VIVA! RECENZJE

Rozrywkowa propozycja dla fanów serii Zabójcza broń. W kinach Stuber

Przeczytaj naszą recenzję!

Łukasz Kaliński 15 lipca 2019 14:25
Film Stuber plakat
Fot. Mat. prasowe

Policyjna komedia nazywana z angielska „buddy movie” to gatunek filmowy, który święcił triumfy na przełomie lat 80. i 90. ubiegłego wieku. Tytuły takie jak Zabójcza broń czy Ostatni skaut na stałe przeszły do historii kina serwując emocjonujące, ale i pełne humoru opowieści o dwóch przeciwstawnych sobie bohaterach, którzy zostali zmuszeni do współpracy podczas prowadzenia śledztwa. Po latach po ten zakurzony mocno gatunek sięgnął Michael Dowse, autor kojarzony do tej pory z komediami Szalona noc i Słowo na M.. W kinach od 12 lipca można oglądać wypełniony akcją i humorem film Stuber.

„Stuber”. Opis fabuły

Vic Manning (Dave Bautista) to policjant, który w pogoni za groźnym przestępcą Tedjo (Iko Uwais) traci śmiertelnie postrzeloną partnerkę. Nic dziwnego, że Tedjo trafia na szczyt listy jego największych wrogów. Gangster pozostaje jednak nieuchwytny i skutecznie wymyka się wymiarowi sprawiedliwości. Mija kilka miesięcy. Cierpiący na kłopoty ze wzrokiem Vic poddaje się laserowej operacji oczu, po której ma unikać wysiłku i stresu. Na dodatek, zanim efekt operacji będzie, nomen omen, widoczny, wzrok Vica psuje się jeszcze bardziej. Jak na złość, właśnie tego dnia Vic otrzymuje cynk o transakcji, którą wkrótce przeprowadzić ma Tedjo. Nie mogąc przegapić takiej okazji na dorwanie mordercy, Vic postanawia zamówić kurs Uberem, aby ruszyć do akcji. Wkrótce Vica odbiera fajtłapowaty Stu (Kumail Nanjiani). Pracownik sklepu sportowego, który całymi dniami wzdycha do swojej najlepszej przyjaciółki Beki (Betty Gilpin). Choć Stu szybko orientuje się, że wplątał się sam środek kryminalnej intrygi, nie może tak po prostu zrezygnować z kursu. Jeśli Vic nie wystawi mu maksymalnej oceny za przejazd, Stu straci możliwość dorabiania w Uberze.

Recenzja filmu „Stuber”

Podejmowane w ostatnich latach próby wskrzeszenia gatunku komedii policyjnej można policzyć na palcach jednej ręki. A tych udanych jest jeszcze mniej. Bodaj najciekawszą propozycją ostatnich lat był film Nice Guys. Równi goście wyreżyserowany przez Shane’a Blacka. Autora scenariusza niezapomnianej Zabójczej broni z Melem Gibsonem i Dannym Gloverem. Inne propozycje zaliczyć należałoby raczej do filmów klasy B, przeznaczonych jedynie dla zapaleńców niezbyt wymagającego kina. Na skali tych propozycji Stuber mieści się gdzieś w środku. Nie jest filmem tak dopracowanym jak Nice Guys, ale zapewnia sporą dozę rozrywki, której należałoby oczekiwać po takiej policyjnej hybrydzie kina akcji i komedii.

Motorem napędowym Stubera (gra słów od imienia bohatera Stu i Ubera, w którym dorabia), jak przystało na „buddy movie”, są różnice dzielące dwóch głównych bohaterów. Vic to typowy macho, policjant starej daty, który najpierw strzela, a potem się odzywa. Nie zwykł uzewnętrzniać swoich uczuć, a praca jest dla niego najważniejsza. Do tego stopnia, że cierpi na tym jego córka, aspirująca rzeźbiarka Nicole (Natalie Morales). Stu to jego zupełne przeciwieństwo. Zbyt poczciwy chłopak z sercem na dłoni. Choć życie nieustannie rzuca mu kłody pod nogi, przyjmuje to z godnością, licząc na to, że los wkrótce się odmieni. Sam z siebie, bo on mu w tym nie zamierza pomóc. Stu nie wstydzi się płakać, co szybko doprowadza do szału gruboskórnego Vica. Nie zdziwi jednak fakt, że z upływem czasu obaj panowie „wezmą” jeden od drugiego to, co sprawi, że staną się lepszymi wersjami samego siebie. Stuber pełnymi garściami czerpie ze schematów wypracowanych przez takie kino i nie dorzuca od siebie nic więcej. To przewidywalna historia kryminalna, która nadrabia humorem.

Zwiastun filmu „Stuber”

Wątki komediowe wynikają nie tylko z różnicy charakterów obydwu bohaterów, ale i ze ślepoty jednego z nich. Komicznie wyglądają więc próby wyjechania przez Vica samochodem z podjazdu, przesłuchiwanie trupa, czy groźba ostrzelania telewizora w melinie gangsterów. Źródłem komizmu jest także miejsce pracy Stu, czyli firma przewozowa Uber. Stuber sprawdziłby się jako film reklamowy Ubera, a nam pozostaje jedynie życzyć sobie takiego poziomu obsługi jak w filmowym świecie Stubera.

Jak przystało na komedię sensacyjną, znalazło się tu również miejsce dla kilku niezbyt widowiskowych strzelanin, pościgów samochodowych i konfrontacji na pięści. Za choreografię tych ostatnich odpowiedzialny jest wcielający się w rolę głównego przeciwnika Vica, Iko Uwais. Pochodzący z Indonezji aktor wsławił się występem w dwóch filmach z serii Raid, jednak w Stuberze próżno szukać krwawych popisów charakteryzujących tamte filmy. Filmowe walki wypadają przekonująco, choć można było oczekiwać czegoś lepszego. Zresztą sam diaboliczny Tedjo jest najsłabszym punktem filmu Dowse’a. Trudno uwierzyć w to, że jest aż tak nieuchwytnym kryminalistą i chyba ma problem z językiem angielskim, bo jego kwestie ograniczają się do diabolicznego „ha ha ha”. Wydaje się również, że do roli Stu przydałby się mniej charakterystyczny aktor niż operujący jedną miną, pochodzący z Pakistanu słynny komik. Po I tak cię kocham Nanjiani ma jednak swoje pięć minut, stąd jego udział w Stuberze nie powinien dziwić.

Stuber ma wszystko to, co powinna mieć dobra komedia policyjna. Niedostatki akcji rekompensuje niezły humor, który może i momentami budzi niedosyt, ale oferuje kilka niezłych grepsów. To tylko i wyłącznie wakacyjna rozrywka, o której za miesiąc nikt nie będzie pamiętał, ale ogląda się ją wystarczająco dobrze, żeby seans uznać za udany. 7/10. 

Plakat filmu Stuber:

Plakat filmu Stuber
Fot. Materiały prasowe

Wideo

Dziś wypada 3. rocznica ich ślubu. Oto historia miłości Agnieszki i Piotra Woźniak-Staraków

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Joanna Krupa w oczekiwaniu na córeczkę zdradza tajemnice nowego życia we troje. Anna Puślecka mówi wprost, że nie podda się chorobie, a Katarzyna Cichopek i Marcin Hakiel opowiadają nam o pokonywaniu trudności, 14 wspólnych latach i nowych wyzwaniach