Zanim Jan Borysewicz stał się legendą polskiego rocka i liderem Lady Pank, jego życie naznaczyły bolesne rodzinne doświadczenia. W domu na wrocławskim Sępolnie, który kiedyś wypełniały śmiech, muzyka i spotkania z bliskimi, wszystko zmieniło się wraz z chorobą mamy. Stwardnienie rozsiane stopniowo odbierało jej sprawność, a nastoletni Jan musiał przejąć obowiązki, z którymi trudno byłoby poradzić sobie nawet dorosłemu. Nosił mamę na rękach, opiekował się nią w dzień i w nocy, szukał lekarstwa i pracował na budowie, by zdobyć pieniądze na jej leczenie. Po latach muzyk wrócił do tych dramatycznych wspomnień.

WIDEO…

player placeholder

Choroba mamy Jana Borysewicza zmieniła w ich domu wszystko 

Jednym z pierwszych wspomnień Jana Borysewicza jest zimowy dzień we Wrocławiu. Jako mały chłopiec razem z kolegami uczepił się cysterny, licząc, że pojazd pociągnie ich po śniegu. Zabawa przybrała jednak niebezpieczny obrót, gdy samochód zamiast ruszyć do przodu, zaczął się cofać. Wtedy z domu wybiegła jego mama. Jej krzyk na długo zapadł mu w pamięć. Rodzina mieszkała wówczas przy ulicy Kleczkowskiej we Wrocławiu. Dopiero później przeniosła się na Sępolno, gdzie rozegrały się najtrudniejsze wydarzenia z dzieciństwa przyszłego gitarzysty Lady Pank.

Muzyk pamięta też dom pełen krewnych, zabawy z kuzynostwem, ojca grającego na perkusji i akordeonie oraz śmiech podczas rodzinnych spotkań. Podkreślał, że nigdy nie chodził głodny. Czas sprzed choroby mamy wspominał jako szczęśliwy. Potem wszystko zaczęło się zmieniać.

Zobacz także:

W rozmowie z Marcinem Prokopem, opublikowanej w książce „Jan Borysewicz. Mniej obcy”, wrócił do pierwszych objawów:

„Mama miała stwardnienie rozsiane. Bardzo ciężka choroba. W tamtych czasach nie potrafiono jej powstrzymać. Na początku, kiedy mama poczuła się źle, wszyscy pomyśleli, że to zwykłe przeziębienie”.

Diagnoza nie przyszła od razu. Mama coraz dłużej leżała, z czasem właściwie przestała chodzić. Podczas jednego ze spotkań rodzinnych niespodziewanie wstała i sama ruszyła do łazienki. Jan i ojciec poszli za nią. Gdy niemal upadła, złapali ją. Borysewicz opowiadał, że później już nigdy samodzielnie się nie podniosła.

Równocześnie krewni odwiedzali ich coraz rzadziej. Chłopak, który dotąd znał dom pełen śmiechu, przejmował nowe obowiązki.

„Od tej pory to była choroba całej rodziny. Wtedy też właściwie skończyło się moje dzieciństwo. Miałem trzynaście, może czternaście lat. Zajmowałem się mamą, dopóki mogłem. Robiłem przy niej wszystko”.

CZYTAJ TEŻ: „Czekam na ciebie, bracie, jutro”. Jan Borysewicz nigdy nie zapomniał tego pożegnania. Ich historia zakończyła się tragedią

Jan Borysewicz opiekował się mamą. Na budowie zarabiał na lekarstwa i gitarę

Opieka nie kończyła się wieczorem. Borysewicz znosił mamę po schodach do wózka, zabierał na spacery, a w nocy przenosił do toalety. Zajmował się też domem. Nauczył się gotować, lepił pierogi i uszka. Wspominał te obowiązki jako część swojego codziennego życia.

„Codziennie trzeba było ją znieść po schodach do wózka, zabrać na spacer albo na przykład o czwartej nad ranem wziąć na ręce i zanieść do toalety. To głównie ja opiekowałem się mamą, bo ojciec często wyjeżdżał w delegacje. Uciekał. Miałem do niego o to straszny żal”.

Żal do ojca wracał także po latach. Jan uważał, że powinien częściej być przy rodzinie. Jednocześnie przyznawał, że wielokrotnie widział, jak ojciec dbał o chorą żonę.

Nastolatek czytał o stwardnieniu rozsianym i szukał lekarstwa. Dowiedział się o zastrzykach, które można było sprowadzić ze Stanów. Żeby zdobyć pieniądze, jeździł do pracy na budowie. Zarabiał na lekarstwa dla mamy, ale także na gitarę.

Te dwie sprawy — opieka i muzyka — wypełniały wówczas jego codzienność. Mama chciała, żeby grał. Nawet gdy już chorowała, zawiozła go do ogniska muzycznego. Starszy brat Andrzej pokazał mu natomiast pierwsze akordy. Jan ćwiczył na gitarze, której wysoko zawieszone struny raniły mu palce. Grał mimo bólu.

Z czasem mama trafiła do domu opieki. Wydarzyło się to w momencie, gdy siostra Halina wyszła za mąż, a brat Andrzej już nie żył.

„Mniej obcy” na Netfliksie. Kinga Preis jako mama Jana Borysewicza

Film „Mniej obcy”, który zadebiutował na Netfliksie 7 października 2026 roku, powraca do rodzinnego wątku życia muzyka. Mamę Jana Borysewicza zagrała Kinga Preis. To opowieść fabularna, dlatego jej scen nie należy utożsamiać z dosłownym zapisem wydarzeń.

O tych najtrudniejszych chwilach Borysewicz opowiedział sam w rozmowie z Marcinem Prokopem. Obok wspomnień o opiece, bezradności i stracie znalazł się w niej także obraz mamy, która wspierała jego muzyczną pasję, choć sama potrzebowała pomocy.

Muzyk wrócił do jej pamięci także wtedy, gdy mówił o własnych dzieciach. Narodziny młodszej córki Alicji ujął w przejmujących słowach:

„Natomiast gdy się urodziła Alicja, to było tak, jakby Bóg w zamian za moją mamę dał mi to dziecko. Z nią jest inaczej. Mimo że ona studiuje i mieszka we Włoszech, codziennie po parę razy jesteśmy w kontakcie”.

Publiczność zna go jako gitarzystę Lady Pank. W rodzinnej historii pozostaje też nastolatkiem z wrocławskiego Sępolna: synem, który nosił chorą mamę na rękach, jeździł na budowę, by zarobić na lekarstwa, i szukał pocieszenia w muzyce. Po latach właśnie o tym okresie powiedział: „Wtedy też właściwie skończyło się moje dzieciństwo”.

Kinga Preis w roli mamy Jana Borysewicza, "Mniej obcy", Netflix
Zuzanna Woińska/ Netflix /

Kinga Preis w roli mamy Jana Borysewicza, "Mniej obcy", Netflix 

Jan Borysewicz, 1986 r.
Jacek Barcz / Forum /

Jan Borysewicz, 1986 r.

Źródła: „Jan Borysewicz. Mniej obcy” — rozmowa Jana Borysewicza z Marcinem Prokopem, Netflix, „Rzeczpospolita”, Filmweb