Nie każdy od razu rozpozna jego twarz, ale charakterystyczny, głęboki głos trudno pomylić z jakimkolwiek innym. Starsi widzowie mogą pamiętać Krzysztofa Gosztyłę z licznych ról teatralnych i filmowych. Młodsze pokolenie zna go przede wszystkim z audiobooków, które od lat czyta i interpretuje. To jego głos prowadzi słuchaczy przez pełne napięcia kryminały Remigiusza Mroza, w tym historie Joanny Chyłki i komisarza Forsta, a także przez świat kultowej „Diuny” Franka Herberta. Niewielu jednak zna drogę, którą przeszedł, zanim stał się jednym z najbardziej cenionych interpretatorów literatury w Polsce. Bo Gosztyła wcale nie planował takiej kariery. Jego pierwszą wielką miłością była muzyka, a życie zaprowadziło go w miejsca, których trudno byłoby się spodziewać.

WIDEO…

player placeholder

Dzieciństwo na Muranowie i wiolonczela. Tak zaczynał Krzysztof Gosztyła

Warszawa, Muranów, ulica Nowolipki. W mieszkaniu o powierzchni 36,5 m kw. dorastał Krzysztof Gosztyła. Razem z nim mieszkali matka, starszy brat i babcia. Kiedy po latach wyliczał domowników, nie zapomniał o jeszcze jednym towarzyszu dzieciństwa: „Ja, no i wiolonczela…” – wspominał Juliuszowi Ćwieluchowi w „Polityce” w 2015 roku.

Na Muranów rodzina przeniosła się po rozwodzie rodziców. Kontakty z ojcem urwały się, a matka, pracująca jako dziewiarka, utrzymywała dom. Pieniędzy brakowało. Gdy młody Gosztyła wystąpił w produkcjach filmowych, zarobek mógł oddać mamie. Był to dla niego ważny powód przyjmowania takich propozycji.

Zobacz także:

Muzyka pojawiła się wcześnie. Już w przedszkolu zauważono jego świetny słuch i skierowano go ku nauce gry na wiolonczeli. Instrumenty zmieniały się, gdy chłopiec rósł. Najdłużej grał na wiolonczeli wykonanej przez tatrzańskiego lutnika Mardułę-Gała. Przez długi czas to właśnie z muzyką wiązał przyszłość.

Trzy razy rezygnował ze szkoły muzycznej. Dlaczego wybrał aktorstwo?

„Trzy razy rezygnowałem ze szkoły muzycznej, a potem do niej wracałem” – przyznał Ewie Jaśkiewicz w rozmowie opublikowanej przez Interię.

Ostatecznie odsprzedał pulpit i smyczek, oddał instrument. Czasami żałował tej decyzji, choć z biegiem lat coraz rzadziej. Wiedział, że kariera zawodowego muzyka wymaga wielogodzinnych ćwiczeń, do których – jak sam przyznawał – nie potrafił się zmusić.

Zwrot ku aktorstwu nastąpił po zobaczeniu Gustawa Holoubka w teatrze.

„Zobaczyłem go w „Zemście” i już wiedziałem, że to będzie moja droga” – opowiadał w „Polityce” w 2015 roku.

Warszawską PWST ukończył w 1982 roku. Pracował w teatrach Dramatycznym, Narodowym i Polskim; od 2000 roku jest związany z Teatrem Ateneum. W 2006 roku otrzymał Złoty Mikrofon za interpretację prozy i poezji w Teatrze Polskiego Radia.

W jego życiu zamiast wiolonczeli coraz ważniejsze stawały się scena, literatura i własny głos.

ZOBACZ TEŻ: Mieli wszystko, by być szczęśliwi. Sławomira Łozińska dla miłości poświęciła karierę, ale los napisał bolesny scenariusz

Nowy Jork, trudne doświadczenia i osobiste refleksje o życiu

Był również czas daleki od teatralnych kulis. Gosztyła wyjechał do Stanów Zjednoczonych, a po pobycie w Waszyngtonie ruszył do Nowego Jorku. Spędził tam nieco ponad cztery lata. Malował klatki schodowe i drzwi, pracował jako stolarz, a także w brygadzie usuwającej azbest. W tej ostatniej miał stanowisko mistrza.

Jeden z epizodów był szczególnie trudny. Podczas usuwania azbestu spod jezdni mostu Triborough w Nowym Jorku aktor pracował w pełnej masce ochronnej. Właśnie tam, pod jezdnią mostu, zaklinował się i przeżył chwile paniki. Nie wyjaśnił dokładnie, co go unieruchomiło. Zapamiętał jednak samo doświadczenie pracy w masce.

Ta pamięć przydała mu się wiele lat później podczas nagrywania „Diuny” Franka Herberta. Mieszkańcy pustynnej planety Arrakis noszą w powieści filtraki – stroje chroniące przed utratą wilgoci. Elementem filtraka jest maska.

Gosztyła chciał, aby głos postaci brzmiał tak, jakby rzeczywiście mówiła przez osłonę. Jednocześnie nie chciał zmuszać słuchaczy do wysiłku przy rozszyfrowywaniu słów. Dlatego efekt maski zastosował tylko przy pierwszych wypowiadanych słowach, potem płynnie wracał do zwykłej narracji.

Nowy Jork przyniósł też pytania o własne życie. Zapytany kiedyś w amerykańskim barze, po co przyjechał do Stanów, odpowiedział: „Szukam samego siebie” – relacjonował w rozmowie dla „Polityki” w 2015 roku.

Nie ukrywał również, że żałuje pewnych wyborów. Z kolei w rozmowie dla Interii mówił o niechęci do tłumów i przyjemności płynącej z samotnego słuchania płyt.

