Przez lata to teatr był jej całym światem, choć gdzieś w głębi serca marzyła o wielkim kinie. Kiedy wydawało się, że na spełnienie tego pragnienia jest już za późno, los przygotował dla niej niezwykłą niespodziankę. Dorota Kolak udowodniła, że na wielkie role i nowe początki nigdy nie jest za późno. Ale za jej zawodowymi sukcesami kryje się także historia miłości, która od lat towarzyszy jej życiu. Wraz z mężem, Igorem Michalskim, nie tylko dzieli codzienność, lecz także pasję do aktorstwa. Razem podejmowali ważne życiowe decyzje, szukali swojego miejsca i wychowywali córkę. Choć oboje doskonale odnajdują się na scenie, wspólne występy nie zawsze były dla nich łatwe. Jedna z teatralnych sytuacji tak bardzo poruszyła ich córeczkę, że dziewczynka rozpłakała się za kulisami. W szczerej rozmowie z VIVĄ! aktorka wróciła wspomnieniami do początków kariery, opowiedziała o małżeństwie, rodzinie i drodze, która zaprowadziła ją z Krakowa do Gdańska. Jej historia pokazuje, jak wiele potrafi zmienić jedna decyzja i jak zaskakująco mogą spełniać się marzenia, z których niemal zdążyliśmy zrezygnować. 

WIDEO…

player placeholder

Dorota Kolak o miłości, mężu i wspólnej pasji w VIVIE! 

– A jak się pracuje z mężem?

Nam się to zdarzyło kilka razy i oboje tego nie lubimy. Czułam się wtedy jakaś taka zawstydzona. Kiedyś występowaliśmy w sztuce Fredry „Mąż i żona” i mieliśmy do zagrania kłótnię kochanków, czułam się dziwnie, grając to. A nasza córeczka, która czekała na nas za kulisami, bo jak to zwykle bywa, nie mieliśmy co z nią zrobić, tak bardzo się przejęła, że tak krzyczymy, że się rozpłakała.

– W domu się nie kłóciliście?

Zobacz także:

Oczywiście, że tak, ale nie aż tak bardzo. To dla niej było chyba zaskakujące.

– Wiele lat spędziła Pani na deskach teatru. A potem upomniał się o Panią film. A może to Pani upomniała się o film?

Trudno powiedzieć. Zagrałam w filmie Mariusza Grzegorzka „Jestem twój” i dostałam w Gdyni za to nagrodę. To była moja pierwsza rola w fabule. Debiut. Miałam 52 lata. Zostałam zaproszona na casting, dostałam scenariusz, przeczytałam i doznałam jakiegoś olśnienia. Po prostu naprawdę zobaczyłam moją bohaterkę, jak wygląda, usłyszałam, jak mówi. Taka sytuacja nie zdarza się często, rolę najczęściej trzeba wypracować krok po kroku. A tu… wiedziałam, jak to zrobić. Wygrałam casting. Ta rola otworzyła mi drogę do kolejnych fabuł, których już teraz mam na koncie całkiem dużo. Bardzo intensywnie teraz pracuję w kinie. [...]

Czytaj też: Przez lata żebrała o uczucia i akceptację. TYLKO W VIVIE! Małgorzata Ohme: „Myślałam, że muszę zasłużyć na miłość”

Dorota Kolak, Viva! 20/2026
Zdjęcia Krzysztof Opaliński /

Dorota Kolak, Viva! 20/2026

Dorota Kolak, Igor Michalski
Radoslaw NAWROCKI / Forum

– Pochodzi Pani z Krakowa. Czy na Wybrzeże dotarła Pani za miłością?

To jest po prostu zasługa okrucieństwa mojego zawodu. Skończyłam szkołę z tak zwanym czerwonym dyplomem, czyli z bardzo wysoką średnią. Sukces, nieprawdaż? Tylko że nikt mnie nigdzie nie chciał zaangażować, a mój dyplom nie miał żadnego znaczenia. Zderzyłam się z rzeczywistością i otrzeźwiałam. Pomyślałam: Halo, halo, to znaczy, że trzeba od początku zacząć pracować na swoją pozycją zawodową. Chciałam zostać w Krakowie, ale Kraków nie chciał mnie. Męża chciał, ale szukaliśmy takiego miejsca, gdzie moglibyśmy być razem. Przez pierwsze dwa lata po studiach graliśmy w teatrze w Kaliszu. Ale mąż jest Sopocianinem i zawsze chciał tam wrócić. Tam była jego rodzina, tata, wybitny aktor Stanisław Michalski. Przyjechaliśmy do Gdańska. Dziś czuję, że to jest moje miejsce. Lubię energię tego miasta, która jest zupełnie inna od krakowskiej. Kraków ma rynek i w związku z tym wszystko się tylko kręci w kółko i cały czas się miesza to samo. W Gdańsku zawsze wieje wiatr i ciągle są nowe energie, nowe pomysły. To mi się podoba.

– Nie dała się Pani zaszufladkować. Ma Pani na koncie role i dramatyczne, i komediowe.

Wydaje mi się, że te dwie nogi, na których zawodowo stoję, są takiej samej długości (śmiech). Czyli jestem zawodowo stabilna. W rolach komediowych konieczna jest domieszka dramatyzmu i odwrotnie – poczucie humoru w dramacie jest bezwzględnie konieczne. [...]

– Pani historia przeczy teorii, że dla dojrzałych aktorek ról jest niewiele.

Trudno mi powiedzieć, dlaczego tak się w moim przypadku stało. Nawet o tym nie marzyłam. Mało tego, mając ponad 50 lat, odpuściłam to marzenie o filmie. Jeździłam przecież na castingi, ale nie udało mi się ich wygrywać, nie sięgano po mnie, aktorkę, która ma daleko do Warszawy. Pomyślałam w końcu: W porządku, żyję i umrę jako aktorka teatralna. Nic wielkiego, nie ja pierwsza i nie ostatnia. Myślałam też o tym, że nie poszłam przecież do tego zawodu, żeby robić jakąś karierę w kinie. Jak moje mistrzynie Ewa Lassek i Anna Polony chciałam być aktorką teatralną. Ta druga noga, filmowa, nie była w planach. Aż przyszedł ten film Mariusza Grzegorzka i nagroda w Gdyni, potem druga za „Zjednoczone stany miłości” Tomka Wasilewskiego. Zaczęto mi proponować ciekawe duże i mniejsze role. W tym roku miałam bardzo pracowitą wiosnę i lato. Zagrałam dużą rolę u Kordiana Kądzieli, u Tomka Wasilewskiego niedużą, ale Tomek jest najbliższy memu sercu, zagrałam epizod w „Nocach i dniach”. Skończyłam kolejny film u Mikołaja Pokromskiego. Teraz znów pracuję nad dużą filmową rolą. Okazuje się, że kino i świat potrzebuje kobiet w każdym wieku.

_________________________

Cały wywiad dostępny w nowej VIVIE! Magazyn w punktach sprzedaży w całej Polsce od 22 października. 

Dorota Kolak, Viva! 20/2026
Zdjęcia Krzysztof Opaliński /

Dorota Kolak, Viva! 20/2026

Małgorzata Ohme, Viva! 20/2026 okładka
Zdjęcia BARTEK WIECZOREK/VISUAL CRAFTERS / Małgorzata Ohme, Viva! 20/2026 okładka