VIVA! RECENZJE

Pumba i Timon kradną cały show! W kinach nowa wersja Króla Lwa

Przeczytaj naszą recenzję!

Łukasz Kaliński 19 lipca 2019 11:48
plakat do filmu „Król lew”
Fot. Materiały prasowe

Nigdy nie widziałem animowanego Króla Lwa. Nie przepadam za animacjami, nigdy mnie do tego filmu nie ciągnęło. Nowa, fabularna wersja wyreżyserowana przez Jona Favreau stała się więc świetną okazją do tego, by nadrobić filmowe zaległości. Z punktu widzenia osoby, która po raz pierwszy zetknęła się z tą historią, film Jona Favreau to świetny wizualnie, interesujący i rozrywkowy film dla wszystkich, który bez dwóch zdań warto zobaczyć na dużym ekranie. Król Lew już w kinach.

„Król Lew”. Opis fabuły

Simba (głosy: Donald Glover, JD MCCrary) to prawowity następca tronu w afrykańskim królestwie rządzonym przez króla Mufasę (James Earl Jones). Jego narodziny nie są dobrą wiadomością dla brata Mufasy, Skazy (Chiwetel Ejiofor), który traci prawo do tronu. Simba jest ciekawym świata lwem, który wolne chwile spędza na włóczeniu się po okolicy z młodą lwicą Nalą (Beyoncé Knowles, Shahadi Wright Joseph). Wzorem dla niego jest mądry i sprawiedliwy ojciec, który wprowadza go w tajniki życia. Uczy, że każde stworzenie ma swój cel w wielkim kręgu życia. Na skutek intryg Skazy dochodzi jednak do tragedii. Mufasa zostaje stratowany przez spłoszone stado gnu, a Simba słucha rady wuja i ucieka z królestwa jak najdalej. Wierzy w to, że poddani ojca uwierzą, że to on jest odpowiedzialny za śmierć Mufasy. Na wygnaniu zrezygnowany Simba poznaje nowych przyjaciół. To guziec Pumba (Seth Rogen) i surykatka Timon (Billy Eichner). Wyznawcy filozofii „hakuna matata” (nie martw się), wedle której nie ma co rozpamiętywać przeszłości, bo jej się już nie da zmienić. Trzeba żyć chwilą i niczym się nie przejmować. Simba dorasta wiodąc beztroskie życie u boku przyjaciół. W końcu będzie się jednak musiał zmierzyć z przeszłością.

Recenzja filmu „Król lew”

Pierwsze, co rzuca się w oczy podczas seansu nowej wersji Króla Lwa to warstwa wizualna. Efekty komputerowe dotarły do takiego miejsca w swoim rozwoju, który pozwala na bardzo realistyczne odwzorowanie żywych organizmów. Próby odmładzania aktorów na potrzeby filmu (m.in. Robert Downey Jr. w filmie Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów) wypadają coraz lepiej, a jeśli chodzi o zwierzęta powoli zaciera się już granica między tym, co prawdziwe, a tym, co wykreowane przez komputer. Król Lew udowadnia to w każdej scenie filmu, prezentując afrykańską faunę od najmniejszych myszoskoczków po największe hipopotamy. Często w trakcie seansu można złapać się na myśli, że w oglądanej właśnie scenie pojawiły się prawdziwe zwierzęta. Choć nie brakuje wciąż scen, w których poruszanie się dzikich zwierząt wygląda nienaturalnie. Taka „aktorska” wersja Króla Lwa jest jednak jak najbardziej uzasadniona i film Favreau ogląda się niczym dobry film przyrodniczy.

