Zanim Jan Borysewicz stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych polskich gitarzystów, jego światem były ulice Wrocławia, rodzinny dom i muzyka. Dorastał na Sępolnie, gdzie chłopcy z gitarami przesiadywali na osiedlowych ławkach, grając utwory Stonesów i Beatlesów. W domu Borysewiczów nie brakowało śmiechu, rodzinnych spotkań i wspólnej zabawy. Szczególne miejsce w życiu młodego Jana zajmował starszy brat Andrzej. To właśnie on nauczył go pierwszych gitarowych akordów i był, jak po latach przyznał muzyk, jego jedynym przyjacielem. Jednak szczęśliwe wspomnienia z dzieciństwa przeplatają się z tymi najboleśniejszymi. Najpierw rodzinną codzienność zmieniła ciężka choroba matki, a później przyszła tragedia, o której Jan Borysewicz nawet po wielu latach mówi ze łzami w oczach.

WIDEO…

player placeholder

Dom pełen śmiechu. Tak dorastali Jan i Andrzej Borysewiczowie

Najpierw była ulica Kleczkowska we Wrocławiu, później Sępolno. Jan dorastał z rodzeństwem: starszym bratem Andrzejem i siostrą Haliną. Sam Borysewicz podkreślał, że Andrzej był od niego starszy o dwa lata.

„Miałem starszego o dwa lata brata Andrzeja i mam o trzy lata starszą siostrę Halinę” — powiedział muzyk w rozmowie z Marcinem Prokopem, opublikowanej w książce „Jan Borysewicz. Mniej obcy”.

Zobacz także:

W rodzinnym domu często spotykali się krewni. Przychodziły ciotki, wujkowie i ich dzieci, najmłodsi spędzali czas razem, a dorośli bawili się w swoim gronie. Jan zapamiętał z tego okresu przede wszystkim radość.

„Ale staram się dom wspominać dobrze. Kiedy mama jeszcze była zdrowa, tętnił życiem i radością. Mój ojciec był rozrywkowym człowiekiem. Grał nie tylko na perkusji, ale też na akordeonie” — opowiadał Borysewicz Marcinowi Prokopowi w książce „Jan Borysewicz. Mniej obcy”.

Muzyka była obecna w rodzinie, zanim Jan zaczął samodzielnie grać. Ojciec występował na perkusji w zespole jazzowym. Młodszy syn początkowo zainteresował się bębnami, jednak później wybrał gitarę.

Poza domem toczyło się inne życie. Chłopcy z gitarami siadali na ławkach w dzielnicy i grali piosenki Stonesów oraz Beatlesów. Jan podchodził, żeby podpatrzeć, jak układają palce na strunach. Sam wspominał, że na Sępolnie spotykał bardzo różnych ludzi. Nie było internetu ani łatwego dostępu do instrumentów. Byli za to sąsiedzi, znajomi i wspólne granie.

„Mój jedyny przyjaciel”. Starszy brat nauczył Jana Borysewicza grać

Kiedy Marcin Prokop na łamach książki „Jan Borysewicz. Mniej obcy” zapytał muzyka, jak ważny był dla niego Andrzej, odpowiedział:

„Najważniejszą. To był wtedy mój jedyny przyjaciel. To on nauczył mnie grać na gitarze. Chociaż pierwszy instrument, jaki pokochałem, to była perkusja”.

Zanim Jan zdobył prawdziwą gitarę, kuzyn Edward, stolarz, zrobił mu jej drewniany odpowiednik bez progów i strun. Jan wystukiwał na nim palcami dźwięki, które — jak wspominał — słyszał w głowie. Późniejszy instrument nie miał oznaczenia producenta, a struny znajdowały się tak wysoko nad gryfem, że ćwiczenia kończyły się poranionymi palcami.

To Andrzej pokazał mu, jak zagrać „Dom wschodzącego słońca”. Kilka akordów wystarczyło, żeby Jan zaczął szukać kolejnych melodii. Chodził z gitarą po Sępolnie, przysiadał się do innych muzyków, obserwował i uczył się.

Braterska więź pojawia się również w innym, znacznie gwałtowniejszym wspomnieniu. Gdy pobity Andrzej wrócił kiedyś do domu, Jan wybiegł na ulicę, odnalazł człowieka, który go skrzywdził, i sam go pobił. Tak opisywał tamten czas: za rodzinę był gotów walczyć, nie zważając na nic.

CZYTAJ TEŻ: Jan Borysewicz o relacji ze starszą córką mówi wprost. „To jest dla mnie bliska, ale jednocześnie obca osoba”. Tak dziś wygląda ich relacja

Warszawa 1982. Lady Pank
meg PAP/Longin Wawrynkiewicz /

Warszawa 1982. Lady Pank, od lewej: wokalista Janusz Panasewicz, basista Paweł Mścisławski, gitarzysta Jan Borysewicz, gitarzysta Edmund Stasiak, perkusista Jarosław Szlagowski.

Choroba matki zmieniła ich dzieciństwo. Jan opiekował się nią i pracował

Dom pełen rodzinnych spotkań zaczął się zmieniać, gdy matka Jana zachorowała na stwardnienie rozsiane. Początkowo bliscy myśleli, że to przeziębienie. Potem okazało się, że choroba jest znacznie poważniejsza. Jan mówił, że właśnie wtedy skończyło się jego dzieciństwo. Miał „trzynaście, może czternaście lat” — jak sam określił swój wiek w rozmowie z Marcinem Prokopem.

Matkę trzeba było znosić po schodach do wózka, pomagać jej podczas spacerów, niekiedy wstawać nocą, żeby przenieść ją do łazienki. Ojciec często wyjeżdżał służbowo, więc Jan zajmował się nią na co dzień. Pracował także na budowie, chcąc zarobić na lekarstwa i gitarę.

