Historia ich współpracy sięga początku lat 80., kiedy Jan Borysewicz budował zespół, który wkrótce miał podbić polską scenę muzyczną. Janusz Panasewicz dołączył do Lady Pank w 1982 roku, ale zanim na dobre zadomowił się za mikrofonem, musiał przekonać do siebie wymagającego gitarzystę. Nie obyło się bez nieporozumień i trudnych rozmów. Po latach obaj muzycy wracali do tamtych wydarzeń w wywiadach, nie ukrywając, że droga do porozumienia wymagała czasu. Dziś ich relacja jest jednym z najbardziej trwałych partnerstw artystycznych w historii polskiego rocka.

WIDEO…

player placeholder

Jan Borysewicz początkowo nie chciał Janusza Panasewicza w Lady Pank. Doszło nawet do bójki

Kiedy na początku lat 80. powstawało Lady Pank, Jan Borysewicz miał już własną wizję zespołu. Inspirował się między innymi brytyjską grupą The Police i początkowo wyobrażał sobie, że sam będzie nie tylko gitarzystą, ale również wokalistą. Ostatecznie zdecydował się skoncentrować na komponowaniu i grze na gitarze. Potrzebny był jednak ktoś, kto stanie przed mikrofonem. Wtedy pojawił się Janusz Panasewicz, młody muzyk z Olecka, którego kandydaturę popierał Andrzej Mogielnicki, współtwórca repertuaru Lady Pank.

Mogielnicki usłyszał o Panasewiczu od swojej ówczesnej partnerki, późniejszej żony, Urszuli, nazywanej „Wiewiórą”. Znała go z grupy Desant, w której sama śpiewała. Panasewicz pojawiał się tam jako wokalista wspierający, pomagał również przy sprzęcie. Dostrzegła w nim jednak talent i poleciła go Mogielnickiemu, który szukał głosu dla nowego zespołu. Pierwsze spotkanie z Borysewiczem nie zapowiadało jednak późniejszej wieloletniej współpracy.

Zobacz także:

Jan Borysewicz, Janusz Panasewicz, Paweł Mścisławski, Andrzej Dylewski i Edmund Stasiak, Polska, 1985.
Fot. PAP/Jan Bortkiewicz / Jan Borysewicz, Janusz Panasewicz, Paweł Mścisławski, Andrzej Dylewski i Edmund Stasiak, Polska, 1985.

Gitarzysta nie ukrywał, że początkowo kandydat na wokalistę zupełnie go nie przekonywał. W książce „Jan Borysewicz. Mniej obcy” wspominał, że Panasewicz przyjechał w wojskowym mundurze, a podczas pierwszych nagrań uwagę muzyków zwróciła jego charakterystyczna wymowa: „Chłopak przyjechał z Olecka i tak "mazurzył", że jak zaśpiewał "Tańcz głupia, tańcz, swoim życiem się baw!", to myśmy się pokładali ze śmiechu. "Co ty mi tu przywiozłeś, Andrzej?", pytałem Mogiela. Zwłaszcza, że na pierwsze nagrania Janusz przyjechał w wojskowym mundurze. Odpał zupełny”.

Panasewicz doskonale pamięta tamten okres. W rozmowie z Michałem Misiorkiem dla Plejady przyznał, że przyjechał na nagrania prosto z wojska i dopiero na miejscu otrzymał tekst piosenki. Nie miał więc czasu, aby wcześniej zastanowić się nad jego znaczeniem i sposobem interpretacji. Z pomocą przyszedł Andrzej Mogielnicki, który został z nim w studiu i zachęcił do dokładniejszego przyjrzenia się bohaterce utworu. Poprosił, aby wokalista zastanowił się nad jej historią i emocjami, jakie w nim wzbudza.

„Stanąłem przed mikrofonem i za drugim czy trzecim podejściem udało nam się zarejestrować cały numer. Nagle wszystko grało. Sam słyszałem, że śpiewam to zupełnie inaczej niż wcześniej. Andrzej zadzwonił po Janka i gdy ten przyszedł do studia, był w szoku” — opowiadał.

Nie oznaczało to jednak końca problemów. Zespół zagrał kilka wspólnych koncertów, ale Borysewicz wciąż miał wątpliwości, czy Panasewicz jest właściwym człowiekiem na tym stanowisku. Mogielnicki pozostawał nieugięty. Był przekonany, że młody artysta powinien zostać w Lady Pank. Różnica zdań doprowadziła do poważnego konfliktu między gitarzystą a autorem tekstów.

W książce „Jan Borysewicz. Mniej obcy” muzyk przyznał, że nieporozumienie zakończyło się nawet fizyczną konfrontacją. 

Po wszystkim emocje opadły, a obaj współtwórcy Lady Pank doszli do porozumienia. Panasewicz pozostał w składzie. Z perspektywy lat Borysewicz przyznał, że decyzja Mogielnickiego była słuszna. „Posłuchałem Andrzeja i dziś zwracam mu honor, bo to była bardzo dobra decyzja” — wspominał w książce „Jan Borysewicz. Mniej obcy”.

Wkrótce głos Panasewicza stał się jednym ze znaków rozpoznawczych Lady Pank. Zespół zaczął zdobywać popularność dzięki przebojom takim jak „Mniej niż zero”, „Kryzysowa narzeczona”, „Zamki na piasku” czy „Tańcz głupia, tańcz”. Połączenie charakterystycznych gitarowych kompozycji Borysewicza z wokalem Panasewicza okazało się jednym z najważniejszych elementów sukcesu grupy.

