Sława Przybylska nie należy do osób, które z bolesnego doświadczenia czynią łatwą opowieść. Kiedy Mariola Bojarska-Ferenc ostrożnie kieruje rozmowę w stronę wojennych wspomnień, artystka od razu zaznacza granicę: „Nie lubię opowiadać i wracać do tego”. Szybko okazuje się jednak, że przeszłość nigdy naprawdę nie zniknęła z jej życia. Powracała w literaturze, języku jidysz, spotkaniach z ludźmi i przede wszystkim w pieśniach, które przez kolejne dekady niosła na sceny w różnych częściach świata.

Sława Przybylska urodziła się 2 listopada 1932 roku w Międzyrzecu Podlaskim jako córka Józefa i Marianny Przybylskich. Choć marzyła również o sztukach plastycznych, to muzyka miała zdecydować o jej dalszym życiu. Pod koniec lat 50. rozgłos przyniosło jej wykonanie „Pamiętasz, była jesień” w filmie „Pożegnania” Wojciecha Jerzego Hasa. Z czasem stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych interpretatorek polskiej piosenki.

W rozmowie z Mariolą Bojarską-Ferenc artystka wraca do miejsca, od którego dla niej wszystko się zaczęło — do Międzyrzeca Podlaskiego. Do domu, sąsiadów i świata, który wojna zmieniła nieodwracalnie.

Zobacz także:

„Jestem z tego Międzyrzeca. [...] To właśnie była dla mnie trauma, bo przecież miasteczko było żydowskie. I ja widziałam na moich oczach, jak mordowano sąsiadów. I ta trauma zaistniała na długo. [...] Właśnie to zdarzenie, eksterminacja Żydów, była dla mnie ciosem, cierniem, który nigdy nie zginie” — wspominała.

Wojna i jej następstwa odcisnęły piętno także na rodzinie artystki. W „VIVA! Bez Tabu” Przybylska wspomina los swojego brata.

„Było tak strasznie, tragicznie i smutno, bo wszystkich tam mordowano, potem weszli Rosjanie i wszystkich mężczyzn wysłali na Syberię, m.in. mojego brata” — mówiła Marioli Bojarskiej-Ferenc.

Sława Przybylska nie chce wracać do wojennych obrazów. „Nie lubię opowiadać i wracać do tego”

Mariola Bojarska-Ferenc wiedziałą, że dotyka niezwykle bolesnego miejsca. Uprzedziła więc swoje pytanie przeprosinami.

„Ja przepraszam, że zapytam, bo wiem, że nie chciałabyś na ten temat rozmawiać, ale wiem, że jako dziecko obserwowałaś te mordy, które działy się na ulicach. [...] Czy udało ci się choć trochę wymazać z pamięci, czy przez cały czas masz przed oczami to, co się działo?” — zapytała prowadząca „VIVA! Bez Tabu”.

„Nie lubię opowiadać i wracać do tego, ale żyję tą kulturą i tymi piosenkami” — odpowiedziała krótko artystka.

Przedwojenny Międzyrzec Podlaski był miastem silnie związanym z kulturą żydowską. Przybylska wspominała już wcześniej, że jej rodzina utrzymywała przyjazne kontakty z żydowskimi sąsiadami, a ona sama jako dziecko słyszała ich pieśni i obserwowała obyczaje. Po latach mówiła, że wykonywanie żydowskich utworów traktowała jak osobisty pomnik pamięci ludzi, których znała i których zabrakło.

Kiedy rozmowa schodzi na kulturę żydowską, Sława Przybylska wspomniała twórczość Isaaca Bashevisa Singera.

„Zgromadziłam właściwie wszystkie książki Singera” — przyznała. Przywołanie jego twórczości otworzyło opowieść o świecie, który Przybylska chciała naprawdę poznać i zrozumieć. Dlatego nie wystarczyło jej nauczenie się fonetycznie kilku utworów. „Jidysz to nie jest tylko nauczyć się języka. Ten język ma w sobie wiele magii i tajemnic. On się zrodził z życia i z ich obyczajów. I ja w tym uczestniczyłam i byłam w tym, żeby to było prawdziwe, żebym ja nie tylko śpiewała, bo się nauczyłam tekstu” — tłumaczyła w „VIVA! Bez Tabu”.

