Przez ponad cztery dekady obecności na scenie Jan Borysewicz zapracował na miano jednej z najbardziej rozpoznawalnych postaci polskiego rocka. Tym razem jednak nie chodzi wyłącznie o muzyczne sukcesy, koncerty czy przeboje, które na stałe zapisały się w historii Lady Pank. Film w reżyserii Kristoffera Rusa sięga również do osobistych doświadczeń artysty, w tym tych, do których sam niechętnie wraca. Podczas wizyty w „halo tu Polsat” gitarzysta opowiedział o emocjach związanych z oglądaniem własnej historii i rozmowie z ukochaną, która miała decydujący wpływ na jego zgodę na powstanie produkcji.

WIDEO…

player placeholder

Jan Borysewicz nie był w stanie obejrzeć filmu „Mniej obcy”. „To jest moja historia”

Film „Mniej obcy”, w którym w postać Jana Borysewicza wcielił się Mikołaj Bukrewicz, opowiada o drodze muzyka na szczyt polskiej sceny rockowej. Nie pomija przy tym osobistych dramatów, rodzinnych doświadczeń ani trudniejszych momentów jego życia. Podczas sobotniej wizyty w „halo tu Polsat”, 10 października, lider Lady Pank wyraźnie zaznaczył, że nie należy traktować produkcji wyłącznie jako opowieści o legendarnym zespole.

„To nie jest film o Lady Pank, to jest film inspirowany moim życiem. Ten film pokazuje zupełnie inne oblicze moje” – podkreślił muzyk.

Zobacz także:

Okazuje się, że zobaczenie własnej historii na dużym ekranie było dla niego znacznie trudniejsze, niż mogliby przypuszczać widzowie. Borysewicz przyznał, że początkowo nie potrafił obejrzeć filmu w całości. Podejmował próby, jednak emocje związane z powrotem do przeszłości sprawiały, że opuszczał salę.

„Jeżeli chodzi o pierwszą projekcję tego filmu, nie odważyłem się go obejrzeć” – wspominał. „Wychodziłem parę razy z projekcji”.

Artysta zdradził, że podczas Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni także nie zdecydował się zostać na seansie. Dopiero na specjalnym pokazie zorganizowanym dla osób związanych z produkcją udało mu się obejrzeć film od początku do końca. Jak opowiedział, postanowił wówczas potraktować projekcję po prostu jak zwykłe wyjście do kina.

Nie oznaczało to jednak, że powrót do dawnych wydarzeń przestał być dla niego bolesny. W rozmowie z prowadzącymi Borysewicz otwarcie przyznał, że film porusza szczególnie wrażliwe obszary jego biografii. „On jest dla mnie bardzo trudny. To jest moja historia, która pokazuje dosyć trudne czasy, rodzinne sytuacje i tak dalej” – tłumaczył.

Muzyk nie ukrywał również, że jego życie nie składało się wyłącznie z sukcesów, scenicznej energii i zawodowych spełnień. Na ekranie znalazło się miejsce także dla wydarzeń, o których znacznie trudniej opowiadać publicznie. Co istotne, sam Borysewicz dostrzega w tej historii nie tylko bolesne wspomnienia, ale również świadectwo tego, jak wiele przeciwności udało mu się przezwyciężyć.

„Ten film też pokazuje takie ciemniejsze strony mojego życia, gdzie czasami było niełatwo, czasami było niebezpiecznie. Wydaje mi się, że chyba ten film pokazuje, ile razy ja się potrafiłem podnieść” – wyznał.

Jan Borysewicz, 10.10.2026.
Fot. Paweł Wrzecion/AKPA / Jan Borysewicz, 10.10.2026.

To dzięki żonie Jan Borysewicz zgodził się na film. Słowa Małgorzaty Burlewicz okazały się decydujące

Choć dziś widzowie mogą już oglądać „Mniej obcego” na Netfliksie, przez długi czas nie było pewne, czy Jan Borysewicz w ogóle zdecyduje się na pokazanie swojej historii w tak osobistej odsłonie. Muzyk przyznał, że zgoda na realizację filmu wymagała od niego poważnego namysłu. Jednym z najważniejszych powodów jego wahania była troska o to, jak przedstawione na ekranie wydarzenia z przeszłości odbierze jego żona, Małgorzata Burlewicz.

Podczas rozmowy w „halo tu Polsat” Borysewicz wrócił pamięcią do chwili, w której postanowił zapytać ukochaną, czy będzie gotowa zobaczyć również te fragmenty jego dawnego życia, które mogłyby okazać się dla niej nieprzyjemne.

„Dosyć długo się zastanawiałem nad tym, ale moja małżonka, Małgorzata Burlewicz, moja ukochana... Ja ją zapytałem: czy nie będzie ci przeszkadzało, jak będziesz widziała w filmie sceny z mojego życia, które nie będą dla ciebie zbyt przyjemne?” – opowiadał artysta.

Odpowiedź, którą usłyszał od żony, miała ogromne znaczenie dla jego ostatecznej decyzji. 

„Powiedziała mi, że ona mnie kocha nie za to, kim byłem, ale za to, kim jestem teraz. Poza tym zna moją historię i jest osobą, która spowodowała to, że zdecydowałem się wydać zgodę na ten film” – wyznał Borysewicz.

To właśnie ta rozmowa pomogła mu podjąć decyzję, nad którą wcześniej długo się zastanawiał. Gitarzysta nie próbował przy tym przedstawiać własnej biografii jako historii pozbawionej błędów i słabości. W programie zaznaczył, że film nie jest jego pomnikiem, a on sam nie uważa się za człowieka bez skazy.

„Dużą odwagą dla mnie było, że się zgodziłem na to” – przyznał.

Wyznał również, że zależało mu na tym, aby za sprawą filmu wieloletni fani mogli poznać go bliżej. W ten sposób chciał podziękować publiczności, która towarzyszyła mu przez lata, zarówno w momentach największych sukcesów, jak i w trudniejszych okresach kariery.

Jan Borysewicz.
Fot. Jacek Kurnikowski/AKPA / Jan Borysewicz.
Mikołaj Bukrewicz w filmie
Fot. materiały prasowe Netflix / Mikołaj Bukrewicz w filmie