Z drugiej strony takie podejście do filmu ma swoje ograniczenia. Związane są one głównie z emocjami malującymi się na twa… pyskach zwierząt. Mówiąc wprost: nie ma ich za wiele. To sprawia, że ładunek emocjonalny Króla Lwa A.D. 2019 nie jest tak duży jak mógłby być. Trzeba jednak zdać sobie sprawę z tego, że przesada w drugą stronę mogłaby zaowocować niepotrzebną karykaturą, w której zwierzęta wyglądają nienaturalnie. Z dwojga złego bardziej podoba mi się podejście twórców filmu. A że efektem tego są przeważnie pozbawione emocji oblicza zwierząt – łatwo można o tym zapomnieć wciągając się w rozśpiewaną historię walki o swoje.

Zwiastun filmu „Król Lew”

Historia młodego Simby, który musi dorosnąć do odpowiedzialności, jaka na nim spoczywa, została opowiedziana w prosty sposób bez zbędnych komplikacji. Naznaczony śmiercią ojca młody lew zmuszony będzie zdecydować czy bliżej mu filozofii wyznawanej przez Mufasę (krąg życia), a może rację mają nowi przyjaciele stroniący od problemów. Jest to więc stereotypowa opowieść o dojrzewaniu, poszukiwaniu swojej ścieżki życia, rodzinie i umiejętności odróżnienia dobra od zła. Fundamentach każdej szanującej się baśni, nie tylko filmowej. Uderzający w tony szekspirowskiego Hamleta, Król Lew robi to z gracją, piosenką na ustach, ale i momentami grozy w kulminacyjnych scenach filmu. Zostało to wszystko dobrze wyważone i widz nie powinien się nudzić.

Bezapelacyjnymi gwiazdami Króla Lwa są niepodrabialni Pumba i Timon, którzy swoim pojawieniem się ożywiają film Favreau. Świetnie zdubbingowani przez Setha Rogena i Billy’ego Eichnera odpowiedzialni są za większość wybuchów śmiechu, jakie przetaczają się przez widownię. Swoje dokłada też ptak Zazu (John Oliver). Wykonane na nowo klasyczne piosenki z Króla Lwa świetnie brzmią na dużym ekranie i przyjemnie posłuchać ich raz jeszcze. Podobnie jest z muzyką Hansa Zimmera. W filmie można usłyszeć też nową, specjalnie napisaną do remake’u „Króla Lwa” piosenkę Spirit skomponowaną przez Eltona Johna i Tima Rice’a. Wykonuje ją Beyoncé.

Dla osoby, która nigdy wcześniej nie widziała oryginału, powstanie jego remake’u jest  uzasadnione. To również dobra propozycja dla widzów, którzy nie przepadają za animacjami, a chcieliby wybrać się na coś do kina razem z całą rodziną, niezależnie od wieku. Siłą rzeczy film Favreau nie uniknie porównań z oryginałem z 1994 roku. Jak wypada w szrankach z dziełem Roba Minkoffa? Jak zawsze w takich przypadkach – najlepiej przekonać się samemu. Król Lew już w kinach. W polskiej wersji językowej wystąpili: Marcin Januszkiewicz (Simba), Michał Piela (Pumba), Zofia Nowakowska (Nala), Wiktor Zborowski (Mufasa), Maciej Stuhr (Timon), Artur Żmijewski (Skaza), Jerzy Stuhr (Rafiki), Piotr Polk (Zazu), Danuta Stenka (Sarabi) i Natalia Sikora (Shenzi). 7/10. 

Plakat filmu Król Lew:

plakat filmu Król lew
Fot. Disney/materiały prasowe

Wideo

Dziś wypada 3. rocznica ich ślubu. Oto historia miłości Agnieszki i Piotra Woźniak-Staraków

Polecamy

Top

Magazyn VIVA!

Bieżący numer

Monika Olejnik, Martyna Wojciechowska, Joanna Przetakiewicz, Anna Lewandowska i Jessica Mercedes Kirschner. Pięć niezwykłych kobiet w niezwykłej sesji VIVY!. Janusz L. Wiśniewski w mocnej rozmowie o współczesnych kobietach oraz Debora i Joszko Brodowie z 11-stką dzieci o sile rodziny.