W 2024 roku opowiedział też o trudnych doświadczeniach zdrowotnych. Przez 60 lat palił papierosy, przeszedł leczenie nowotworu obejmujące chemioterapię i dwie operacje. Wspominał zawał, do którego doszło podczas nagrywania „H.M.S. Ulisses”, i cztery stenty założone w szpitalu. Problemy zdrowotne wpłynęły na jego pracę sceniczną. 

Krzysztof Gosztyla
Fot: Waclaw Klag/REPORTER /

Krzysztof Gosztyla 24.05,2026.Krakow. 856 Krakowski Salon Poezji 

Legenda audiobooków. Dlaczego nie chce być nazywany lektorem?

Dla słuchaczy jest głosem „Diuny”, historii Joanny Chyłki i komisarza Forsta. Uczestniczył też w wieloobsadowych produkcjach „Wiedźmin” i „Filary Ziemi”. Ale Gosztyła nie zgadza się, by jego pracę sprowadzać do samego czytania na głos.

„Jestem więc raczej „opowiadaczem” niż „czytaczem”” – tłumaczył Magdalenie Piekarskiej w „Press” w 2024 roku.

Przygotowanie do nagrania zaczyna od lektury całej książki. Robi notatki, rozpisuje bohaterów i ich sposób mówienia, zastanawia się nad tempem oraz emocjami poszczególnych scen. Nie siada przed mikrofonem z tekstem, którego wcześniej nie przeczytał.

Także niska, rozpoznawalna barwa jego głosu była wynikiem pracy.

„Od natury tego nie dostałem, tylko wyćwiczyłem i wykoncypowałem” – wyjaśniał w rozmowie dla Interii.

W „Press” opowiedział, że w 1994 roku Janusz Kukuła poprosił go podczas nagrania, by mówił coraz niżej. Później Gosztyła doskonalił użycie rezonatora piersiowego i artykulację.

Szczególne miejsce w jego dorobku zajmuje nagranie „Pana Tadeusza” Adama Mickiewicza. Co ciekawe, początkowo wcale nie zamierzał samodzielnie interpretować całego dzieła. Miał zupełnie inny pomysł. Chciał stworzyć wieloobsadowe słuchowisko w reżyserii Janusza Kukuły. Sam miał odpowiadać za narrację, natomiast bohaterom głosów mieli użyczyć inni aktorzy, zatrudnieni przez Gosztyłę.

Kukuła jednak odmówił. Rok później Gosztyła ponowił propozycję, ale znów usłyszał odmowę. Dopiero po kolejnym roku Kukuła zaproponował nagranie pod jednym warunkiem: całość przeczyta sam Gosztyła. „Zwariowałeś?!” – taką reakcję na tę propozycję aktor wspominał w rozmowie z Magdaleną Piekarską dla „Press” w 2024 roku.

Ostatecznie nagranie powstało, ale praca okazała się niezwykle wymagająca. Pierwszego dnia Gosztyła nagrał trzy księgi i był tak wyczerpany, że nie wyobrażał sobie powtórzenia tego wysiłku następnego dnia. Mimo to wrócił do studia. Nagrał dwie księgi, kolejnego dnia półtorej, później znów dwie. Całe przedsięwzięcie sfinansował z własnych środków.

Kosztów nie udało mu się odzyskać. W 2024 roku mówił, że nie spodziewa się, aby nagranie zwróciło się za jego życia. Za jego wypożyczanie otrzymywał wówczas, jak przyznał w „Press”, „jakieś 123 złote, 41 na miesiąc”.

Choć sam podkreślał, że spośród nagranych książek bardzo lubi „Klub Pickwicka” Charlesa Dickensa, „Pan Tadeusz” miał dla niego szczególne znaczenie właśnie ze względu na ogrom pracy i prywatne wydatki, których wymagała jego realizacja.

O swoim głosie Gosztyła mówił zresztą językiem człowieka wychowanego na muzyce: „Jestem lutnikiem i wirtuozem” – stwierdził w rozmowie dla „Press” z 2024 roku.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Rozstała się z Lichotą, odeszła z „Na Wspólnej”. Ilona Wrońska przed 50. wywróciła swoje życie do góry nogami

Gloria Artis w Operze Wrocławskiej i „Podróż zimowa” w przekładzie aktora

13 września 2026 roku Gosztyła odebrał w Operze Wrocławskiej Złoty Medal „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”. Odznaczenie wręczyła mu wojewoda dolnośląska Anna Żabska przed koncertem-spektaklem „Podróż zimowa 3.0”.

Aktor przygotował polskie tłumaczenie 24 wierszy Wilhelma Müllera tworzących cykl pieśni „Winterreise” Franza Schuberta. Podczas wieczoru polską wersję wykonywali bas-baryton Tomasz Konieczny i pianista Lech Napierała, o czym informował portal Wroclaw.pl.

Muzyka, z której kiedyś zrezygnował jako zawodowej drogi, powróciła więc do jego życia artystycznego w wyjątkowej postaci.

20 października 2026 roku Krzysztof Gosztyła kończy 70 lat. Za nim dzieciństwo na Nowolipkach, lata z wiolonczelą, Holoubek, praca w Nowym Jorku i interpretacje książek. Rozstał się ze smyczkiem, ale poświęcił lata doskonaleniu innego instrumentu – własnego głosu.

Krzysztof Gosztyla
Fot. Filip Naumienko/REPORTER /

Krzysztof Gosztyla 04.09.2024. Warszawa. Spotkanie autorskie "ALICJA. BOZENA. JA." 


Źródła: „Polityka”, PolscyLektorzy.pl, Interia, „Press”, Teatr Ateneum, Audioteka, Wroclaw.pl, Stowarzyszenie Filmowców Polskich.