Janusz Panasewicz i Jan Borysewicz, Wrocław, 01.01.2013.
Fot. PAP/Maciej Kulczyński / Janusz Panasewicz i Jan Borysewicz, Wrocław, 01.01.2013.

Dziś mówią o sobie z ogromnym szacunkiem. Na czym polega sekret przyjaźni Borysewicza i Panasewicza?

Choć początki znajomości nie należały do najłatwiejszych, z biegiem lat relacja Jana Borysewicza i Janusza Panasewicza wyraźnie się zmieniła. Przez ponad cztery dekady wspólnie nagrywali płyty, koncertowali w Polsce i za granicą, a także mierzyli się ze zmianami, jakie zachodziły zarówno w zespole, jak i w ich własnym życiu. Dziś obaj nie mają wątpliwości, że podstawą tej współpracy są wzajemny szacunek, zrozumienie i umiejętność rozwiązywania nieporozumień.

W wywiadzie dla WP Magazynu z 2021 roku Borysewicz został zapytany wprost o przyjaźń z Panasewiczem. Przyznał wtedy, że przez wszystkie lata wspólnego grania nie zdarzyło im się doprowadzić konfliktu do sytuacji, w której przestaliby ze sobą rozmawiać lub podjęli decyzję o zakończeniu współpracy. Podkreślił również, że stara się rozwiązywać wszelkie nieporozumienia na bieżąco, zamiast odkładać trudne rozmowy na później.

Gitarzysta zdradził także, że mimo upływu czasu wciąż po prostu lubią swoje towarzystwo. Jak mówił w rozmowie z Urszulą Korąkiewicz: „Jesteśmy tych 40 lat razem i bardzo się lubimy, lubimy razem grać, rozmawiać, spędzać czas”.

Borysewicz zwrócił również uwagę na wzajemne uznanie dla umiejętności muzycznych: „No i on szanuje mnie jako gitarzystę, ja go szanuję jako wokalistę, a to co robimy, robimy szczerze. Ot, w tym tkwi cały sekret”.

Podobnie o ich relacji wypowiadał się sam Janusz Panasewicz. W osobnej rozmowie dla WP Magazynu, przeprowadzonej również w 2021 roku, podkreślał, że przez lata obaj nauczyli się akceptować swoje charaktery. Poznali swoje mocne i słabsze strony, a także zrozumieli, jak reagować w różnych sytuacjach. Dzięki temu dziś nie muszą udowadniać sobie niczego na siłę.

„Przez ten czas nabraliśmy wobec siebie mnóstwo tolerancji, wyrozumiałości, spokoju” — mówił Panasewicz. „Poznaliśmy swoje dobre i złe strony, wiemy, jak reagować na różne sytuacje. Chwalę to sobie, bo to droga kompromisu i zrozumienia. I oczywiście, łączy nas pasja. Bawimy się tym, co robimy i to się zwyczajnie w naszym przypadku sprawdza. Nie potrzebujemy się spotykać szczególnie poza kapelą”,

O tym, jak ciepło Panasewicz myśli dziś o Borysewiczu, świadczy również jego wypowiedź dla „Teraz Rocka” z grudnia 2025 roku. Zapytany, za co najbardziej podziwia kolegę z zespołu, wskazał przede wszystkim na jego upór i konsekwencję w realizowaniu muzycznych pomysłów.

„Podziwiam go za upór. Jak coś postanowi, że nagra to nagra. Jesteśmy różnymi ludźmi, ale go uwielbiam. Facet przez 45 lat dostarcza mi mnóstwo melodii, które ze mną śpiewają ludzie. To niezaprzeczalne dobro, które od niego dostaję i staram mu się odwdzięczyć. Mam do niego ogromny szacunek i dużo miłości oraz zrozumienia” — przyznał wokalista.

Jan Borysewicz i Janusz Panasewicz, Warszawa, 06.12.2022.
Fot. PAP/Radek Pietruszka / Jan Borysewicz i Janusz Panasewicz, Warszawa, 06.12.2022.

Lady Pank wciąż na scenie. Po ponad czterech dekadach ich historia doczekała się nawet filmu

Jan Borysewicz i Janusz Panasewicz nie zamierzają żegnać się ze sceną. W 2026 roku Lady Pank świętuje 45-lecie działalności, a muzycy nadal spotykają się z publicznością podczas koncertów. Jubileusz stał się okazją do przypomnienia największych przebojów zespołu, ale także zaprezentowania nowych utworów. 28 listopada 2025 roku ukazał się album „LP 45”, na którym znalazło się dziesięć kompozycji, w tym „Motyle”, „Kalifornia”, „Uciekaj” i „Obok”.

Nowa płyta pokazała, że mimo wieloletniego stażu Borysewicz nadal chętnie eksperymentuje z brzmieniem zespołu. Tym razem sam nagrał nie tylko partie gitarowe, ale również basowe. Panasewicz w rozmowie z „Teraz Rockiem” przyznawał, że również dla niego kierunek muzyczny albumu był pewnym zaskoczeniem. Podkreślał, że Lady Pank od dawna nie nagrało tak wyraźnie gitarowego i energetycznego materiału.

O tym, że historia Lady Pank wciąż budzi zainteresowanie, świadczy również premiera filmu „Mniej obcy”. Produkcja inspirowana życiem i wspomnieniami Jana Borysewicza zadebiutowała na Netfliksie 7 października 2026 roku. Za reżyserię odpowiada Kristoffer Rus, a w rolę legendarnego gitarzysty wcielił się Mikołaj Bukrewicz. 

Jan Borysewicz, Janusz Panasewicz, 15.11.2007.
Fot. Marcin Michalski / Forum / Jan Borysewicz, Janusz Panasewicz, 15.11.2007.