„Wielokrotnie śpiewałam w Izraelu i mam tam przyjaciół” — dodała artystka.

I właśnie spotkania z publicznością poza Polską prowadzą rozmowę Marioli Bojarskiej-Ferenc w kolejnym, niezwykle osobistym kierunku.

Sława Przybylska, Viva! 16/2023
Piotr Porębski

Sława Przybylska śpiewała na całym świecie. Po jej koncertach ludzie płakali i zapraszali ją do swoich domów

Punktem wyjścia staje się tym razem osobista historia prowadzącej. Mariola Bojarska-Ferenc wspomina kobietę poznaną wraz z mężem w Miami. Los sprawił, że ich spotkanie połączyły książki Singera.

Kobieta musiała wiele lat wcześniej opuścić Polskę. Niedługo po wyjeździe straciła męża i została sama. Prowadząca „VIVA! Bez Tabu” wspomina spędzone z nią wieczory i zauważa, że czasami ludzi dzielą całe pokolenia, a mimo to kultura, książki, sport czy podobne patrzenie na świat potrafią stworzyć między nimi zaskakująco silną więź.

Z kolei artystka przez dziesięciolecia występowała w różnych częściach świata — od europejskich scen po Izrael, Stany Zjednoczone, Kanadę i Australię. Mariola Bojarska-Ferenc chciała jednak wiedzieć nie tyle, gdzie Przybylska bywała, ile gdzie czuła się najlepiej.

„Publiczność jest ta najlepsza, która bije brawo. A te brawa były ciągle. I dlatego ja nie mam jednego kraju” — odpowiedziała przewrotnie artystka.

Sława Przybylska szczególnie dobrze pamięta dawne wyjazdy do Stanów Zjednoczonych. Jak mówi Marioli Bojarskiej-Ferenc, odwiedzała ten kraj wielokrotnie.

„Oczywiście śpiewałam 15 razy chyba w Stanach Zjednoczonych, ale to były kontakty z Polonią. [...] Polacy nie mogli łatwo dostać wiz, czyli każdy przyjazd ekipy artystów z Polski był przyjmowany nie tylko jako przeżycie artystyczne, ale kontakt z językiem, z Polską i z ich tęsknotą” — wspomniała, podkreślając, że to były zupełnie inne relacje.„Ta publiczność tęskniła za Polską. Ci ludzie nie mogli przyjechać. Dla nich piosenka i kontakt z artystami był bardzo ważny. Oni płakali, oni zapraszali zawsze po koncercie” — dodała.

Jeżeli w Stanach Zjednoczonych najważniejszym uczuciem była tęsknota za Polską, Izrael budził w Sławie Przybylskiej zupełnie inne emocje. Artystka występowała tam wielokrotnie. Śpiewała także na festiwalach muzyki żydowskiej i przez lata rozwijała repertuar związany z jidysz oraz kulturą żydowską. Te koncerty miały jednak cenę: bardzo często otwierały drzwi do wspomnień, które przez całe życie próbowała oswoić.

Podczas spotkań z publicznością zadawała pytanie, którego odpowiedź musiała być dla niej za każdym razem równie trudna. Pytała, czy na sali jest ktoś, kto przeżył dzień, gdy z Międzyrzeca wywożono Żydów do Treblinki. „Zawsze słyszałam: to ja przeżyłam, ja przeżyłam — wyznała.

Nagle wydarzenia zapamiętane oczami dziecka przestawały być wyłącznie wspomnieniem. Przed Przybylską stał żywy człowiek, który pamiętał ten sam czas, to samo miasto, ten sam strach — tyle że z zupełnie innej perspektywy.

„Także wracały te koszmary, ale jednocześnie oni potrafili cieszyć się tym, że teraz istnieją i że mają kontakt właśnie z pieśniami. I to było wzruszające, bardzo. [...] Byłam przyjmowana jako ktoś nie obcy, tylko ktoś, kto ich rozumie i kto ich kocha — podkreśliła.


Całe wideo znajdziesz na naszym YouTube. Zapraszamy do oglądania. 

https://youtu.be/QAOP8oV_IwM

Sława Przybylska, Mariola Bojarska-Ferenc
Archiwum prywatne Marioli Bojarskiej-Ferenc

Sława Przybylska, Mariola Bojarska-Ferenc.
Archiwum prywatne Marioli Bojarskiej-Ferenc