my jesteśmy przewlekle szczęśliwi. To też jest jakiś rodzaj haju, który sprawia, że jesteśmy wyłączeni ze świata, jesteśmy trochę zagubieni, jesteśmy tacy w czasoprzestrzeni, nie za dobrze się odnajdujemy” — mówi.


Całe wideo znajdziesz na naszym YouTube. Zapraszamy do oglądania.

Mariola Bojarska-Ferenc, dr Magdalena Cubała-Kucharska
materiały Marioli Bojarskiej-Ferenc / Mariola Bojarska-Ferenc, dr Magdalena Cubała-Kucharska