„Zajmowałem się mamą, dopóki mogłem. Robiłem przy niej wszystko. Potem trafiła do domu opieki, bo siostra wyszła za mąż, a mój brat odszedł... Przepraszam, nie lubię do tego wracać” — przyznał Borysewicz w rozmowie z Marcinem Prokopem, opublikowanej w książce „Jan Borysewicz. Mniej obcy”.

Matka wspierała jednak jego muzyczną pasję. Nawet gdy już chorowała, zawiozła go do ogniska muzycznego. Jan potrafił wtedy grać na tyle dobrze, że nauczyciel poprosił go o pokazanie innym dzieciom ćwiczonego bluesa. Postanowił dalej uczyć się sam.

Andrzej odprowadził go na tramwaj. Po koncercie nadszedł telefon z domu

Miał to być krótki wyjazd. Jan grał wówczas z zespołem Apokalipsa i Jerzym Grunwaldem. Miał wystąpić w Warszawie, a następnego dnia wrócić do Wrocławia. Andrzej odprowadził go na tramwaj jadący na dworzec. Po latach Jan wrócił do tamtych chwil.

„Jechałem wtedy do Warszawy, miałem zagrać koncert z zespołem Apokalipsa i z Jurkiem Grunwaldem i następnego dnia wrócić. Andrzej odprowadził mnie do tramwaju, którym jechałem na dworzec. Po koncercie w Warszawie poszedłem do hotelu zadzwonić do domu i dać znać, że już wracam. Odebrała mama i powiedziała mi, że Andrzej nie żyje” — opowiadał na łamach książki Jan Borysewicz.

W domu była wtedy również Halina, która spodziewała się dziecka. Według wspomnień Jana, siostra na krótko weszła do łazienki, a gdy wróciła, Andrzej już nie żył. Ich chora matka pozostawała w łóżku.

Do ostatniego spotkania muzyk powracał wielokrotnie. Nie zauważył w zachowaniu brata niczego, co zapowiadałoby tragedię.

„Bardzo często o tym myślałem, ale kto to mógł przewidzieć? Myśmy się śmiali, rozmawiali: «Czekam na ciebie, bracie, jutro». Jechałem tylko na jeden dzień, żeby zagrać i wrócić. Nie obwiniałem się za to, co się stało” — wspominał artysta.

Zastanawiał się, czy gdyby coś wyczuł, zostałby w domu albo zabrał Andrzeja ze sobą. Mieli przecież pomysł, żeby starszy brat towarzyszył mu w przyszłości podczas koncertowych wyjazdów. Jan podkreślał jednak, że nie mógł przewidzieć tego, co się wydarzyło.

„Do dziś nie mogę się pozbierać”. Życie Jana Borysewicza po stracie Andrzeja

Po powrocie do Wrocławia Jan udał się na milicję. Opowiadał, że jeden z funkcjonariuszy rzucił przed nim zdjęcia z miejsca śmierci brata i zwrócił się do niego obraźliwie. Jan zaatakował milicjanta. Jak relacjonował, później został przywiązany do krzesła i pobity.

Niedługo potem wyprowadził się z rodzinnego domu. Wynajął mieszkanie na Sępolnie i podjął pracę. Przez lata wracał też do trudnej relacji z ojcem, któremu powiedział o swoim żalu związanym z tym, co spotkało rodzinę.

Czy Jan Borysewicz dowiedział się, dlaczego jego brat odebrał sobie życie? To pytanie zadał mu również Marcin Prokop. Muzyk nie wskazał jednoznacznej przyczyny, ale podzielił się swoim przypuszczeniem.

„Wydaje mi się, że przez dziewczynę. Nie chciałbym tego dalej rozgrzebywać” — odpowiedział Jan Borysewicz w rozmowie z Marcinem Prokopem, opublikowanej w książce „Jan Borysewicz. Mniej obcy”.

Było to jedynie przypuszczenie artysty, nie potwierdzona przyczyna śmierci Andrzeja. Borysewicz wyraźnie zaznaczył, że nie chce wracać do szczegółów tej sprawy.

„Do dziś nie mogę się pozbierać. Kiedy opowiadam o nim, zawsze płaczę” — wyznał po latach muzyk.

Wspomnienia nie ograniczały się jednak do ostatniego dnia życia brata. Jan opowiadał również o ich przyjaźni i pierwszych gitarowych akordach.

„Z bratem ciągle gadam, on cały czas jest ze mną” — przyznał Jan Borysewicz w rozmowie z Marcinem Prokopem.

Historia dzieciństwa i rodzinnych strat stała się także częścią filmu fabularnego „Mniej obcy”, który zadebiutował na Netfliksie 7 października 2026 roku. Reżyserem produkcji jest Kristoffer Rus, a Jana Borysewicza zagrał Mikołaj Bukrewicz. Film pokazuje między innymi chorobę matki i więź muzyka z Andrzejem. To fabuła inspirowana życiem artysty. 

CZYTAJ TEŻ: Ma tylko 23 lata i właśnie zadebiutowała w roli Jana Borysewicza w filmie Netflixa. Mało kto wie, że Mikołaj Bukrewicz ma bardzo znanego tatę

Jan Borysewicz
<p>Warszawa, 07.06.1984. Jan Borysewicz w swoim mieszkaniu.</p> / Witold Kulinski / Forum

Źródła: Jan Borysewicz, Marcin Prokop, „Jan Borysewicz. Mniej obcy”, Wydawnictwo Agora, 2022. VIVA.pl,Onet, o2.pl, Netflix EskaROCK