Czesław Czapliński przez dekady fotografował najsłynniejszych ludzi świata. Spotykał osobowości, które zmieniały historię, kulturę i wyobraźnię milionów, a mimo to potrafił dostrzec w nich coś, czego nie pokazywały inne portrety. Jego historia to opowieść o talencie, odwadze i uporze. I o tym, że czasem najlepsze historie zaczynają się wtedy, kiedy coś idzie nie tak.
WIDEO…
Charlie Czaplin zamiast Czesława Czaplińskiego? Za tym pomysłem stał znany artysta. Wywiad VIVA!
[...]
– Rafał Olbiński napisał o Panu opowiadanie „Oko Czaplińskiego”. Żeby mieć takie oko, trzeba być dobrym psychologiem, obserwatorem?
Każdym po trochu. Jeden z moich mistrzów, Yousuf Karsh opowiadał, jak robił słynne zdjęcie Winstona Churchilla z 1941 roku. Otóż Churchill był zły, nie chciał pozować. Zapalił ostentacyjnie cygaro, przez co pokój wypełnił się dymem. Karsh w pewnym momencie podszedł do niego i wyjął mu cygaro z ust. Zanim zaskoczony Churchill się zorientował, zrobił mu zdjęcie. To są takie przebłyski, chwile, dzięki którym może powstać niepowtarzalna fotografia. Można pokazać prawdę o człowieku bez autokreacji.
– Rafał Olbiński wspominał, jak doradzał Panu zmianę nazwiska.
Rafał Olbiński jest wybitnym twórcą. Zawsze robiło na mnie wrażenie, jak pracuje. To człowiek z niezwykłą wyobraźnią. Rzeczywiście, radził mi, żebym pozbył się końcówki „-ski” i zmienił imię Czesław na Charlie. Miałem być Charlie Czaplin. Ale nie chciałem zmieniać nazwiska. Dlaczego miałbym to robić? Przyjechałem do Ameryki, żeby fotografować ludzi, a nie po to, żeby udawać kogoś innego. Musiałem znaleźć własną drogę. I chyba właśnie na tym polegała cała ta historia: od napadu na Manhattanie przez pierwszą pracę w studiu po spotkania z ludźmi, których znał cały świat.
Czesław Czapliński, Viva! 20/2026
– Zrobił Pan milion zdjęć, wydał ponad 40 książek. Jest Pan mistrzem. Nad czym Pan teraz pracuje?
Przygotowałem wystawę zdjęć Andrzeja Wajdy, którą można oglądać w Pałacu Kultury w Warszawie. Chciałbym wznowić książkę o rodzinie Styków, poznałem w Nowym Jorku Wandę Styk, wdowę po Adamie Styce, która udostępniła mi wiele materiałów. Po raz pierwszy wydałem ją w 1985 roku w Nowym Jorku i cieszyła się wielkim powodzeniem. Wszyscy znają „Panoramę Racławicką”, ale niewielu wie, że na cmentarzu w Los Angeles, gdzie pochowany jest zresztą Michael Jackson, można obejrzeć „Golgotę”. Ogromny obraz Jana Styki wystawiony w specjalnym pawilonie. Mam wiele planów.
Rozmawiała Agnieszka Dajbor
Cały wywiad dostępny w nowej VIVIE! Magazyn w punktach sprzedaży w całej Polsce od 22 października.